Przed nami już tylko jedna, ostatnia kolejka sezonu 2025/26. W przedostatniej poznaliśmy już mistrza, drugiego spadkowicza oraz kilka nowych zespołów, które są już pewne utrzymania. Po minionym weekendzie standardowo omawiamy szerzej 5 wybranych tematów: zasłużony tytuł Lecha, zbyt zachowawcze Zagłębie, Górnik w fazie posiadania piłki, kolejne gole Karola Czubaka oraz stałe fragmenty gry Jagiellonii.
Lech potwierdził, że to im należy się tytuł
Kolejorz zwycięstwem w Radomiu przypieczętował mistrzostwo Polski na kolejkę przed końcem sezonu. Piłkarze Nielsa Frederiksena wiosną są bez wątpienia najlepszym zespołem w lidze, a wygrywając z Radomiakiem (3:1) tylko potwierdzili, że w pełni zasłużyli na tytuł, że są obecnie najlepszą drużyną w Polsce. Kolejorz zaprezentował się dokładnie tak, jak powinien w spotkaniu, w którym mogą oficjalnie sięgnąć po mistrzostwo Polski. Z duża dojrzałością emocjonalną, prezentując wysoką jakość w wielu akcjach ofensywnych oraz skutecznie dostosowując sposób gry do stanu meczu oraz charakterystyki przeciwnika.
Szybko stracona bramka nie zrobiła żadnego wrażenia na Lechu, który kontynuował swój sposób gry. We wszystkich trzech akcjach bramkowych podopieczni Nielsa Frederiksena zaprezentowali jakość indywidualną oraz zespołówą, jaką bardzo rzadko widujemy na boiskach Ekstraklasy. Lech potrafił zagrać w ataku pozycyjnym, wciągnąć przeciwnika do pressingu i wyprowadzić atak w szybszym tempie, a gdy już mieli korzystny wynik, także cofnąć się na własną połowę, wyczekać na odzyskanie piłki i skorzystać z wolnej przestrzeni w fazie przejścia z obrony do ataku. Lech stał się zespołem jeszcze bardziej kompleksowym niż przed rokiem i zasłużenie obronił mistrzostwo Polski.
Zagłębie zagrało zbyt zachowawczo
Po zwycięstwie z Górnikiem w 32. kolejce Ekstraklasy Zagłębie znacząco poprawiło swoją pozycję w walce o awans do europejskich pucharów. Rozpoczynając minioną serię gier, mieli szanse wskoczyć na 3. miejscec, wywierając presję na pozostałe ekipy walczące o prawo gry w eliminacjach europejskich pucharów. Zespół Leszka Ojrzyńskiego grał przed własną publicznością, ale przegrał (0:1). Gra rozczarowała, ale nawet bardziej niż sama gra kibice mogą być źli na podejście swoich ulubieńców do tego spotkania, ponieważ Miedziowi sprawiali wrażenie, jakby chcieli grać na 0:0. Od początku spotkania ustawili się w niskiej defensywie i nie wysyłąl sygnałów, że interesuje ich zdobycie bramki w tym meczu.
Oczywiście, Zagłębie pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego preferuje defensywny i pragmatyczny futbol. Niemniej jednak, często zdarza im się zaczynać mecze wysokim pressingiem czy planować w trakcie meczu fazy gry, w których będą bardziej agresywni w odbiorze. Przeciwko Pogoni tego nie widzieliśmy i Lubinianie zapłacili za swoje zachowawcze podejście. Choć obrona własnego pola karnego dobrze im wychodziła to jeden moment, w którym nie wszystko zagrało tak, jak należy wystarczył, aby stracić bramkę. Zagłębie nie wykorzystało historycznej dla wielu zawodników szansy na awans do europejskich pucharów. Emocje dobrze oddał w pomeczowym wywiadzie dla Canal+ Jakub Sypek, który swoimi wypowiedziami jasno dał do zrozumienia, że tą szansę zmarnowali, że nie stanęli na wysokości zadania.
Górnik musi zaprzyjaźnić się z piłką
Górnik Zabrze po wygraniu Pucharu Polski mógł jeszcze myśleć o mistrzostwie Polski, natomiast marzenia o podwójnej koronie szybko zniknęły. W dwóch spotkaniach następujących po finale na Stadionie Narodowym nie strzelili żadnej bramki i zdobyli tylko punkt. Nawet wyjazdowe zwycięstwo w minionej kolejce z Wisłą Płock (1:0) po raz kolejny uwidoczniło problemy zespołu Michala Gasparika, gdy rywale oddadzą im piłkę i z premedytacją cofną się całym zespołem na własną połowę. Oczywiście, w Ekstraklasie mnóstwo drużyn ma problemy w takich sytuacjach, ale Górnik jako przedstawiciel polskiego futbolu w Europie w przyszłym sezonie oraz zespół z ambicjami powrotu na szczyt po długo wyczekiwanej prywatyzacji klubu powinien radzić sobie także w tego typu okolicznościach.
Z Zagłębiem Zabrzanie utrzymywali się przy futbolówce aż przez 64% czasu gry. Z Arką wskaźnik wynosił tyle samo. Przeciwko Wiśle Płock był już niższy (55%), ale rywale również rzadko pozwalali im na szybkie ataki. Podopieczni Michala Gasparika w ostatnich meczach zostali zmuszeni do prowadzenia gry oraz szukania swoich szans w atakach pozycyjnych i występy nie były przekonujące. Już jesienią zwracano uwagę, że to największy problem Górnika, a wiosną niewiele się w tym aspekcie zmieniło. Oczywiście, słowackiemu szkoleniowcowi warto dać czas, ponieważ to dopiero pierwszy sezon jego pracy, natomiast dostał już sygnał co musi usprawnić w swoim zespole.
Karol Czubak jest dla Motoru bezcenny
Motor odrabiając dwa gole straty w końcówce meczu z Cracovią (3:3) zapewnił sobie utrzymanie już wraz z końcowym gwizdkiem spotkania rozgrywanego w sobotnie popołudnie. Na fakt, iż do ostatniego meczu sezonu będą mogli podejść już na luzie ogromny wpływ ma napastnik zespołu. Karol Czubak po meczu z Pasami ma już na koncie 19 goli (oficjalna strona Ekstraklasy przyznała mu dwa gole w starciu z Cracovią) i wysunął się na przód klasyfikacji strzelców. To może być pierwszy Polak z koroną króla strzelców od sezonu 2016/17, gdy ta sztuka udała się Marcinowi Robakowi.
Karol Czubak do Ekstraklasy trafił dopiero w wieku 25 lat (choć wcześniej miał krótki epizod w lidze belgijskiej). Patrząc na liczbę goli w pierwszym sezonie na najwyższym poziomie rozgrywkowym – trudno w to uwierzyć. Obserwując jednak grę napastnika Motoru można to zrozumieć, ponieważ daleko mu do uzdolnionego technicznie zawodnika. Niemniej jednak, Czubak ma to co najważniejsze dla napastnika, czyli instynkt, umiejętność pozycjonowania się w polu karnym oraz skuteczność. Mateusz Stolarski ma świadomość charakterystyki 26-latka i sprowadzając go wiedział, że w jego zespole może się sprawdzić. Ofensywny sposób gry Motoru zapewnia napastnikowi serwis, a mając na „9-tce” Karola Czubaka oznacza to regularne trafianie do siatki.
Jagiellonia zdobywa cenne punkty dzięki stałym fragmentom gry
Jagiellonia po remisie z GKS-em Katowice (2:2) straciła przed ostatnią kolejką pozycję gwarantującą udział w eliminacjach Ligi Mistrzów, natomiast zdobywając 7 punktów w 3 ostatnich meczach zapewnili już sobie udział w europejskich pucharach. Kluczowe w ostatnich spotkaniach dla zespołu Adriana Siemieńca były gole środkowych obrońców strzelane po stałych fragmentach gry. Tydzień temu przeciwko Pogoni zdobyli zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry za sprawą Bernardo Vitala. W zaległym meczu, rozgrywanym w środku tygodnia, z Rakowem Częstochowa wynik otworzył Yuki Kobayashi po bramce z rzutu rożnego. W meczu z GKS-em Jaga oba gole strzeliła po stałych fragmentach. Pululu trafił z rzutu karnego, a Vital po rzucie rożnym.
Im dłużej Adrian Siemieniec pracuje w Białymstoku, tym jego zespół staje się coraz bardziej wszechstronny. Jagiellonia nadal potrafi grać widowiskowy futbol, ale ciągle poszerza swój wachlarz możliwości. Są mecze, gdy pokazuje bardziej pragmatyczną twarz, a w ostatnich meczach sezonu kilka zdobytych punktów, które w perspektywie całego sezonu są kluczowe, aby zakwalifikować się do europejskich pucharów to efekt dobrze dopracowanych stałych fragmentów gry.
Co jeszcze działo się w 33. kolejce Ekstraklasy?
- Arka Gdynia przed finałowym dniem pożegnała się już z Ekstraklasą. Zespół Dariusza Banasika przegrał na własnym stadionie ze zdegradowanym już Bruk-Betem i Słoniki zabrały też Arkę do Betclic 1 Ligi.
- W arcyważnym meczu o utrzymanie Korona Kielce na własnym stadionie pokonała Widzewa Łódź (1:0). Zespół Jacka Zielińskiego do ostatniej kolejki Ekstraklasy przystąpi już mając pewne utrzymanie.
- Widzew natomiast nie ropocznie ostatniej kolejki w strefie spadkowej, ponieważ Lechia przegrała z Legią Warszawa (1:2) po golu w doliczonym czasi gry. Zespół Marka Papszuna w ostatniej kolejce powalczy natomiast o… europejskie puchary.
- Pewny utrzymania nie jest też jeszcze Piast, który w tej kolejce – mimo dużej przewagi – przegrał u siebie z Rakowem (1:3). Zespół z Częstochowy zapewnił już sobie awans do eliminacji europejskich pucharów.

