Trener Vladimir Petković źle będzie wspominać ponowne spotkanie ze swoimi dawnymi podopiecznymi. Szwajcaria nie dała jego drużynie żadnych szans, zaklepując sobie miejsce w 1/8 finału. Szybko objęła prowadzenie, a potem z łatwością radziła sobie z miernie grającymi Lisami Pustyni. Te pomimo sporego potencjału ofensywnego nie pokazały nic szczególnego.
Powrót na mundial po nieobecności w Rosji i w Katarze Algieria zaliczyła ambitny. W swoim ostatnim występie w 2014 roku zdołała wyjść z grupy, a w 1/8 finału postawić się Niemcom. Teraz powtórzyła trend, ale z obecnym pokoleniem piłkarzy chciała liczyć na odrobinę lepszy rezultat. Nic nie było niemożliwe, skoro trafiła na Szwajcarię. Drużyna trenera Murata Yakina zawsze imponowała na turniejach i pod tym względem nadal zapowiadała się na niewygodnego przeciwnika. Wygrała też swoją grupę, choć dokonała tego nie do końca zachwycającą grą.
Szwajcaria zabiła Algierii radość z gry
Faza pucharowa w tym roku pokazuje, że pewne zaobserwowane podczas rywalizacji w grupach tendencje bywają mylące, jeśli nie błędne. Helweci po wpadce z Katarem, męczarniach z Bośnią i Hercegowiną oraz dającym już nadzieję na wykręcenie podczas turnieju lepszego wyniku zwycięstwie z Kanadą dała się zapamiętać jako zespół, któremu brakowało stabilności.
W pierwszej połowie meczu z Lisami Pustyni Szwajcaria zadała kłam takiemu wrażeniu. Na początku dała się im wyszumieć, a potem szybko wyprowadziła kontrujący, jednocześnie powalający cios w postaci bramki na 1:0. Od tamtego momentu kontrolowała wydarzenia boiskowe. Bez szczególnego wysiłku szachowała działania ofensywne rywala, a sama była w ataku bardzo konkretna mimo tego, że nie znalazła po raz drugi drogi do bramki.
Najważniejszym aktorem na boisku w szwajcarskiej układance był ponownie Johan Manzambi. Po pierwsze dlatego, że to on napędził akcję bramkową i asystował przy trafieniu Breela Embolo. Po drugie – dosłownie galopował po boisku. Jego przepełnione energią szarże z piłką przy nodze siały spustoszenie wśród Algierczyków.
Afrykanie nie grali brzydko, ale wymyślność niezbyt im pomagała. Niezły początek przekreśliła dając się ukłuć z kontrataku po stracie Ibrahima Mazy. Całościowo stworzyła sobie dwie niezłe okazje, lecz Houssemowi Aouarowi oraz wspomnianemu Mazie nie wyszła finalizacja ataków. To taki znak szczególny Algierii – do pola karnego rywala prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka. Później nie potrafi przekuć wysiłku włożonego w budowanie akcji w gole.
Druga połowa bez większych emocji
Chyba ze sporą ochotą do dalszego strzelania wyszła Szwajcaria, bo drugie trafienie zdobyła błyskawicznie. Już w jednej z pierwszych akcji po przerwie Dan Ndoye pokonał mocnym uderzeniem na dalszy Lukę Zidana. Nieudolnością w obronie popisali się zawodnicy trenera Vladimira Petkovicia. Mieli dwie szanse na oddalenie zagrożenia ze strony Szwajcarii, ale w obu przypadkach traciła piłkę pod własnym polem karnym. Zapłaciła za to słono.
Powiększenie straty powinno być dla Lisów Pustyni impulsem do jej odrabiania. Udało się im jednak wykreować Riyadowi Mahrezowi dogodną szansę, zablokowaną przez jednego z defensorów, i na tym się skończyło. Helweci nie potrzebowali przeprowadzać jakiegoś oblężenia przeciwnika na jego własnej połowie, żeby trzymać rękę na pulsie. Wystarczyła dobra organizacja zespołu połączona z solidną grą obronną. Prezentowało się to, jakby mogli grać w ten sposób cały dzień i nie stracić przeciwko tak przewidywalnej Algierii żadnej bramki.
Prędzej kolejnego gola dopisać powinni sobie Helweci. Po rzucie rożnym z blokiem spotkała się próba Nico Elvediego. Z kolei pluć sobie w brodę będzie zapewne Fabian Rieder, bo koledzy stworzyli mu aż dwie szanse. Zwłaszcza ta druga powinna śnić się mu po nocach. Denis Zakaria wystawił mu piłkę na tacy. Rieder miał do wykonania zwykłego tap ina. Dostawił nogę tak fatalnie, że strzelił w stronę Zidana, który ofiarnie interweniował. Na szczęście za niewykorzystane sytuacje nie odejmuje się niczego z wyniku, więc Szwajcaria zameldowała się w dalszej fazie mundialu.

