Projekt budowany z głową. W Brentford wiedzą, co robią

Po sobotnim zwycięstwie Brentford nad Manchesterem United o przegranych powiedziano już chyba wszystko. Jednak nieco w cieniu pozostają zwycięzcy. Dokładnie rok wcześniej Pszczoły zadebiutowały w Premier League, pokonując przed własną publicznością Arsenal 2:0. W rocznicę tego wydarzenia odnieśli najwyższe dotychczasowe zwycięstwo w najwyższej klasie rozgrywkowej. I to z najbardziej utytułowanym klubem w kraju. Ekipa Thomasa Franka nie dała żadnych szans Czerwonym Diabłom i już po 35 minutach prowadziła 4:0. Brentford pokazało mocniejszemu na papierze przeciwnikowi, że na boisku nie liczą się indywidualności, a zespół i pomysł na grę.

Syndrom drugiego sezonu

Wśród piłkarskich ekspertów przyjęło się powiedzenie, że dla beniaminka najtrudniejszy jest drugi sezon. O ile, w pierwszym euforia wywołana awansem jest w stanie zapewnić zespołowi utrzymanie, tak w drugim wymagania idą już nieco w górę, a i reszta ligi lepiej zna sposób gry danego zespołu. W wyniku tego presja oraz oczekiwania stają się większe, z czym wiele zespołów nie potrafi sobie poradzić. Abstrahując już od tego, czy to rzeczywiście prawda, wystarczy spojrzeć na dwa poprzednie sezony Premier League. W minionej kampanii Leeds, które po awansie zajęło dziewiąte miejsce, rok później do ostatniej kolejki walczyło o utrzymanie. Z kolei Sheffield, które rozgrywki 2019/20 skończyło na dziewiątej pozycji, w kolejnym sezonie z hukiem spadło z ligi.

Jedynym beniaminkiem w ostatnich dwóch latach, dla którego drugi sezon był lepszy niż ten pierwszy była Aston Villa. The Villans zaraz po awansie zajęli ostatnią bezpieczną lokatę, a w kolejnej kampanii finiszowali na przyzwoitym jedenastym miejscu. Niemniej jednak, przed startem drugiego sezonu ekipa z Villa Park wydała na transfery ponad 100 milionów euro i nie pozbyła się żadnego kluczowego piłkarza (chociaż przed pierwszym sezonem wydali jeszcze więcej). Oczywiście oprócz Aston Villi można podać jeszcze chociażby niedawne przykłady Wolves (dwukrotnie siódme miejsce w dwóch pierwszych sezonach) czy Burnley, które w drugiej kampanii wywalczyło grę w eliminacjach Ligi Europy. Drugi sezon wcale nie musi być więc dla beniaminka przekleństwem.

Generalnie w ostatnich latach w Premier League znajdziemy przykłady zespołów do poparcia tej tezy, jak i takie, które jej przeczą. Niemniej jednak o ile, historia pokazuje, że dla beniaminków cięższa okazuje się pierwsza kampania po awansie, tak w powiedzeniu, że najtrudniejszy jest drugi sezon też tkwi ziarno prawdy.

Słabsza kadra Brentford

Przed startem sezonu w przypadku Brentford przewidywania nie były raczej zbyt optymistyczne. Z klubu odszedł Christian Eriksen, którego zakontraktowanie w styczniowym oknie transferowym całkowicie odmieniło grę Pszczół i pozwoliło na spokojne utrzymanie. Z Duńczykiem w podstawowym składzie Brentford zdobyło 22 punkty w 10 spotkaniach (2,2 na mecz). Natomiast w pozostałych 28 kolejkach uzbierali zaledwie 24 „oczka” (0,86 na mecz). Co gorsza, przed rozpoczęciem rozgrywek na Brentford Community Stadium nie pojawił się nikt, kto mógłby wejść w buty Eriksena. Dopiero po meczu pierwszej kolejki z Leicester (2:2) klub potwierdził transfer Mikela Damsgaarda, który ma być zastępcą swojego rodaka.

Zresztą, dotychczas Pszczoły nie szaleją na rynku transferowym. Do klubu dołączyło jedynie pięciu nowych zawodników. Jedynym, który ma spore doświadczenie w Premier League jest Ben Mee (219 meczów). Ponadto Brentford sprowadził także 20-letniego Aarona Hickeya, 21-letniego Keana Lewisa-Pottera i rezerwowego bramkarza Thomasa Strakoshę. Na papierze transfery szału nie robią. Dlatego biorąc pod uwagę dość wąską kadrę oraz to, jak słabo punktowali The Bees przed przyjściem Eriksena w zeszłym sezonie, można mieć wątpliwości czy w klubie zrobili wszystko, aby zapewnić sobie spokojne utrzymanie.

Trener największym atutem Brentford

Mimo wszystko, początek sezonu pokazuje, że na Brentford Community Stadium wiedzą, co robią. Po dwóch kolejkach podopieczni Thomasa Franka mają cztery punkty i ogromna w tym zasługa właśnie szkoleniowca The Bees. W meczu pierwszej kolejki z Leicester przy stanie 0:2 Frank zmienił ustawienie zespołu z czwórki obrońców na trójkę, co pozwoliło przejąć inicjatywę i ostatecznie doprowadzić do wyrównania. Z kolei w następnym spotkaniu z Manchesterem United Brentford po raz kolejny udowodnił, że potrafi postawić trudne warunki rywalom z Big Six. W zeszłym sezonie The Bees pokonali na własnym stadionie 2:0 Arsenal, 4:1 Chelsea oraz zremisowali 3:3 z Liverpoolem i 0:0 z Tottenhamem. Thomas Frank do każdego rywala potrafi dostosować taktykę i nie inaczej było w sobotę.

Po meczu sam trener czy David Raya podkreślali, że Brentford chciał wykorzystać niski wzrost środkowego obrońcy Manchesteru United Lisandro Martineza. Piłkarze The Bees często decydowali się na długie piłki w kierunku Ivana Toneya, który ustawiał się przy Argentyńczyku. Napastnik Brentford wygrał cztery pojedynki powietrzne (najwięcej obok Maguire’a). Jednak to, czym najbardziej zaimponowały Pszczoły w sobotnim meczu był wysoki pressing. Widząc, jakie problemy miały Czerwone Diabły przeciwko Brighton z wyprowadzeniem piłki, Frank nakazał swojemu zespołowi od początku podchodzić wysoko i nie pozwalać na spokojne rozgrywanie od bramki. Dzięki temu Brentford sprawiało rywalom sporo problemów. W ten sposób m.in. zdobyli drugą bramkę autorstwa Mathiasa Jensena oraz Harry Maguire otrzymał żółtą kartkę.

Zespół ponad indywidualności

Sobotnie spotkanie pokazało jak ważny jest plan na mecz oraz zrozumienie piłkarzy i trenera. Na Brentford Community Stadium spotkał się zespół mądrze i racjonalnie budowany, mający określny sposób gry ze zlepkiem indywidualności. Thomas Frank nie tylko dał Erikowi ten Hagowi wykład taktyczny. Przede wszystkim The Bees pokazali, jak można budować klub za ograniczone środki. Thomas Frank pracuje w Brentford już prawie cztery lata. W tym czasie wypromował kilku piłkarzy oraz – przede wszystkim – wywalczył awans do Premier League. Co więcej, w pierwszym sezonie w tej lidze nie zginął. Wręcz przeciwnie. Pokazał, że potrafi się do niej dostosować.

Oczywiście, nie można po dwóch meczach wyciągać pochopnych wniosków i ogłaszać, że Brentford spokojnie utrzyma się w elicie. W poprzednim sezonie również zanotowali fantastyczny początek, będąc rewelacją ligi. Jednak z czasem zaczęli się wtapiać w szarą rzeczywistość i punktowali na poziomie strefy spadkowej. Mało spektakularne okienko transferowe każe nam sądzić, że przy kilku kontuzjach i słabszej dyspozycji kluczowych zawodników Brentford znów może mieć problemy. Niemniej jednak, pierwsze mecze pokazały, że Pszczoły są drużyną dobrze poukładaną taktycznie oraz świadomą swoich atutów i mankamentów. Wszystko wskazuje na to, że drugi sezon dla Brentford wcale nie musi być tym najtrudniejszym.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
101,890FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ