Nowy selekcjoner, ta sama Anglia. Tuchel nie spełnił oczekiwań

Za kadencji Garetha Southgate’a Anglia na trzech z czterech wielkich turniejach dotarła do strefy medalowej. Wyjątkiem były mistrzostwa świata w Katarze, gdy odpadli w ćwierćfinale. W porównaniu do wcześniejszych wielkich imprez Synowie Albionu zrobili ogromny krok do przodu. Kibice reprezentacji nie byli jednak zadowoleni z gry oraz wyników. Anglicy na żadnym z tych turniejów nie zdobyli złotych medali, a tego pragnął cały naród. Zmienić miało się to po zatrudnieniu Thomasa Tuchela. Reprezentacja pod wodzą niemieckiego trenera miała zerwać z pragmatycznym i defensywnym nastawianiem, które zdaniem wielu kibiców było główną przyczyną porażek Southgate’a w najważniejszych meczach. Niemniej jednak tegoroczny mundial Anglia kończy w podobny sposób, jak poprzednie wielkie turnieje.

Różne oceny kadencji Southgate’a

8 lat Southgate’a na stanowisku selekcjonera reprezentacji Anglii może być ocenianie na dwa sposoby. Z jednej strony Synowie Albionu pod jego wodzą wreszcie przestali kompromitować się na wielkich turniejach. Wystarczy wspomnieć, że dwie wielkie imprezy przed jego przyjściem kończyli na fazie grupowej (mundial 2014) oraz na 1/8 finału po porażce z Islandią (EURO 2016). Z kolei 55-letni obecnie trener dwukrotnie dotarł do finału mistrzostw Europy, a na mundialu w Rosji wywalczył czwarte miejsce. Z drugiej jednak strony, podczas wszystkich tych trzech turniejów reprezentacja Anglii nie przekonywała swoją grą. W fazie pucharowej większość meczów przepychała, dodatkowo korzystając ze sprzyjającej drabinki. Tak naprawdę najbardziej widowiskowo Synowie Albionu grali na mistrzostwach świata w Katarze, kiedy odpadli w ćwierćfinale po wyrównanym meczu z późniejszym finalistą Francją (1:2).

REKLAMA

Jedynym zespołem wyeliminowanym w tym czasie przez Anglików, który znajdował się wówczas w pierwszej dziesiątce rankingu FIFA, była Holandia w półfinale EURO dwa lata temu. Do mocniejszych drużyn doliczyć można jeszcze Niemców na wcześniejszych mistrzostwach Europy czy Kolumbię w 2018 roku. Niemniej jednak to i tak Synowie Albionu byli wówczas faworytem. Za kadencji Southgate’a nie wyeliminowali oni w fazie pucharowej żadnej drużyny, która w momencie rozgrywania meczu była wyżej od nich w rankingu FIFA. Anglia osiągała więc wyniki co najwyżej na miarę swojego potencjału.

Anglia Tuchela miała grać inaczej

Turniej rozgrywany w USA, Meksyku i Kanadzie można potraktować w podobny sposób. Anglia dotarła do strefy medalowej, przegrywając w półfinale z Argentyną (1:2). Oczywiście oczekiwania były większe, jednak miejsce w najlepszej czwórce na świecie wstydu nie przynosi. Z drugiej strony, sama gra reprezentacji była nieco rozczarowująca. Najlepszy mecz Anglicy rozegrali na inaugurację przeciwko Chorwacji (4:2). Później było już tylko gorzej. W fazie pucharowej Synowie Albionu znów często przepychali mecze, mimo że nie mierzyli się z żadnym rywalem ze światowej czołówki. Gdy przyszło im zmierzyć się z reprezentacją sklasyfikowaną wyżej w rankingu FIFA, znów nie dali rady. I kibice po raz kolejny mogą mieć pretensje do selekcjonera o zbyt duży pragmatyzm i zachowawczość.

Tegoroczny mundial, na który Anglia pojechała z nowym selekcjonerem ma wiele punktów wspólnych do wielkich turniejów za kadencji Southgate’a. Od wyniku, przez styl gry aż po sposób, w jaki pożegnali się z mistrzostwami. Niemniej jednak Tuchel chciał, aby prowadzona przez niego reprezentacja grała inaczej. Bardziej odważnie, częściej zakładając wysoki pressing i szybciej wymieniając piłkę. Już w eliminacjach było widać takie podejście. Wskaźnik PPDA – który określa na ile podań pozwala zespół, zanim podejmie próbę odbioru – spadł z 16 podczas EURO 2024 do 8,1 w ostatnim roku (im niższy wynik, tym bardziej intensywny pressing).

Powołania Tuchela

Zresztą po pierwszym meczu na trwającym turnieju przeciwko Chorwacji Tuchel nie był zadowolony ze zbyt pasywnej postawy swojego zespołu w pierwszej połowie. Spotkanie to również pokazało, jaki pomysł ma obecny selekcjoner Synów Albionu na grę, gdy to jego drużyna ma piłkę. Synowie Albionu starali się wciągnąć Chorwatów do pressingu i wówczas wykorzystać wolne przestrzenie za linią obrony. Kluczową rolę miał w tym często cofający się do drugiej linii Harry Kane, ale również Jude Bellingham czy skrzydłowi Anthony Gordon i Noni Madueke, których największymi atutami jest szybkość i najlepiej czują się, gdy mogą atakować wolną przestrzeń.

Właśnie tym sposobem gry Tuchel tłumaczył brak powołań na mundial dla Cole’a Palmera, Phila Fodena czy Trenta Alexandra-Arnolda. Niemiecki szkoleniowiec nie chciał mieć w kadrze najlepszych piłkarzy, a dobierał ich pod kątem pasującej mu charakterystyki. 52-latek z kadry reprezentacji chciał stworzyć klub, gdzie do konkretnej pozycji dobiera się zawodników o odpowiednim profilu. Brak piłkarzy kreatywnych, którzy potrafią rozmontować nisko ustawioną defensywę, był już widoczny w drugim meczu przeciwko Ghanie (0:0) oraz w starciach z Panamą (2:0), gdy Anglicy dopiero w 62. minucie otworzyli wynik, czy 1/16 finału przeciwko Demokratycznej Republice Konga (2:1), gdy pierwszego i wyrównującego gola zdobyli kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry.

Anglia nie potrafiła zarządzać prowadzeniem

To jednak kolejne mecze pogrążyły Tuchela. Selekcjoner reprezentacji Anglii w spotkaniach fazy pucharowej zmienił podejście, zaprzeczając temu, jak miał grać jego zespół. Do konfrontacji z Meksykiem, Norwegią oraz Argentyną Synowie Albionu podeszli ze zdecydowanie bardziej defensywnym nastawieniem. Anglia nie stosowała już tak intensywnego pressingu, a będąc przy piłce, myślała przede wszystkim o tym, aby jej nie stracić. Tuchel pierwsze połowy chciał rozegrać bardzo zachowawczo, o czym świadczą statystyki. Przeciwko Meksykowi, który od początku grał bardzo odważnie, mieli tylko 63% posiadania piłki. Natomiast w meczach z Norwegią i Argentyną, które również nie chciały się otworzyć, pierwsze 45 minut było bardzo zamknięte. Według danych z FotMob łączny wskaźnik xG (goli oczekiwanych) obu drużyn wyniósł kolejno 0,52 i 0,07.

Oczywiście takie podejście jest zrozumiałe. W systemie pucharowym, kiedy jedna porażka oznacza eliminację z turnieju, najważniejsze jest, aby nie przegrać. Tuchel w pierwszej kolejności chciał zadbać o to, aby bramki nie stracić. Głównym problemem reprezentacji Anglii stało się jednak zarządzanie prowadzeniem. Niemiecki szkoleniowiec przy korzystnym wyniku w końcówce meczu zmieniał ustawienie na pięciu obrońców, często też na wahadłach ustawiając nominalnych środkowych defensorów. Anglia cofała się bardzo głęboko na własną połowę i skupiała na bronieniu pola karnego. W taki sposób udało im się dowieźć prowadzenie przeciwko Meksykowi, jednak już ten mecz powinien wysłać Tuchelowi sygnały ostrzegawcze.

Gra na przetrwanie

Oczywiście duży wpływ na taki przebieg spotkania miała czerwona kartka dla Jarella Quansaha w 54. minucie. Grając w osłabieniu Anglia zmuszona była cofnąć się niżej i skupić przede wszystkim na defensywie. Mimo to ekipa Tuchela miała dużo szczęścia, że dowiozła korzystny wynik do końca. Grając w przewadze, Meksyk oddał aż 12 strzałów, z czego siedem z pola karnego. Wprawdzie jedyną „dużą szansą” był rzut karny wykorzystany przez Raula Jimeneza, to jednak taki sposób gry przeciwko mocniejszej drużynie, która ma więcej jakości w ofensywie, mógł być ryzykowny.

REKLAMA

I tak właśnie stało się przeciwko Argentynie. Tuchel już w 72. minucie zmienił ustawienie na pięciu obrońców, wprowadzając Ezriego Konsę za Anthony’ego Gordona. Po kolejnych 10 minutach dołożył jeszcze dwóch defensorów – Dana Burna i Nico O’Reilly’ego. Anglia grała wówczas z nominalnym stoperem ustawionym na wahadle oraz lewym obrońcą na skrzydle. Generalnie po strzelonej bramce Synowie Albionu cofnęli się bardzo głęboko na własną połowę i oddali inicjatywę Argentynie. Problem w tym, że wówczas stery w swoje ręce – a raczej nogi – wziął Leo Messi.

Więcej jakości w ofensywie

Anglicy do tego czasu skutecznie neutralizowali zagrożenie ze strony największej gwiazdy rywali, grając blisko niego, szybko doskakując i nie dając mu za wiele swobody. Gdy Synowie Albionu cofnęli się, Messi – tak jak w innych meczach, gdy Albicelestes gonili wynik – coraz częściej zaczął pojawiać się w prawej półprzestrzeni. W tej strefie miał on dużo przestrzeni, aby posyłać dośrodkowania czy miękkie podania za linię obrony. Anglicy w dużej mierze skupili się właśnie na obronie własnej „szesnastki”, zostawiając rywalom zbyt dużo wolnego miejsca przed polem karnym. Efektem tego był chociażby wyrównujący gol Enzo Fernandeza po strzale z dystansu. Co gorsza, Anglia miał również spore problemy z kryciem przy dośrodkowaniach. Po strzale głową decydującą bramkę zdobył Lautaro Martinez, a wcześniej dwie sytuacje zmarnował Alexis MacAllister.

Anglicy przekonali się, że przeciwko drużynie, która ma więcej jakości w ofensywie, nie możesz myśleć jedynie o przetrwaniu. Musisz też spróbować dłużej utrzymać się przy piłce czy oddalić grę od własnej bramki. A tego zespół Tuchela nie potrafił zrobić. Synowie Albionu myśleli tylko o tym, aby ten korzysny rezultat dowieźć do końcowego gwizdka. Od strzelonego gola w 55. minucie reprezentacja Anglii miała tylko 22% posiadania piłki, wykonała 72 podania z celnością 67%. Ponadto średnio co trzecie podanie było dalekim zagraniem. W tym czasie ekipa Tuchela oddała trzy strzały, żadnego z pola karnego o łącznej wartości 0,09 xG. Dla porównania Argentyna uderzała aż dziesięć razy, z czego pięciokrotnie z obrębu „szesnastki”, a ich wskaźnik xG wyniósł 1,4.

Anglia może przeżywać deja vu

O ile taka taktyka w końcowce spotkania z Meksykiem się sprawdziła, tak przeciwko Argentynie okazała się gwoździem do trumny. Anglicy pozwolili Albicelestes przejąć inicjatywę i podłączyć do gry swojego najlepszego zawodnika. Po porażce Tuchel musi wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje, ponieważ w dużej mierze to on poprzez zmiany wysłał zespołowi jasny sygnał, jaki jest dalszy plan na mecz. Southgate’owi po porażkach na wielkich turniejach często zarzucano zbyt dużą zachowawczość, defensywne nastawienie czy nieumiejętność zarządzania meczem. Jednak czegoś takiego jak Tuchel w meczu z Argentyną nigdy nie zrobił.

Dla Anglików trwający mundial będzie kolejną wielką imprezą, z której wrócą z poczuciem niedosytu. Wprawdzie, półfinał to przyzwoity wynik, jednak Tuchel niewiele będzie miał na swoją obronę. Do listy zespołów, które Synowie Albionu wyeliminowali w fazie pucharowej wielkich turniejów, nie dorzucił żadnej znaczącej reprezentacji. Ponadto system gry stworzony przez niemieckiego trenera nie działał perfekcyjnie. Wprawdzie wydobył on potencjał z dwójki najlepszych zawodników – Harry’ego Kane’a i Jude’a Belinghama – jednak zespół był w zbyt dużym stopniu uzależniony od nich. Podopieczni Tuchela często bazowali na zrywach i wykorzystywali pojedyncze momenty, a brakowało im kontroli, o którą zabiegał Tuchel. Anglia zmieniła selekcjonera, jednak ogólne wrażenia po tym mundialu będą podobne, co po poprzednich wielkich turniejach.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ