Maroko kazało dzwonić po karetkę, ale dla Kanady

Pierwsza połowa sugerowała, że Maroko umiera przez zmęczenie spowodowane dogrywką z Holandią i krótszym czasem na regenerację. Zwyczajnie nie miało w sobie żywotnych sił, którymi mogłoby zagrozić Kanadzie. A jednak to była tylko przykrywka. Po przerwie trzy silne ciosy pogrążyły The Canucks, którzy skończyli swój piękny udział na mundialu.

Jedni byli na etapie pisania historii, a drudzy chcieli wykonać kolejny krok do jej powtórzenia. Zespół z Ameryki Północnej zamierzał dalej śrubować swój wynik po historycznym awansie do fazy pucharowej. Zadanie miał niełatwe, bo naprzeciw czekały wygłodniałe Lwy Atlasu, które podczas trwającego mundialu zjadły już takie reprezentacje, jak Szkocja, czy przede wszystkim Holandia, a Brazylię mocno poszarpały.

REKLAMA

Faworyci nie dojechali

Między zespołami doszło chyba do jakiejś zamiany ról, bo Kanada grała jak Maroko, a Maroko grało jak Kanada. Gospodarze turnieju przewyższali przeciwnika pod względem energii, z jaką poruszali się po boisku. Ich średni pressing, stosowany na przemian ze skokami po piłkę w wyczekanych momentach, dawał świetne rezultaty. Nie sposób było się przebić przez zwarte szyki tej ekipy.

Poczynania Lwów Atlasu charakteryzowały się ociężałością. Rozgrywali w spowolnionym tempie. Piłkarze poruszali się po boisku bez życia. Gra toczyła się głównie na połowie przez nich okupowanej. Środek pola został kompletnie wyłączony, nie mówiąc już o ofensywie. Piłka krążyła po obrońcach, a gdy była podawana wyżej, przechodziła w posiadanie The Canucks. Sytuacji nie ułatwił fakt, że w 22. minucie zdjęty musiał zostać Ismael Saibari. Marokańska gwiazda doznała kontuzji, więc zastąpił ją Soufiane Rahimi. Ten stał się autorem jedynego w pierwszej połowie strzału swojego zespołu.

Sama pierwsza część gry nie zachwycała pod względem emocji. Podopieczni Jessego Marscha dominowali w centralnej strefie, ale gdy przychodziło do kreowania sobie sytuacji, wychodziło im to tak samo miernie, jak drużynie z Afryki. Najlepsze szanse mieli Jonathan David, który za późno złożył się do woleja i w efekcie uderzył z bardzo ostrego kąta, oraz Tani Oluwaseyi – przełożeniem piłki znalazł się w dogodnej sytuacji, ale górą okazał się jedyny godny pochwały Marokańczyk, Bono.

Maroko pokazało przebiegłość

Gdyby futbol był logicznym sportem, to jeśli ktoś w tym meczu miał prędzej objąć prowadzenie, powinna zrobić to Kanada. Ale futbol logiczny nie jest, więc to Lwy Atlasu odgryzły się za męki sprzed przerwy. W 50. minucie sprytnie rozegrały rzut wolny. Achraf Hakimi nie centrował w pole karne, a podał po ziemi w okolice szesnastego metra, gdzie wbiegał już Azzedine Ounahi. Pomocnik strzelił zza zasłony, Maxime Crepeau nie sięgnął futbolówki i ta zatrzepotała w siatce.

To nie tak, że Maroko zaliczyło ogromny progres względem poprzedniej części gry. Ten sam Ounahi na chwilę przed zdobyciem gola naraził zespół na kontrę po stracie na własnej połowie boiska. Wykorzystało po prostu stały fragment gry, który rozegrało przebiegle. Potem w gruncie rzeczy kontrolowało wydarzenia, choć spotkanie prezentowało się jak gra w dwa ognie. The Canucks, dążąc do wyrównania, nie tworzyli żadnego zagrożenia. Raczej to Afrykanie mogli zadać cios sami sobie po tym, jak Hakimi nie zrozumiał się z Bono i do bezpańskiej piłki próbował dopaść Cyle Larin. Napastnik nie zdołał tego zrobić, a dodatkowo kopnął bramkarza.

Afrykanie zdołali przerwać własną wielominutową posuchę strzałową dopiero w końcówce. Wyszło im to natomiast fenomenalnie. Po przechwycie kontratak napędził Chemsdine Talbi. Podprowadził ją pod pole karne Kanadyjczyków, by następnie podać do Brahima Diaza. Piłkarz Realu Madryt zmylił defensora i znalazł wbiegającego Ounahiego, który mocnym strzałem pokonał golkipera, zdobywając swoją drugą bramkę w meczu. Chwilę później strzelec mógł też dołożyć asystę, ale główka Rahimiego wylądowała najpierw na poprzeczce, a potem przed linią bramkową.

Zespół trenera Marscha nadal szukał trafień. Oblegał bramkę Bono, ale nie potrafił wypracować sobie dogodnej pozycji strzeleckiej. Za to siły na jeszcze jeden kęs znalazły Lwy Atlasu. Swoje trafienie w końcu zdobył Rahimi, ustalając wynik na 3:0. Marokańczycy pokonali więc sprytem energiczniejszego, ale nie posiadającego odpowiednich narzędzi rywala. Tym samym awansowało do ćwierćfinału i jest o krok od strefy medalowej.

Kanada – Maroko 0:3 (Ounahi 50′, 82′, Rahimi 90′+8 )

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ