Mutua Madrid Open: Dominacja Sinnera i brutalna szczerość zmęczonego Zvereva. Kulisy konferencji prasowej po finale 

Finał turnieju ATP Masters 1000 w Madrycie okazał się teatrem jednego aktora. Jannik Sinner zdominował Alexandra Zvereva w sposób, który nie pozostawił złudzeń, kto jest obecnie prawdziwym królem męskiego tenisa. Prawdziwe widowisko rozegrało się jednak nie tylko na korcie, ale też chwilę później, w biurze prasowym La Caja Mágica. Jak wygląda z bliska mentalność Sinnera i z czym mierzy się absolutnie bezradny rywal? 

Konferencje prasowe po wielkich finałach często bywają przewidywalne, ale tym razem w Madrycie dostaliśmy dwa skrajnie różne obrazy. Z jednej strony chłodny pragmatyzm Włocha, z drugiej natomiast fizyczne i mentalne wyczerpanie Niemca. 

REKLAMA

Jannik Sinner wygrał w Madrycie swój piąty turniej rangi Masters 1000 z rzędu (z czego czwarty w tym sezonie). Jego dominacja jest w tym sezonie tak przygniatająca, że dziennikarze i kibice prześcigają się w pompowaniu balona oczekiwań. Włoch jednak zdaje się funkcjonować w zupełnie innej gęstości – jest całkowicie uodporniony na medialny szum i presję. 

Postanowiłem sprawdzić, jak lider rankingu zareaguje na nieszablonowe pytanie wybiegające w skrajną przyszłość. Nawiązując do legendarnego cytatu Rafaela Nadala, zapytałem Sinnera wprost: 

– Jannik, Rafa Nadal powiedział kiedyś, że słowo „jeśli” nie istnieje w tenisie, ale patrząc na twoją grę, muszę zapytać: co, jeśli nie przegrasz już żadnego meczu do końca sezonu? Myślisz, że to w ogóle możliwe? 

Zamiast wchodzić w jakiekolwiek gdybanie, Sinner odpowiedział z typowym dla siebie chłodem. Zareagował dokładnie tak, jak przystało na zawodnika w pełni skoncentrowanego na najbliższym zadaniu, sprowadzając wszystkich na ziemię: 

– Nie… to niemożliwe, nie. To… nie, nie ma sensu o tym w ogóle rozmawiać – skwitował błyskawicznie Włoch. 

Ten krótki, ale jakże wymowny cytat idealnie obrazuje aktualny “mindset” Włocha. Nie interesują go wyśrubowane rekordy ani medialne gdybanie. Jak sam później przyznał, jego tajemnica tkwi w stabilności i odcięciu od tenisowego świata w życiu prywatnym. „Będąc w domu, nigdy nie rozmawiamy o tenisie. Oczywiście dobre liczby są świetne, ale kryje się za nimi mnóstwo dyscypliny, ogrom poświęceń i codzienna rutyna” – podsumował triumfator. 

Co ciekawe, ten bezlitosny na korcie dominator pokazał też w Madrycie niezwykle ludzką twarz, gdy zapytano go o relacje z najbliższymi. Włoch rzadko otwiera się na tematy prywatne, ale tym razem zrobił wyjątek: 

– Uważam się za wielkiego szczęściarza. Kiedy miałem 13 lat, podjąłem decyzję o opuszczeniu domu na rzecz ośrodka treningowego. Myślę, że dla matki jest to bardzo trudne – pozwolić dziecku wyjechać i po prostu wyfrunąć z gniazda. Zdecydowanie przegapiłem sporo czasu z rodzicami i chciałbym go nadrobić. Mama jest zdecydowanie moim wzorem do naśladowania i wielką inspiracją. Staram się być chociaż w ułamku taki jak moi rodzice, bo dzięki temu czuję, że sam jestem dobrym człowiekiem – wyznał z pełną szczerością Sinner. 

REKLAMA

Smutny i zmęczony Sascha

Zupełnie inne nastroje panowały na konferencji Alexandra Zvereva. Niemiec, który zazwyczaj świetnie czuje się na madryckiej mączce, tym razem zderzył się ze ścianą. Nie szukał jednak tanich wymówek dotyczących samej gry przeciwnika, choć wprost przyznał, że „istnieje obecnie duża przepaść między Sinnerem a wszystkimi pozostałymi zawodnikami”

Mnie z kolei interesowało to, jak tak trudny i intensywny turniej wpłynie na Saschę w kontekście nadchodzących wyzwań. Zapytałem go o jego stan przed zbliżającymi się wielkimi krokami imprezami w Rzymie i Paryżu: 

– Na ile gotowy fizycznie i mentalnie czujesz się teraz przed turniejami w Rzymie i na Roland Garros? 

Zverev, wpatrując się w pustkę, udzielił do bólu szczerej odpowiedzi, obnażając ciemne strony współczesnego kalendarza ATP i turniejowych harmonogramów. Niemiec zrezygnował z wyuczonych regułek i odpowiedział wprost: 

– Szczerze mówiąc, jestem w tej chwili po prostu wyczerpany. Turnieje dwutygodniowe są trudne psychicznie, trzeba dłużej utrzymywać optymalną koncentrację. W zeszłym tygodniu lubiłem grać w sesjach wieczornych, ale czuję coś w rodzaju potężnego “jet lagu”, ponieważ ani razu nie kładłem się w tym tygodniu spać przed 4:00 rano. Rozumiem, że mecze nocne są lubiane przez publiczność, ale finał też powinien odbywać się wtedy w sesji wieczornej. Byłoby to sprawiedliwsze dla obu zawodników, skoro grało się w nocy przez cały tydzień. Gra przeciwko Jannikowi jest ekstremalnie trudna i wymaga wybitnego poziomu, ale z całym tym tłem organizacyjnym było to dzisiaj po prostu zadanie niemożliwe – tłumaczył zrezygnowany Niemiec. 

Frustracja Zvereva narastała z każdą minutą konferencji, gdy doprecyzowywał, jak zaburzony zegar biologiczny wpłynął na jego postawę w finale: – Spałem w tym tygodniu po meczach do 12:00–12:30, nie da się spać na tym poziomie pięć godzin w ciągu nocy. Dziś rozgrzewkę miałem o 12:30. (…) Przez zmęczenie miałem na korcie wrażenie, jakbym z jego strony widział cztery bardzo szybko lecące na mnie piłki jednocześnie. 

Turniej w Madrycie dobiegł końca, ale jedno jest pewne: Sinner udaje się do Rzymu jako niekwestionowany lider touru i zawodnik o mentalności, której po prostu nie da się złamać wybieganiem w przyszłość. Reszta stawki, na czele z potwornie zmęczonym Zverevem, musi szybko znaleźć sposób na regenerację. A zbliżający się wielkimi krokami wielkoszlemowy Roland Garros zweryfikuje, czy ktokolwiek jest w stanie zmniejszyć tę ogromną przepaść i dopaść Jannika Sinnera. 

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,708FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ