Australia za burtą, koniec mundialu dla Azjatów!

Ani Australia, ani Egipt nie wygrały wcześniej żadnego meczu w fazie pucharowej mundialu. Australijczycy mieli już 2 podejścia – w 2006 i 2022 roku. Egipcjanie z kolei takiej sztuki nie dokonali jeszcze nigdy. Te mistrzostwa świata już są dla nich historyczne, bowiem pierwszy raz przebrnęli przez fazę grupową. A radzili sobie dobrze, już przed trzecim meczem z Iranem wiedzieli, że zameldują się w kolejnym spotkaniu, o większą stawkę. Z kolei podopieczni Tony’ego Popovicia trochę spuścili z tonu po niespodziewanym zwycięstwie z Turcją. Zapowiadało się zatem niezwykle wyrównane i zacięte spotkanie.

Szybki gol i bezproduktywne ambicje

Egipcjanie jako pierwsi ruszyli z atakiem. Ich rywale są znani z bardzo solidnej i szczelnej defensywy, więc mieli świadomość, że czeka ich trudna przeprawa na połowie przeciwnika. Pierwsze 5 minut mieli lepsze, ale to Australia jako pierwsza miała groźniejszą akcję. Christian Volpato nieźle uderzył, lecz jedynie obił poprzeczkę. Od tego momentu przewaga Faraonów nie była już taka wyraźna i mecz się wyrównywał. Australia podejmowała się gry w ofensywie, nie polegała tylko na tyłach. Podchodzili niekiedy do wysokiego prowadzeniu. Ale na nic to się nie zdało ostatnim reprezentantom Azji, bo to Egipcjanie otworzyli wynik. W 11. minucie podopieczni Hossama Hassana dobrze zebrali piłkę po nieudanym rzucie wolnym. Karim Hafez doskonale wrzucił ją w pole karne, główkował Emam Ashour i Faraonowie wyszli na prowadzenie.

REKLAMA

Po tym trafieniu mecz stracił na tempie. Australijczycy aktywnie szukali odpowiedzi i starali się doprowadzić do remisu. Byli w tym jednak za mało konkretni, brakowało im klarownych akcji. Starcie było dalej całkiem wyrównane, z niewielkim wskazaniem na Egipcjan. Oni mieli dobrą akcję w 21. minucie. Dobry kontratak, napędzony przez Mostafę Zico, ale ten nieznacznie spudłował. Wolniejszy mecz odpowiadał Faraonom, nie atakowali zaciekle. A Australia? No walczyła, miała ambicje, ale kompletnie im się gra nie kleiła. Bramkarz przeciwnika pozostawał bezrobotny, aż do 36. minuty. Uderzenie Aziza Behicha nie sprawiło mu większego kłopotu. Socceroos nabierali animuszu. Szkoda dla widowiska, że tylko na chwilę. Do przerwy Egipt prowadził jedną bramką.

Niefortunne wyrównanie, a potem straszne nudy

A tuż po niej Egipt powinien był podwoić swoje prowadzenie. Zico dostał fantastyczne podanie, miał przed sobą tylko bramkarza, ale i tak uderzył tuż obok słupka. Chwilę później groźnie odpowiedział Connor Metcalfe, ale z podobnym efektem. Australijczycy nie mieli czego bronić, musieli podejmować ryzyko. Mieli swoje chwile, przeważali, ale powtarzał się scenariusz z pierwszej połowy – brakowało dobrej finalizacji. Aż w końcu pomocną dłoń dali im sami Egipcjanie, nieumyślnie rzecz jasna. W 55. minucie Aiden O’Neill dośrodkowywał z rzutu wolnego i Mohamed Hany niefortunnie interweniował. Głową umieścił piłkę we własnej bramce i mecz zaczął się od nowa.

Dotychczasowo można było odnieść wrażenie, że Egipt radził sobie lepiej w ofensywie, więc jeśli ktoś miał obejmować prowadzenie, to prędzej oni. A jednak odzyskiwanie inicjatywy szło im bardzo opornie i nie potrafili znaleźć dobrej odpowiedzi. Ogólnie ten mecz za bardzo nie porywał. Nikt nie chciał zagrać tu trochę odważniej. Albo chciał, tylko nie wiedział, jak się za to zabrać. Coraz więcej wskazywało na to, że konieczna będzie dogrywka. Żadna z drużyn nie miała na tyle argumentów, żeby bez niej zameldować się w 1/8 finału. Najbardziej tracił na tym jednak zwykły widz, bo dostał mecz bardzo statyczny. Australia miała mecz pod kontrolą, ale trudno zarzucić jej narzucanie warunków gry. Jeszcze w końcówce nieco się rozkręciło, lecz to nie wystarczyło do rozstrzygnięcia w regulaminowym czasie gry. Choć było blisko. W doliczonym czasie gry główkował Rany Rabia, ale kapitalnie interweniował Patrick Beach.

Karne wyłoniły zwycięzcę

Egipt nie chciał karnych, ale musiał coś wskórać w dogrywce. W 93. minucie błysnął Mohamed Salah, był na czystej pozycji, ale nie wykorzystał tej szansy. Obie drużyny atakowały na zmianę, trudno było wskazać tę jedną, która jest bliżej historycznego awansu. Nie zmieniało się tylko tyle, że mecz wciąż nie porywał. Australijczycy bali się podejmować ryzyko i trzymali się swojego pragmatyzmu. Dużo chaosu było w Dallas, a konkurs rzutów karnych wydawał się nieunikniony. Próbował Salah, jak za najlepszych czasów, ale nic to nie dawało. Zwycięzcę musiały wyłonić jedenastki.

Pomimo świetnego turnieju w wykonaniu Beacha, Tony Popovic i tak postawił na doświadczenie. W końcówce na boisko wszedł Mathew Ryan, lepiej radzący sobie z karnymi i po prostu pewniejszy wybór. Konkurs rozpoczął Harry Souttar i przestrzelił wysoko nad poprzeczką, jakby to był mecz w rugby. Lepiej uderzył Mahmoud Saber i Egipt prowadził. Golem odpowiedział mu Jackson Irvine, tak jak i Rabia. W trzeciej kolejce Awer Mabil podtrzymał tlen Australijczykom, ale pewnym strzałem w środek Salah wciąż utrzymywał Egipt bliżej 1/8 finału. Był jeszcze bliżej po tym, jak Lucas Herrington trafił w poprzeczkę. Decydującego karnego wykonywał Hossam Abdelmaguid i wysłał Egipt do kolejnej fazy turnieju. Faraonowie piszą najpiękniejszy rozdział w swojej historii!

Australia – Egipt 1:1 (k. 2:4) (Hany 55′ (sam.) – Ashour 11′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ