Trwające mistrzostwa świata są siódmym kolejnym wielkim turniejem, w którym Szwajcaria awansowała do fazy pucharowej. Aż do EURO 2020 za każdym razem odpadali w 1/8 finału. W ostatnim czasie zrobili jednak krok przodu. Z czterech poprzednich mistrzostw reprezentacja Szwajcarii odpadała na etapie ćwierćfinału. Wyjątkiem jest tutaj mundial w Katarze, kiedy pożegnali się z turniejem już na pierwszej przeszkodzie po fazie grupowej. Zespół Murata Yakina przegrał wówczas aż 1:6 z Portugalią, jednak duży wpływ na taki wynik miał wirus, który złapali niektórzy piłkarze, przez co Szwajcarzy przystępowali do tego meczu w dużym osłabieniu. Mimo wszystko, Rossocrociati i tak wówczas wracali do domów z podniesioną głową. Podobnie jak z innych wielkich turniejów w ostatnich latach.
Zaufanie do selekcjonerów
Po awansie Szwajcarów do ćwierćfinału tegorocznych mistrzostw świata w mediach często zwracano uwagę, jak rozjechały się drogi ich oraz naszej reprezentacji od rywalizacji w 1/8 finału EURO 2016. Wówczas to Polacy okazali się lepsi, jednak w kolejnych 10 latach na żadnym wielkim turnieju nie potrafiliśmy osiągnąć lepszego wyniku niż Szwajcaria. Co więcej, tylko raz – cztery lata temu w Katarze – doszliśmy do tego samego etapu. Choć i tutaj nie ma wątpliwości, kto całościowo prezentował się lepiej na tym turnieju. Oczywiście Szwajcarzy mają lepszych piłkarzy, którzy regularnie grają w najlepszych europejskich ligach. Pod względem potencjału piłkarskiego stoją co najmniej półkę wyżej od naszej reprezentacji. Niemniej jednak, czynnikiem, który najbardziej różni nas od ćwierćfinalistów trwającego mundialu, jest stabilność na ławce trenerskiej.
Od EURO 2016 Szwajcaria miała tylko dwóch selekcjonerów – Vladimira Petkovicia i obecnego Murata Yakina. W tym czasie PZPN zatrudniał aż siedmiu trenerów. Cofając się jeszcze bardziej w czasie od 2008 roku Szwajcarzy zatrudniali na to stanowisko zaledwie trzech szkoleniowców. Najpierw przez sześć lat reprezentację prowadził Ottmar Hitzfeld, następne siedem Petković, a od 2021 roku Yakin. Szwajcaria postawiła na zaufanie do selekcjonerów i długotrwałe budowanie projektu, co od kilku lat przynosi efekty. Szwajcarzy pod względem potencjału piłkarskiego ustępują najlepszym reprezentacjom w Europie, jednak wynikami na wielkich turniejach przebijają niektóre z nich.
Szwajcaria nie ma gwiazd w ofensywie
Systematyczność i regularność, z jaką gra reprezentacja Yakina to w dużej mierze efekt długofalowej pracy selekcjonera, ale również systemu szkolenia. Szwajcarzy produkują piłkarzy solidnych, zdyscyplinowanych taktycznie i dobrze operujących piłką, którym brakuje jednak czegoś ekstra. W reprezentacji Rossocrociatich nie ma i przez ostatnie lata nie było żadnej gwiazdy w ofensywie. Kogoś, kto w trudnym momencie weźmie na siebie ciężar kreowania sytuacji. Na trwającym mundialu kimś takim w pewnym stopniu był Johan Manzambi, aczkolwiek trudno już teraz ogłaszać go gwiazdą reprezentacji.
Przez lata szwajcarskimi piłkarzami, którzy występowali w najlepszych klubach, byli bramkarze, zawodnicy defensywni lub grający w środku pomocy, jak Yann Sommer, Gregor Kobel, Manuel Akanji czy Granit Xhaka. Dlatego też reprezentacja Szwajcarii zawsze była dobrze poukładana taktycznie, nie miała problemu z budowaniem ataków pozycyjnych czy progresją piłki. Brakowało im jednak czegoś w ostatniej tercji boiska czy polu karnym rywala. Nie inaczej było na turnieju w USA, Meksyku i Kanadzie. Widoczne było to zwłaszcza w fazie pucharowej przeciwko mocniejszym reprezentacjom, kiedy dodatkowo z powodu kontuzji nie mógł zagrać Manzambi, a Ruben Vargas wchodził jedynie z ławki. Szwajcarzy przez 240 minut – choć około 50 grali w osłabieniu – zdobyli tylko jedną bramkę i stracili trzy, w tym jedną po kontrataku w doliczonym czasie gry dogrywki.
Szwajcaria zaczęła od falstartu
Zresztą gra w fazie grupowej Szwajcarów wyglądała podobnie. Ekipa Yakina trafiła do wyjątkowo łatwej grupy, w której była zdecydowanym faworytem. Rossocrociati wywiązali się z tej roli bardzo dobrze, zdobywając siedem punktów i awansując do 1/16 finału z pierwszego miejsca. Niemniej jednak, turniej ten rozpoczęli od falstartu, remisując 1:1 z Katarem. To spotkanie oraz mecz z Bośnią i Hercegowiną do 71. minuty, kiedy selekcjoner dokonał potrójnej zmiany, pokazał jakie problemy może mieć Szwajcaria. Reprezentacja prowadzona przez Yakina kontrolowała przebieg wydarzeń, jednak tej przewagi optycznej nie potrafiła przełożyć na gole.
W obu tych starciach rywale ustawili się nisko, blisko własnego pola karnego i Szwajcaria miała kłopot ze stwarzaniem dogodnych sytuacji (przeciwko Bośni i Hercegowinie) czy skutecznością (pierwsza połowa z Katarem). Brakowało właśnie kogoś, kto złamie schemat i wprowadzi więcej przebojowości. W drugim meczu dopiero wejście Manzambiego, Vargasa i Djibrila Sowa zapewniło wysokie zwycięstwo 4:1. Szwajcaria w dwóch pierwszych meczach tego turnieju nie zachwyciła, jednak wynikało to głównie ze stylu gry przeciwników. W ostatnim grupowym starciu z Kanadą czy pierwszym w fazie pucharowej przeciwko Algierii, gdy rywale zagrali bardziej odważnie, drużyna Yakina zaprezentowała się znacznie lepiej.
Szwajcaria przypomina zespół klubowy
Generalnie Szwajcarzy są drużyną, która raczej nie zachwyca postronnych kibiców. Stawiają oni na cierpliwe budowanie akcji i rozgrywanie piłki krótkimi podaniami od bramki. Zespół Yakina często stara się wciągnąć rywala do pressingu i wykorzystać wolne przestrzenie za linią obrony lub pomiędzy formacjami. Szwajcaria w dużym stopniu przypomina zespół klubowy. W kadrze nie dochodzi do rewolucji, piłkarze dobrze się znają i mają wypracowanych wiele schematów, jednak w ich grze brakuje fajerwerków. W przeciwieństwie do wszystkich czterech półfinalistów, Rossocrociati nie mają żadnej gwiazdy światowego formatu. Dlatego też ich system gry opiera się na zespołowości, a nie jest tworzony pod największe indywidualności.
Z tego może również wynikać to, dlaczego Szwajcaria nie zachwyca w meczach ze słabszymi rywalami. W drużynie prowadzonej przez Yakina nie ma tak dużo indywidualnych umiejętności, jak w innych czołowych reprezentacjach. Szwajcarzy skupiają się na kontroli meczu poprzez posiadanie piłki i ograniczenie rywala do jak najmniejszej liczby sytuacji. Taktyka ta widoczna była w dwóch pierwszych meczach tego mundialu. Katar oddał tylko sześć strzałów w całym spotkaniu, natomiast Bośnia i Hercegowina pięć. Według danych z FotMob wskaźnik xG (goli oczekiwanych) tych zespołów wyniósł kolejno 0,6 i 0,23.
Szwajcaria lubi dogrywki
Być może gra Szwajcarów często nie porywa, jednak niemal zawsze potrafią oni postawić trudne warunki mocniejszym reprezentacjom. Na trwającym mistrzostwach świata pokonali Kolumbię po serii rzutów karnych oraz doprowadzili do dogrywki w meczu z Argentyną. Dwa lata temu podczas EURO w grupie zremisowali z Niemcami (1:1), w 1/8 finału pokonali 2:0 Włochów i odpadli dopiero po konkursie jedenastek z Anglią. Na wcześniejszych mistrzostwach Europy zarówno przeciwko Francji, jak i Hiszpanii do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne. Na mundialu w 2018 z kolei w fazie grupowej zremisowali 1:1 z Brazylią. Cztery lata później doszło do powtórki, jednak wówczas okazali się słabsi i przegrali 0:1.
Jak widać większość tych spotkań z najmocniejszymi reprezentacjami, kiedy Szwajcaria nie jest faworytem, kończy się remisami. Generalnie w meczach Rossocrociatich na wielkich turniejach bardzo często dochodzi do dogrywek oraz serii rzutów karnych. Od 2014 roku Szwajcarzy tylko z dwóch mistrzostw odpadali po porażce w regulaminowym czasie gry. Było to w 2018 roku, kiedy w 1/8 finału ulegli 0:1 Szwecji oraz opisywanym już na wstępie 2022 roku i porażce 1:6 z Portugalią, gdy przystępowali do meczu w sporym osłabieniu. Na pozostałych turniejach reprezentacja Szwajcarii odpadała dwukrotnie z Argentyną (2014 i 2022), Polską, Hiszpanią i Anglią. Jedynie w dwóch na siedem przypadków, nie były to zespoły ze ścisłej światowej czołówki.
Szwajcarscy kibice mogą więc przeżywać deja vu. Ich zespół po raz kolejny na wielkim turnieju nie zawiódł, jednak nie przebił bariery ćwierćfinału. Ich reprezentacja znowu odpadła po wyrównanym meczu przeciwko zespołowi ze światowej czołówki i znowu potrzebna do tego była dogrywka. Tak jak miało to miejsce na mistrzostwach Europy w 2021 i 2024 roku. Historia Szwajcarów na wielkich turniejach dobrze odzwierciedla to, czym jest ich reprezentacja. Poukładana, stabilna i powtarzalna, ale bez większych fajerwerków.

