20 kwietnia poznaliśmy oficjalnie pierwszego spadkowicza z Premier League w obecnym sezonie. Został nim Wolverhampton Wanderers, który po 33 rozegranych meczach ma na koncie 17 punktów. Ostatnie tygodnie zespołu prowadzonego przez Roba Edwardsa były lepsze, ale na powrót z zaświatów było już za późno. Wolves po ośmiu sezonach spędzonych w najwyższej klasie rozgrywkowej wróci do Championship. Co spowodowało, że zasłużenie opuszczają Premier League?
Powolny regres
W ostatniej dekadzie Wolves było jednym z najlepszych beniaminków w Premier League. W debiutanckim sezonie zajęli 7. miejsce, co przełożyło się na awans do Ligi Europy (wówczas nie było jeszcze Ligi Konferencji). Kolejny sezon ligowy był bardzo podobny. Wilki ponownie skończyły na 7. lokacie, ale zdobyły 2 punkty więcej, co przy łączeniu Premier League z europejskimi pucharami było wyraźnym progresem, ponieważ w Lidze Europy dobrnęli do ćwierćfinału. W następnych rozgrywkach nie było im jednak dane zagrać w europejskich pucharach, ponieważ Puchar Anglii zdobył Arsenal, który zajął 8. miejsce (więc 7. pozycja nie dawała gry w Europie). Wolverhampton Wanderers pod wodzą chińskiej grupy inwestycyjnej Fosun International wykonało szybki wzrost, a ambicje właścicieli sięgały jeszcze wyżej. Spekulowało się nawet, że w perspektywie kolejnych lat Wilki dołączą do klubów big six, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Wolves będąc jeszcze w Championship było w stanie pozyskiwać bardzo dobrych piłkarzy dzięki powiązaniom z agencją menedżerską Jorge’a Mendesa. Dość szybko wlaściciele jednak zaczęli równoważyć wydatki na transfery oraz wpływy ze sprzedaży zawodników, co doprowadziło Wolves w okolice dolnych rejonów tabeli. W poprzednim sezonie Wolverhampton uciekło przed spadkiem zmieniając trenera w trakcie rozgrywek. Impuls, który dał zawodnikom Vitor Pereira wystarczył, aby bezpiecznie dojechać do granicy, która gwarantowała pozostanie w lidze. W obecnych rozgrywkach spróbowali zastosować ten sam manewr. Zespół pod wodzą Roba Edwardsa złapał lepszą dyspozycję po świętach Bożego Narodzenia, ale utrzymanie i tak było bardzo daleko od ich zasięgu. Wilki ani przez jedną kolejkę nie znalazły się ponad strefą spadkową, a tylko raz (w 2. kolejce) nie były czerwoną latarnią ligi.
Dwa kluczowe odejścia
Wolverhampton przez lata pobytu w Premier League wyrosło na klub, który potrafi znaleźć ciekawego piłkarza i go wypromować, ale nie potrafi utrzymać swoich największych gwiazd, co zapewne stało w przeciwieństwie z ambicjami właścicielami tuż po awansie do Premier League. Do klubów z big six Wolves sprzedawali Diogo Jotę (Liverpool), Matheusa Nunesa (Manchester City), Pedro Neto (Chelsea), Matheusa Cunhę (Manchester United) oraz Rayana Ait-Nouriego (Manchester City). Spore kwoty zarabiali także na odejściach Rubena Nevesa, Maxa Kilmana, Morgana Gibbs-White’a czy Jorgena Stranda Larsena.
W minionym letnim okienku transferowym Wolves straciło Matheusa Cunhę oraz Rayana Ait-Nouriego, dwóch najlepszych graczy zespołu w poprzednim sezonie. Brazylijczyk był nawet być może piłkarzem, który najbardziej uzależniał od siebie grę drużyny w całej Premier League. Cunha stał się centralną postacią gry Wilków nie tylko w fazie finalizacji ataku, ale również na jej wcześniejszych etapach, gdy cofał się głęboko po piłkę, aby przenieść atak wyżej. Jak ogromny wpływ na Wolves miał Matheus Cunha niech wskażą liczby. Drużyna straciła piłkarza, który w poprzednim sezonie (statystyki na tle zespołu):
- Oddał najwięcej strzałów
- Oddał najwięcej strzałów celnych
- Miał drugi najwyższy współczynnik goli oczekiwanych (xG)
- Wykreował najwięcej szans
- Zanotował najwięcej podań w pole karne
- Był drugi w liczbie podań progresywnych
- Do niego była kieorwana druga najwyższa liczba podań progresywnych
- Miał najwięcej kontaktów z piłką w polu karnym przeciwnika i w tercji ataku
- Był drugim zawodnikiem w liczbie udanych dryblingów
- Przewodził w liczbie progresywnych rajdów z piłką, a także wprowadzeń piłki w tercję ataku i pole karne
W zespole Vitora Pereiry powstała ogromna dziura, której nie dało się w całości zasypać.
Kolejnym ciosem dla Wolverhampton bylo odejście Rayana Ait-Nouriego
Algierczyk występował na lewym wahadle, ale również miał bardzo duży wpływ na działania ofensywne zespołu. Poprzedni sezon zakończył z siedmioma asystami, co było najlepszym wynikiem w zespole, a ponadto dołożył cztery gole. W klubowej klasyfikacji kanadyjskiej w Premier League wyprzedzali go jedynie Matheus Cunha oraz Jorgen Strand Larsen. Sumując dokonania dwóch graczy, którzy odeszli z zespołu liczby dla Wolves są brutalne. Stracili 19 z 53 goli, które strzelili w poprzednim sezonie ligowym oraz 13 z 42 asyst, a także dwóch zawodników najczęściej wygrywających dryblingi oraz kreujących okazje.
Transfery bez doświadczenia w Premier League
Mając środki ze sprzedaży zawodników Wolverhampton nie próżnowało na rynku transferowym i zainwestowało próbując odpowiednio uzupełnić kadrę. To się jednak nie do końca udało. Na Molineux przyjęli strategię, aby szukać piłkarzy niemal wszędzie… poza Anglią. Sprowadzali zawodników, dla których gra w Premier League jest nowością, a wiemy, że adaptacja do wymagań najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii wymaga czasu i nie każdy potrafi dostosować się do tempa tej ligi. W lecie każdy zawodnik sprowadzony przez Wolves musiał przechodzić aklimatyzację życia w Anglii. Tolu Arokodare został sprowadzony z belgijskiego Genku. Jason Tchatchoua z włoskiego Hellasu Verona. Fer Lopez i Ladislav Krejci występowali w La Liga (odpowiednio w Celcie Vigo i Gironie). David Moller Wolfe przyszedł z holenderskiego AZ Alkmaar, a Jhon Arias po dobrych występach na Klubowych Mistrzostwach Świata na Wyspy trafił z brazylijskiego Fluminense.
Dopiero w zimowym okienku postawili na bardziej lokalne rozwiązania. Z Southampton wykupili Adama Armstronga, a kolejnego Anglika w postaci Angela Gomesa sprowadzili z Marsylii. To jednak tylko dwóch z czterech przedstawicieli tego kraju, którzy zagrali dla Wolves w tym sezonie Premier League. Model polityki transferowej oparty na ściąganiu wielu piłkarzy z zagranicy funkcjonuje w Wolves już od dawna. Ostatnim graczem sprowadzonym z innego klubu Premier League jest bramkarz Sam Johnstone przed dwoma sezonami, a także pomocnik Tommy Doyle z Manchesteru City, który obecnie przebywa na wypożyczeniu w Birmingham City. Aby znaleźć piłkarza z pola, z przeszłością w Premier League, odgrywającego ważną rolę w Wolves, musimy cofnąć się do zimy 2023 roku i transferu Mario Leminy. Wprawdzie Gabończyk przychodził z Nicei, ale na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Anglii został już zweryfikowany w Southampton.
Taka polityka transferowa to jeden z czynników, który doprowadził Wolverhampton do Championship
Choć obecna edycja Ligi Mistrzów nie potwierdza wyższości czołowych zespołów Premier League nad resztą Europy, tak skład półfinalistów pozostałych europejskich rozgrywek już bardziej. Oprócz Aston Villi w półfinale Ligi Europy jest także Nottingham Forest, które walczy o utrzymanie w Premier League, a w Lidze Konferencji ciągle w grze jest Crystal Palace, zajmujące obecnie 13. miejsce w tabeli. Opta Power Ranking sugeruje, że drużyny znajdujące się blisko strefy spadkowej w Premier League (West Ham, Nottingham Forest, Leeds) są na podobnym poziomie do zespołów walczących o europejskie puchary w pozostałych czterech czołowych ligach europejskich. Można więc sporządzić wniosek, że jeśli politykę transferową opierasz na sprowadzaniu piłkarzy z innych lig to musisz celować w solidnych graczy z klubów w okolicach strefy europejskich pucharów.
W Wolves nie dość, że nie każdy transfer spełniał takie wymagania to dodatkowo nie obudowali nowych graczy zawodnikami z doświadczeniem w Premier League. Z jedenastu piłkarzy z największą liczbą rozegranych minut w tym sezonie ligowym tylko dwóch uzbierało w Premier League ponad 100 występów (Jose Sa i Joao Gomes). Dla pięciu zawodników – a więc prawie polowy – byl to natomiast debiutancki sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii lub pierwszy, w którym grają regularnie. Wolverhampton zbudowało drużynę, która zwyczajnie nie była gotowa na rywalizację w Premier League.
