Dziś wygrał prawdziwy futbol. Belgia z łatwością rozprawiła się ze Stanami Zjednoczonymi wynikiem 4:1. Do jej gry wreszcie nie można było się przyczepić. Ale nie dziwne, że pełne zaangażowanie pojawiło się u niej teraz. Chciała przecież utrzeć nosa amerykańskiej drużynie, która poprzez postanowienie przy zielonym stoliku na rywalizację z nią odzyskała bardzo ważnego zawodnika.
Przed meczem Belgii i USA więcej niż o grze obu ekip mówiło się o decyzji FIFY o zawieszeniu czerwonej kartki Folarina Baloguna, który otrzymał tę karę w starciu z Bośnią i Hercegowiną. Napastnik zgodnie z przewidywaniami znalazł się w wyjściowym składzie. Ze strony piłkarzy z kraju ze stolicą w Brukseli taka niesprawiedliwość stanowiła dodatkową motywację. Nietrudno to wywnioskować, bo przecież początek w ich wykonaniu był spektakularny.
Diabłom wyrosły różki
Nie upłynęła nawet 1. minuta, a Belgowie mieli już na koncie konkretny strzał Timothy Castagne silnym kopnięciem z dystansu zmusił do interwencji Matta Freese. Takie wejście w spotkanie było symboliczne – pierwszy raz na tym mundialu ich drużyna stała się wyrazista, co pokazywała w dalszych fazach rywalizacji. Charakteryzowało ją pozytywne nabuzowanie i rozmach działań. Po odbiorze w centralnej strefie boiska prędko przenosili grę wyżej. Tak prezentowała się na przykład akcja z 8. minuty, kiedy kontrataku po podaniu Dodiego Lukebakio nie wykończył Youri Tielemans, nie trafiając w piłkę.
Jednak minutę później dosłownie wepchnęli futbolówkę do bramki. Nicolas Raskin zgasił ją przyjęciem, wdarł się w pole karne, po czym zagrał po ziemi na około 3. metr, gdzie stał Charles De Ketelaere. Piłkarz Atalanty tylko dostawił nogę i wyprowadził zespół na prowadzenie. Patrząc na poczynania podopiecznych trenera Rudiego Garcii, w końcu można było powiedzieć, że zaczęli czerpać radość z rozgrywania meczu. Nie wpłynęło na nich szczególnie nawet przymusowe zejście Amadou Onany w 21. minucie. Pomocnik wykonywał solidną pracę w defensywie, ale kontuzja uniemożliwiła mu dalszą grę i zmienił go Hans Vanaken.
Z kolei USA kompletnie nic nie wychodziło. Były niedokładne, nieskładne i po prostu ślamazarne. Nie imponowały umiejętnościami pojedynczych zawodników, jak miało to miejsce do tej pory podczas mistrzostw. Konstrukcja akcji nie funkcjonowała jak należy, bo ich próby wejścia w szesnastkę rywali, a nawet zakotwiczenia się w trzeciej tercji, zazwyczaj się im nie powodziły.
Ale wystarczył jeden strzał, dosłownie pierwszy w całym starciu, aby wynik zrobił się remisowy. W 31. minucie bowiem Malik Tillman trafił do bramki po rzucie wolnym. Otrzymał sporą pomoc od… Vanakena, który stał w murze i próbował blokować uderzenie, ale tylko zmylił Thibaulta Courtoisa. Czerwone Diabły nie przestały zadziwiać, bo prędko odpowiedziały. Leandro Trossard dośrodkował spod linii końcowej wprost na głowę De Ketelaere. Strzelec wygrał walkę o pozycję z Timem Reamem. Później aż do gwizdka sędziego lepszą stroną byli Europejczycy. Gospodarze turnieju trochę przebudzili się w samej końcówce połowy, ale oddali zaledwie dwa niecelne strzały.
USA się nie podniosły
Po zmianie połów Belgia zaproponowała zmianę sposobu gry. Wycofała się, oddała posiadanie piłki i nastawiła się na rozszarpywanie formacji defensywnej Amerykanów po kontratakach. Okazała się to właściwa decyzja. W 57. minucie, po co prawda nieudanym wypadzie, katastrofalny błąd popełnił Freese. W niewytłumaczalnych okolicznościach, będąc daleko od bramki, zaliczył stratę na rzecz przeciwników. Z ustawienia golkipera skorzystał Vanaken, podwyższając rezultat.
W międzyczasie gambit Mauricio Pochettino spalił na panewce. Jeszcze w przerwie wprowadził na boisko Giovanniego Reynę kosztem Sergino Desta. Nie pomogło to zespołowi w produktywnym przejęciu inicjatywy. Z jego starań niewiele wynikało, a czas mijał. Największym osiągnięciem USA było wymienianie licznych podań po obwodzie. Kompletnie nie zgadzało się w ich grze tempo. Chwile przyspieszenia zaś Belgowie dobrze rozczytywali albo zagrań po prostu niedopieszczano. Co gorsza, w 59. minucie z urazem zszedł Christian Pulisic.
Coś więcej pod bramką Courtois zaczęło się dziać w ostatnim kwadransie. Sebastian Berhalter sprawdził swoje szczęście, ale spudłował. Dwie szanse miał Balogun, ale obu nie wykorzystał, choć raz zmusił bramkarza do obrony. W gruncie rzeczy jednak Jankesi nie dysponowali odpowiednimi narzędziami, które pozwoliłyby im jakoś zaskoczyć Czerwone Diabły. Te nieustannie zachowywały czujność, rozbijając kolejne ataki. Ba, w doliczonym czasie to do nich należał ostatni akcent. Romelu Lukaku wpadł w pole karne po stracie Chrisa Richardsa i pewnie pokonał Freese’a. Belgia zagrała najlepszy mecz na tym mundialu i zasłużenie zameldowała się w ćwierćfinale.

