Legia, Lech, nieznośna lekkość bytu

Zauważyłem, że zawsze moje felietony zaczynam jakimś pytaniem. Mówią, że to zła cecha i nie przystoi, ale mnie jako, bądź co bądź, osobie, która pisze, co chce, wypada. Inaczej, kiedy jesteś kimś decyzyjnym, w białym kołnierzu i krawacie. Na włosach żel, bądź siwizna, a w sercu (bądź na garniturach) klub, któremu kibicujesz.

Ewentualnie w klubowym dresie, jak to ma miejsce w przypadku trenera Legii. Mówią, że on w tym momencie siedzi na beczce prochu, ale to nie prawda. On siedział od momentu, w którym podał rękę prezesowi warszawskiej Legii. A on, niczym rasowy piroman, lubi sobie lont odpalić. Tak bardzo się Legia i jej kibice śmiali z Wojciechowskiego. A i słusznie, bowiem ktoś, kto potrafił wypieprzyć kogoś z roboty za picie whisky z colą, powinien mieć trochę więcej ogłady w sobie przy prowadzeniu klubu piłkarskiego. Do historii przeszła już słynna rozmowa na dywaniku prezesa z Sikorskim i Przybeckim, gdzie prezes Polonii opieprzał z góry na dół Przybeckiego myśląc, że to najlepszy napastnik Polski.

Prezes Legii jest właśnie kimś tego pokroju. Z tym że jest ciut bardziej obliczalny. Bo to, że już teraz szuka kogoś, kto zastąpi stawiającego się Czesława, wiedzą absolutnie wszyscy. Nawet pewnie sam Michniewicz, bo to nie jest człowiek głupi i wie, co się święci.

REKLAMA

Najśmieszniej się jednak widzi te peany fanów Lecha, którzy już mówią o tym, że Legia wypisali się z tytułu. Jakby zapomnieli, jaki jest cykl życia Ekstraklasy. To nie jest liga równa i stabilna. Jeśli miałbym opisać jakkolwiek prawo tej ligi, to ono brzmi następująco. Kto pierwszy się wyłoży i podniesie, ten na finiszu zwycięży. Chyba nikt bowiem nie ma wątpliwości, że zarówno Lech nie będzie grał wiecznie super piłki, jak i mistrz Polski nie będzie grał futbolowej anemii przez cały sezon.

Oczywiście są jeszcze młode (jak na tę ligę w sensie) wilki z Rakowa, Pogoń, Śląsk i paru innych, ale umówmy się. Są trochę jak te średniej urody dziewczyny w klubie. No, to jest jakaś opcja, ale topem nigdy nie będzie. Średniej urody faceci też pasują do tej metafory, wiem z autopsji.

Ten tydzień to był tydzień oburzenia. Bo jak nie Ekstraklasa to Premier League, gdzie Newcastle jest cholernie złe, bo robi dokładnie to samo co inne potęgi, czyli ma na koncie gruby pieniądz.

Przecież wszyscy nie mogą być potężni, zawsze muszą być jakieś łamagi pokroju Norwich czy Watfordu do golenia. Hipokryzja osiąga szczyt w całej swojej okazałości. No i o ile rozumiem dezaprobatę takich właśnie „Kanarków”, które też na brak pieniędzy nie narzekają i Stal by marzyła o takim budżecie, o tyle grzmoty ze strony City czy Liverpoolu są fikołami, których nie powstydziliby się politycy w naszym kraju.

Największy futbol to gra hipokrytów z dużymi pieniędzmi. Ten spory, to hipokryci z mniejszym portfelem. A tacy jak my, żyją rywalizacją fiatów 125p, które od czasu do czasu mogą prześcignąć Porsche, bo za kółkiem niemieckiej machiny siada kompletny debil, co wyłoży się na pierwszym zakręcie. Oby takiego samego rywala trafił Lech, jeśli wygra. Jednak przede wszystkim życzę utrzymania tej formy jak najdłużej. No, i żeby pamiętali jak po mistrzowskim sezonie, potoczył się następny. To tak na przyszłość.

A co do Legii. Zrozumcie. Może macie pieniądz, skład, który budzi zazdrość i lęk większości ligi. Jednak nie macie tego, co wioski amiszów czy w Puszczy Amazońskiej.

Monopolu. Na tytuł oczywiście w tym wypadku.

Ten żart dedykuję wszystkim piłkarzom lat 90′, którzy teraz robią z siebie ekspertów. Zwłaszcza takich, których limitem jest srebro na turniejach czwartej kategorii, a oceniają jak gra Lewandowski, Messi, czy nawet – a niech będzie – Zieliński!

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,065FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ