Barcelona wygrywa El Clasico i pieczętuje Mistrzostwo Hiszpanii!

Ostatnie El Clasico w tym sezonie miało rozstrzygnąć jedną rzecz – czy Barcelona zostanie Mistrzem Hiszpanii po bezpośrednim pojedynku ze swoim największym rywalem, Realem Madryt. Dla Królewskich tylko zwycięstwo oznaczało ratunek dla własnego honoru i uniknięcie oglądania świętującego przeciwnika. To jednak drużyna Hansiego Flicka była wyraźnym faworytem jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

Barcelona tworzyła dla siebie idealny scenariusz

Przed meczem mogliśmy zakładać, że spotykają się dwie drużyny, które mają problem z bronieniem, ale tylko jedna z nich wie, jak chce atakować. Tą drużyną była Barcelona, która w sposób już niemal naturalny konstruuje swoje kolejne ataki.Z początku Real Madryt chciał pokazać, że potrafi wysoko pressować, ale nic z tego nie wyniknęło. Barcelona sprawnie mijała ten pressing i przechodziła na połowę rywala. Nic dziwnego, że dość szybko zaczęliśmy oglądać Królewskich ustawionych całym zespołem na swojej połowie.

REKLAMA

O możliwościach ofensywnych Barcelony przekonywaliśmy się co chwilę. Już w 9. minucie oglądaliśmy pierwszego gola, autorstwa Marcusa Rashforda z rzutu wolnego. Real Madryt nie miał arguemntów na szybką odpowiedź, a po 10. minutach mieliśmy już dwa do zera. Przytomną i trudną technicznie asystą popisał się Dani Olmo, a na listę strzelców wpisał się tym razem Ferran Torres. Dwa gole to nie był najwyższy wymiar kary dla Realu. Później jeszcze blisko skompletowania dubletu był Rashford. Barca grała swoje i wydawała się przy tym ani nie męczyć, ani nie specjalnie skupiać, podczas gdy zawodnicy Realu musieli koncentrować się przy każdym najmniejszym zagraniu. Do tego zdarzały im się proste błędy techniczne.

Real nie miał żadnych argumentów. Jeżeli ktoś próbował dryblingów, tak robił to Brahim Diaz, który był bardzo aktywny. Vinicius Junior nie podejmował za wiele ryzyka i najczęściej zagrywał chyba do tyłu. Jude Bellingham poza jedną akcją był nieobecny w ofensywie, a Gonzalo Garcia zmarnował swoją najlepszą okazję nawet nie trafiając w bramkę. Nie było widać zamysłu taktycznego, ani indywidualnych błysków. Arbeloa ustawił zespół bardziej w 4-3-3, ale w zasadzie to ustawienie na papierze to największa zmiana wobec innych meczów.

Chwila nerwów Barcelony

Na poczatku drugiej połowy mieliśmy bardziej nerwową stronę El Clasico, po części związaną z sędziowaniem. W krótkim okresie czasu mieliśmy kilka pojedynków zawodników w pobliżu lub nawet w polu karnym Barcelony, które chociaż kończyły się kartkami, tak nie niosły za sobą większych konsekwencji. Podobne sytuacje wróciły w końcówce meczu, gdzie obie strony nie do końca panowały nad emocjami. Z pewnością będą to momenty gorąco komentowane po meczu.

Real Madryt w drugiej połowie wykazał się większymi chęciami do gry, ale też większą agresją (tą pozytywną, sportową także). Ich akcje wyglądały lepiej, wywalczali sporo stałych fragmentów gry blisko pola karnego Barcy, ale nie przekładało się to na konkrety. Joan Garcia nadal nie miał wiele pracy, a nawet jak Bellingham trafił do siatki, tak po wyraźnym spalonym. Kiedy jednak Hiszpan już był zatrudniany, tak wyśmienicie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Wyglądał też w tym meczu lepiej niż Thibaut Courtois, po którego interwencjach widać było, że wraca po kontuzji i przerwie w grze.

Wyrachowanie Barcelony i brak koncepcji Realu

Mecz ten można było potraktowac jak finał. I jeżeli któraś z drużyn pokazała, jak rozgrywać finały, tak była to Barcelona. Szybko wyszła na prowadzenie, następnie podwyższyła wynik, i stopniowo zaczeła obniżać tempo, starając się zachować kontrolę nad meczem, ale bez ryzykowania. Lepiej wyczuwała też fazy meczu. Kiedy trzeba było bronić, tak spokojnie broniła, zakładając przy tym pułapki ofsajdowe. Jeżeli natomiast była okaza do szybkiego ataku, tak potrafili atakować liczbą graczy równą liczbie defensorów Realu. Wszsytko to bez zaburzania równowagi i bez tracenia kontroli. Dokładnie tak, jakby mieli zaplanowany każdy możliwy scenariusz, czego nie było widać po stronie Realu.

Królewscy bronili bardzo chaotycznie, a w ofensywie nie było widać zamysłu. Zespołowo odbijali się od obrony Blaugrany, a indywidualnie często nie wspierali się nawzajem. Obraz meczu doskonale obrazował sytuację wokół drużyn poza boiskiem. Podczas gdy w Barcelonie panował spokój i kontrola nad wydarzeniami, tak po stronie Realu było wiele chaosu. Było to starcie drużyny z liderem na ławce rezerwowych, ze zbieraniną utalentowanych indywidualności, ale nie tworzącej zwartej całości i bez większego wpływu od osoby przy linii bocznej.

FC Barcelona 2:0 Real Madryt (Rashford 9′, Torres 18′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,831FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ