Co za pokaz nieskuteczności. Oglądając poczynania Ekwadoru w meczu z Curacao, łatwo było skojarzyć sobie jego występ z tym, co zaprezentowali Turcy przeciwko Paragwajowi. Szczęśliwie dla La Tri, rywale nie wykorzystali ich indolencji strzeleckiej, więc po 90 minutach na tablicy wyników widniał remis 0:0. Pech jednych to szczęście dla drugich, bo Blue Wave zdobyło swoje pierwsze punkty w historii występów na mundialach.
Na najłatwiejszy w teorii mecz grupowy trener Sebastian Beccacece dokonał w składzie swojego zespołu dwóch roszad. W porównaniu do poprzedniego spotkania z WKS-em pojawili się dwaj nowi gracze: Jordy Alcivar oraz Pervis Estupinan. Również wyspiarze zmienili lekko wyjściową jedenastkę. Wprowadzono do niej Joshuę Breneta oraz Juriena Gaariego.
Ekwador miał inicjatywę, ale nie zaskakiwał Curacao
Ekwadorczycy mogli zacząć z wysokiego C, kiedy już w 2, minucie Moises Caicedo wypuścił długim podaniem za linię obrony Ennera Valencię. Doświadczony napastnik wypracował sobie bardzo dogodną pozycję strzelecką, nawet ułożył sobie swobodnie piłkę pod presją nadbiegających rywali, ale Eloy Room poradził sobie z obroną. Tempo jednak zaraz potem zwolniło. Drużyna z Ameryki Południowej nabijała statystykę posiadania, spokojnie rozgrywając. Próbowała przyspieszać grę zagraniami za plecy przeciwnika.
Ten nie spał. Curacao nie zamierzało przez całą rywalizację się bronić, od czasu do czasu wychodziło do wyższego pressingu i szukało kontrataków. Nieźle zaprezentowali się w 8. minucie. Najpierw ładnym obrotem z piłką popisał się Tahith Chong, który nic nie zrobił sobie z otaczających go rywali. Ładnie napędził akcję, ale zepsuł ją niedokładnym podaniem do Jurgena Locadii. Zaraz potem samotny rajd niecelnym strzałem zakończył Sherel Floranus.
Z każdą minutą La Tri się rozkręcali. Coraz częściej grali piłką po ziemi – przez środek, czy flankami. Sytuacje zaczęły się sypać. Wypuszczony zagraniem w uliczkę John Yeboah uderzył zbyt lekko. Ten sam zawodnik wypracował szansę Pedro Vite, który po klepce z nim wpadł w pole karne, ale również strzelił niecelnie. Gdyby tego było mało, płaskiej centry Piero Hincapie nie zdołał zamienić na bramkę Valencia, a swoich sił, bez skutku, spróbował też Gonzalo Plata.
W myśl zasady ,,niewykorzystane sytuacje lubią się mścić” cios starali się wyprowadzić piłkarze Blue Wave. Niektóre ich kontrataki wywoływały lekką panikę w szeregach ekwadorskiego zespołu, który bił głową w mur. W żaden sposób nie potrafił on go przebić. W swoich działaniach nie zawierał elementu zaskoczenia, poza strzałami ze stosunkowo nieprzygotowanych pozycji. Jeśli uderzali celnie, problemów z interwencjami nie miał Room.
Popis sztuki bramkarskiej Rooma
Trener Beccacece na drugą część meczu postanowił dokonać zmiany na wskroś ofensywnej. Niezbyt produktywnego Alcivara zastąpił napastnik Kevin Rodriguez. Nie przyniosło to jednak efektu. Poczynania Ekwadoru dalej nie charakteryzowały się pazurem, jakąś nieprzewidywalnością. Curacao z łatwością odczytywało jego intencje, skutecznie przesuwając. Przede wszystkim miało do tego energię, bo nie zostało tak zabiegane, jak przez Niemców. Pomagał w tym też fakt, że zespół wycofał się i bronił niżej.
Około 55. minuty rywalizacja trochę bardziej się otworzyła. Zamieszanie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego chciał wykorzystać Plata, ale przeniósł on piłkę nad poprzeczką. Zaraz z odpowiedzią poszli podopieczni trenera Dicka Advocaata, lecz ciekawą kontrę zakończył niecelnym uderzeniem ze znacznej odległości Leandro Bacuna. Obie ekipy wyprowadzały kolejne ciosy – znacznie wyższą częstotliwość mieli La Tri, lecz druga strona kreowała sobie równie świetne szanse. Między słuplami brylowali Eloy Room oraz Hernan Galindez.
Nietrudno było skojarzyć sobie grę południowoamerykańskich piłkarzy z tym, co prezentowali Turcy w przegranym starciu z Paragwajem. Liczba uderzeń oddanych na bramkę Blue Wave prezentowała się okazale. Na 10 minut przed końcem Room miał na koncie zanotowanych aż 14 obron! A do tego należy dołożyć niecelne próby. Łącznie Ekwador strzelał 27 razy. Jego nieskuteczność wołała o pomstę do nieba.
Mimo tej kanonady dzielne Curacao nie zamierzało schodzić z boiska pokonanym. W końcówce głównie skupiało się na uszczelnianiu defensywy, ale z dobrym rezultatem. Przeciwnik nie sforsował jego zasieków, dzięki czemu mogło cieszyć się z historycznego punktu. Remis oznacza też, że na kolejkę przed końcem sytuacja w grupie E nadal jest otwarta.

