To już ten moment sezonu. Umierający śmiercią naturalną sezon zasadniczy został w końcu zastąpiony przez fascynujące play-offy. Jakie wyniki padły do tej pory? Kto został MVP pierwszych trzech dni play-offów NBA? Odpowiedzi przedstawię w tym artykule.
KONFERENCJA WSCHODNIA
W sobotę New York Knicks pokonali na swoim boisku Atlantę Hawks 113:102. Do przerwy wynik był niemal remisowy, ale po zmianie stron drużyna z Nowego Jorku wypracowała sobie przewagę, którą utrzymała do końca. Zgodnie z przewidywaniami Knicks do zwycięstwa poprowadzili Jalen Brunson oraz Karl-Anthony Towns. Na boisku nie zameldował się niestety Jeremy Sochan. Bez większych problemów zwycięstwo odnieśli również Cleveland Cavaliers, którzy pokonali Toronto Raptors 126:113. Genialny był Donovan Mitchell, którego wspomogli przede wszystkim James Harden oraz Max Strus.
W niedzielę Celtics roznieśli u siebie 76ers 123:91. Świetnie zagrali Jaylen Brown oraz Jayson Tatum, po którym absolutnie nie widać niedawno zerwanego Achillesa. Dobrze zaprezentował się też Tyrese Maxey, ale nie otrzymał wsparcia od kolegów z drużyny. Jeśli Joel Embiid szybko nie wróci, Boston może potraktować tę serię jako rozgrzewkę przed półfinałami konferencji. Do największej niespodzianki doszło dziś w nocy, ponieważ najlepsza drużyna Wschodu w sezonie zasadniczym, Detroit Pistons, przegrała u siebie z Orlando Magic 101:112. Cade Cunningham dwoił się i troił, rzucił 39 punktów, ale w końcu zdrowi Magic nie dali wyrwać sobie zwycięstwa. Kluczowi zawodnicy Orlando wyleczyli się na najważniejszy moment sezonu i mogą rzucić Pistons naprawdę poważne wyzwanie. Żeby tak się nie stało, obudzić musi się Jalen Duren, który dziś zagrał zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Czy Pistons powinni się obawiać? Nie popadałbym w panikę po jednym spotkaniu. Nadal są o wiele lepszą drużyną, co nie zmienia faktu, że trafili na najmocniejszą możliwą wersję Magic i wyeliminowanie ich będzie o wiele trudniejsze, niż mogło się wydawać.
KONFERENCJA ZACHODNIA
Rywalizację na Zachodzie rozpoczęliśmy w Denver, gdzie Nuggets ograli Timberwolves 116:105. Do zwycięstwa mistrzów NBA sprzed trzech lat poprowadzili ich dwaj najlepsi zawodnicy, Jamal Murray oraz Nikola Jokić. Jeśli chodzi o Timberwolves, najlepiej zaprezentował się Anthony Edwards, po którym jednak wciąż widać, że nie jest w najwyższej możliwej dyspozycji. Ale to wciąż Anthony Edwards, więc jeszcze nie skreślałbym zeszłorocznych finalistów konferencji.
Kilka godzin później doszło, jak do tej pory, do jedynej niespodzianki na Zachodzie. Los Angeles Lakers pokonali we własnej hali Houston Rockets, pomimo braku Luki Dončicia oraz Austina Reavesa. Drużyna z Houston zagrała fatalny mecz pod względem skuteczności, na co duży wpływ miała nieobecność Kevina Duranta. Lakers do zwycięstwa poprowadzili piekielnie skuteczny Luke Kennard, Deandre Ayton oraz LeBron James. Tak, ten 41-letni LeBron James. Pomimo naprawdę przekonującego zwycięstwa Lakers, Rockets powinni poradzić sobie z drużyną JJ Redicka. O ile LeBron może utrzymać się na tym poziomie, o tyle trudno wyobrazić to sobie u reszty drużyny.
Wczoraj do boju przystąpiły dwie najlepsze drużyny konferencji: Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs. Pierwsi zagrali OKC, którzy nie dali żadnych szans Phoenix Suns. Głębia składu, genialna obrona i koncentracja na najwyższym poziomie pozwoliły na zwycięstwo 119:84. Mistrzów NBA do wygranej poprowadził oczywiście Shai Gilgeous-Alexander, który rzucił 25 punktów w 29 minut. Ze strony Suns najlepszy był Devin Booker, autor 22 punktów. Phoenix naprawdę zasługuje na docenienie po sezonie, w którym w końcu zagrali powyżej, a nie poniżej oczekiwań. Nie zmienia to jednak faktu, że wygranie choćby jednego meczu z Thunder byłoby prawdziwym cudem.
Ostatni mecz to spotkanie Portland Trail Blazers z San Antonio Spurs, którzy wracają do play-offów po siedmiu latach posuchy. I wracają w wielkim stylu, ponieważ wygrali to spotkanie 111:98. Najlepszy na parkiecie był oczywiście Victor Wembanyama, do którego zaraz wrócimy, ale świetny mecz rozegrał również Deni Avdija, zdobywca 30 punktów.
Dla Spurs nie był to łatwy mecz. Większość zawodników debiutowała w play-offach, a w trzeciej kwarcie Blazers doskoczyli do nich na dwa punkty. Mimo wszystko Spurs mają swoje pierwsze zwycięstwo i ogromne szanse na awans do kolejnej rundy. A tam na pewno będzie czekał o wiele cięższy przeciwnik.
MVP
Jeśli masz 22 lata i rzucasz 35 punktów w play-offach, to znaczy, że jesteś naprawdę dobry. Ale jeśli robisz to w debiucie, przy okazji bijąc rekord punktowy w play-offowym debiucie swojej organizacji, który wcześniej należał do Tima Duncana, to znaczy, że jesteś wyjątkowy. MVP pierwszej kolejki zostaje, bo po prostu musi zostać, Victor Wembanyama. Zwycięstwo w swoim pierwszym meczu play-offów, pierwsze zwycięstwo organizacji w play-offach od siedmiu lat, a do tego 35 punktów, 5 zbiórek, asysta oraz 2 bloki.
Wemby był dziś dla Spurs absolutnie wszystkim, trafiając trudne rzuty, kończąc alley-oopy, a nawet blokując rzut bez skakania. Francuz był dziś dla Spurs alfą i omegą, czego nie da się nie docenić. 22-latek to bezsprzecznie największy talent ligi i jej przyszłość. Tyle że ta „przyszłość” dzieje się już teraz.
A jak daleko zaprowadzi to pięciokrotnych mistrzów NBA? Odpowiedź na to pytanie poznamy w ciągu następnych dwóch miesięcy.
