Po indywidualnym błysku Pablo Sarabii Wolves wywożą trzy punkty z Old Trafford. Manchester United chciał zagrać bardzo ekonomicznie, jednak to nie wystarczyło na gości. Oba zespoły zagrały zdecydowanie poniżej oczekiwań, jednak porażka Ipswich z Arsenalem zapewniła obu drużynom pewne utrzymanie.
Bezbarwne 45 minut
Ruben Amorim, jak ostatnio zapowiedział, w meczu z Wilkami postawił na dwóch młodych zawodników: Tylera Fredricksona oraz Harrego Amassa. Dodając do tego obecność Lindelöfa w roli kapitana, zapowiadał się komfortowy mecz dla gości.
Mimo świetnej formy Wilków, Czerwone Diabły umiejętnie niwelowały atuty rywali. Przez pierwsze 25 minut Wilki oddały raptem jeden strzał – i to niecelny. Bardzo obiecująco rozpoczęła spotkanie dwójka zawodników z akademii Manchesteru. Fredrickson i Amass weszli w ten mecz z dużym spokojem i pewnością siebie.
Manchester kontrolował środkową część boiska, a Wilki – jak nie oni – przez całą pierwszą połowę bili głową w mur i podejmowali fatalne decyzje. Matheus Cunha również nie był sobą i przez pierwsze 45 minut pozostawał całkowicie niewidoczny. W drużynie Amorima najlepiej wyglądała dwójka młodziutkich zawodników, natomiast najmniej produktywny był Rasmus Hojlund, którego dni w Manchestrze raczej są już policzone.
Z przebiegu meczu to Manchester United miał najlepszą okazję na zdobycie gola – konkretnie Mainoo, który przy odrobinie szczęścia mógł otworzyć wynik spotkania. Gospodarze grają tak, by nie przegrać tego meczu, ponieważ jeden punkt wystarczy im do utrzymania się w lidze.
Magiczny dotyk Sarabii
Na początku drugiej połowy Manchester mógł stworzyć pierwszą stuprocentową okazję, ale wszystko, co dobrze zrobił Rasmus Højlund, zaprzepaścił finalną decyzją. Goście wciąż mieli problem ze stwarzaniem sytuacji – do 56. minuty oddali zaledwie jeden niecelny strzał.
Jednak przy stałym fragmencie gry bramkę dla Wolves mógł zdobyć… Ruben Amorim, widząc duży problem z kreacją, zdecydował się na potrójną zmianę. Na boisku pojawili się Bruno Fernandes, Mason Mount oraz Diogo Dalot. Wejście Bruno Fernandesa przyniosło natychmiastowy efekt – w 63. minucie Portugalczyk popisał się świetnym, otwierającym podaniem. Piłka trafiła do Garnacho, który dośrodkował ją w pole karne, jednak w ostatnim momencie Højlund minął się z futbolówką. Duńczyk zakończył mecz bez gola i asysty, choć spokojnie mógł mieć oba te elementy na koncie.
Bruno, oprócz świetnych podań, był również bliski zdobycia bramki – w 74. minucie po podaniu Garnacho skiksował w dogodnej sytuacji. Mimo przewagi Manchesteru to Wilki objęły prowadzenie. W 77. minucie kapitalnym strzałem z rzutu wolnego popisał się rezerwowy Sarabia. Był to jego trzeci gol w tym sezonie. Przed 15 porażką w tym sezonie United uchronić mógł Mason Mount, jednak Anglik zmarnował dwie dogodne okazje w końcówce meczu.
Pablo Sarabia STUNS Old Trafford! 😲#MUNWOL pic.twitter.com/GQNw3iiYxC
— Premier League (@premierleague) April 20, 2025
Manchester United utrzymał się w Premier League, jednak jednocześnie pobił swój niechlubny rekord liczby porażek. Do tej pory wynosił on 14, od teraz – 15. Ten sezon uratować tylko może zwycięstwo w Lidze Europy. Natomiast w Wilkach buduje się ciekawy projekt, który może napsuć wiele krwi TOP6 w następnym sezonie Premier League.