Krzysztof Kurowski ma odejść ze Śląska Wrocław. Według informacji Bartosza Wieczorka z TVP Sport 19-letni lewy obrońca przeniesie się do FC Twente, czwartej drużyny ostatniego sezonu Eredivisie. Holenderski klub latem zagra w eliminacjach Ligi Europy. To zwrot w sprawie, która w ostatnich tygodniach wydawała się zmierzać w innym kierunku. Śląsk próbował zatrzymać wychowanka, a prezes Remigiusz Jezierski i dyrektor sportowy Rafał Grodzicki sugerowali, że porozumienie jest blisko. Ostatecznie Kurowski miał wybrać ofertę z Holandii.
Śląsk Wrocław traci talent
Obrońca wykorzystał swoją szansę po zimowym odejściu Tommaso Guercio do Carrarese. W rundzie wiosennej wskoczył do składu Śląska i w całym sezonie zanotował 18 występów w I lidze, strzelając 2 gole i dokładając 3 asysty. Przy wygasającym kontrakcie szybko wzbudził zainteresowanie innych klubów. W Polsce chętnie widziała go m.in. Wisła Płock. FC Twente daje mu możliwość gry w mocniejszej lidze, walki o europejskie puchary i pracy z Johnem van den Bromem, byłym trenerem Lecha Poznań.
Dla Śląska to bolesna strata, bo Kurowski odchodzi w momencie, gdy zaczął przebijać się do pierwszej drużyny. Wrocławianie tracą sportowo, ale przede wszystkim finansowo. Serwis transfermarkt wycenia Kurowskiego na 450 tysięcy euro, jednak nie trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym po debiucie na boiskach PKO BP Ekstraklasy i kilku dobrych występach, jego wartość znacząco by wzrosła.
Wrocławianie tracą młodego bocznego obrońcę po jego najlepszej rundzie w seniorskiej piłce. To przypadek, który po raz kolejny pokazuje, jak ryzykowne potrafi być dopuszczenie do sytuacji, w której wyróżniający się młodzieżowiec wchodzi w ostatnie miesiące kontraktu. Śląsk Wrocław próbował go zatrzymać, ale ryzykował zainteresowaniem ze strony konkurencji. Jak się okazuje, ta pojawiła się w Holandii. Inna kwestia, czy zawodnik nie mający pewnego miejsca w składzie Śląska jest już gotowy na rywalizację w Twente? Czy lepszym scenariuszem nie byłaby polityka małych kroków? Krzysztof Kurowski chce podjąć ryzyko, a jeśli się nie uda – w Polsce pewnie wiele drużyn i tak przyjmnie go z otwartymi rękami.

