Real Madryt niczym reprezentacja Polski. „To niewytłumaczalne i niesprawiedliwe”

Real Madryt był o kilka minut od doprowadzenia do dogrywki w Monachium. Bayern prowadził po pierwszym meczu 2:1, ale w rewanżu „Królewscy” długo robili wszystko, by odwrócić losy dwumeczu. Arda Güler trafił już po kilkudziesięciu sekundach, później dołożył drugiego gola, a przed przerwą Kylian Mbappé dał gościom prowadzenie 3:2. Przy takim wyniku rywalizacja znów była otwarta, lecz końcówka należała do Bayernu. Po czerwonej kartce dla Eduardo Camavingi gospodarze strzelili dwa gole, wygrali 4:3 i awansowali do półfinału Ligi Mistrzów wynikiem 6:4 w dwumeczu. To właśnie wspomniane wykluczenie rozbudziło największe emocje i wywołało w Madrycie poczucie, że o losach awansu przesądziła decyzja arbitra. Tego samego, który spotkał się ze sporą krytyką po meczu barażowym między Polską a Szwecją.

Kluczowy moment rewanżu nastąpił w 86. minucie, gdy Camavinga zobaczył drugą żółtą kartkę za opóźnianie wznowienia gry. Bayern błyskawicznie wykorzystał grę w przewadze. Najpierw Luis Díaz doprowadził do remisu, a w doliczonym czasie Michael Olise zadał decydujący cios. Najmocniej po meczu wypowiedział się Álvaro Arbeloa. Trener Realu, cytowany przez oficjalną stronę klubu, przekonywał, że dwumecz skończył się właśnie w momencie wyrzucenia Camavingi z boiska. „To sytuacja, której nikt nie rozumie. Nie wiem, jak można usunąć zawodnika z boiska za coś takiego w meczu o takiej stawce. Dwumecz zakończył się w tamtym momencie. To całkowicie niewytłumaczalne i niesprawiedliwe” — stwierdził szkoleniowiec „Królewskich”.

REKLAMA

Alvaro Arbeloa krytykuje arbitra, ale nie martwi się swoją przyszłością

Arbeloa nie ukrywał, że w szatni dominuje poczucie wyrządzonej krzywdy. Podkreślał, że jego drużyna włożyła w ten mecz ogromny wysiłek, a wszystko zostało przekreślone jedną decyzją sędziego. Na konferencji prasowej poszedł jeszcze dalej i zasugerował, że Slavko Vinčić mógł nawet nie pamiętać, iż Camavinga miał już na koncie jedno napomnienie. Według trenera Realu to tym bardziej kompromitowałoby całą sytuację. Arbeloa zaznaczał jednak również, że nie zamierza uciekać od odpowiedzialności za wynik i wystawił skład, który jego zdaniem dawał największe szanse na odwrócenie losów rywalizacji. Zapytany o swoją przyszłość, odparł, że zrozumie każdą decyzję klubu.

W podobnym tonie wypowiadali się piłkarze Realu, choć większość z nich nie zatrzymywała się na dłuższe rozmowy. Jude Bellingham w mixed zone skwitował drugą żółtą kartkę dla Camavingi krótkim: „To żart”. Antonio Rüdiger również nie krył frustracji, ale nie chciał rozwijać tematu. Emocje nie opadły także po końcowym gwizdku. Arda Güler, jeden z bohaterów Realu w tym spotkaniu, obejrzał jeszcze czerwoną kartkę za protesty. Po stronie Bayernu narracja była oczywiście zupełnie inna. Luis Díaz, autor gola na 3:3, bronił decyzji arbitra i przekonywał, że Camavinga słusznie został ukarany, bo utrudniał szybkie wznowienie gry.

Dla Realu ten wieczór był wyjątkowo bolesny, bo przez długi czas wydawało się, że remontada naprawdę jest możliwa. Zespół odrobił straty z pierwszego meczu, miał momentum, wydawało się, że jest bliski sukcesu. Ostatecznie w pamięci zostanie jednak nie tylko kapitalny początek Ardy Gülera i szalona wymiana ciosów, ale słabsza końcówka poprzedzona czerwoną kartką. Czy grając 11 na 11, Real Madryt byłby w stanie awansować do półfinału? Tego już nigdy się nie dowiemy.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,135FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ