PZPN skompromitował się organizacją Superpucharu Polski

Wyobraźcie sobie, że macie co roku jedno ważne zadanie, które musicie wykonać. Robicie je jednak regularnie, więc sprzyja wam atut w postaci doświadczenia. Ba! Jesteście nawet świadomi, że ewentualne problemy mocno wpływają na ocenę opinii publicznej, toteż powinniście nauczyć się pewnej sprawności w realizacji swojego obowiązku. Tymczasem na prostej drodze z potężnym hukiem wywijacie orła. Trudno się nie zawstydzić. Tym bardziej jeśli wykładacie się dwa razy – jak PZPN.

Najważniejsze stowarzyszenie piłkarskie w Polsce od dawna nie posiada zbyt dobrej opinii. Afery i aferki trzymają się go jak lep na muchy. W takim razie czy podwójne zamieszanie wokół Superpucharu Polski powinno dziwić? A jednak ponownie przekroczona została granica smaku. Bo jak można wykazać się takim brakiem wyczucia i odpowiedniej kalkulacji? Jak można popisać się tymi nieumiejętnościami dwa razy?

REKLAMA

Najpierw w połowie maja PZPN zdecydował się przenieść mecz między Lechem Poznań a Górnikiem Zabrze ze stolicy Wielkopolski do Wrocławia. Kilkuletniej tradycji, zgodnie z którą spotkanie o słynny „talerzyk” rozgrywa się na terenie mistrza kraju, pokazał środkowy palec. Wszystko po to, aby wzmocnić mityczny prestiż oraz wizerunek rywalizacji. Za to nieoficjalnie powodem przenosin Superpucharu na Tarczyński Arena miały być ustalenia sponsorskie. Sęk w tym, że nie ustalono tego z najbardziej zainteresowanymi stronami, czyli zwycięzcą Ekstraklasy oraz zdobywcą Pucharu Polski. Ostatecznie po fali krytyki decyzja została cofnięta.

Teraz związek postanowił dokonać innowacyjnej rzeczy – sprawdzić, jak w nowych przepisach, tych obowiązujących na mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku, zafunkcjonują piłkarze, którzy są z nimi kompletnie niezaznajomieni. Nie przemyślano tego, że nowości wypadałoby przedstawić z odpowiednim wyprzedzeniem. Jak zdradził trener Niels Frederiksen, o zmianie Lech (i, co za tym idzie, Górnik) dowiedział się dopiero na dzień przed spotkaniem.

Ponadto zespołów walczących o trofeum pozbawiono premii za mecz, co również do tej pory się nie zdarzało. Natomiast w tej beczce dziegciu to kolejna łyżka tej gęstej substancji.

PZPN tylko kompromituje się w temacie Superpucharu Polski

Dziwić może, jak mocno instytucja dąży do jeszcze jednego ośmieszenia się. Przecież wie ona, że mecz między mistrzem Polski a zwycięzcą w krajowym pucharze to temat wrażliwy. Przeżyła już zamieszanie, gdy dogadać terminu rywalizacji nie potrafiły Jagiellonia Białystok i Wisła Kraków. Natomiast w tym roku z uporem maniaka daje kolejne powody do krytykowania jej.

Ostatnie praktyki PZPN-u (nie wliczając kwestii premii, żeby nie wychodzić bezpodstawnie za daleko) składają się na obraz organizacji, w której wiele kluczowych spraw załatwianych jest bez odpowiedniej konsultacji z głównymi odbiorcami jej decyzji. Jak kluby mają czuć do niej zaufanie, jeśli o wszystkim dowiadują się późno, a ich zdanie nie jest w pełni brane pod uwagę.

A jeśli chodzi o same premie, to również nie trudno odnieść wrażenia, że to ruch wynikający z mściwości. Lech i Górnik nie zgodziły się zagrać we Wrocławiu? No to zostaną one pozbawione dodatkowych pieniędzy.

Wydawało się, że PZPN już niczym nie zaskoczy, bo odhaczył na liście absurdów wszystkie pozycje. Wtedy wyszedł cały na biało, zaskakując raz jeszcze w związku z organizacją Superpucharu Polski. Ciekawe, jaką kolejną wpadką się popisze. Bo jest niemal pewne, że coś ponownie się wydarzy. Pytanie tylko kiedy?

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ