Cherki poprowadzi Man City do mistrzostwa Anglii? 5 wniosków po 32. kolejce Premier League

Po bardzo długiej, 3-tygodniowej przerwie spowodowanej zgrupowaniem reprezentacji oraz ćwierćfinałami Pucharu Anglii, wróciły rozgrywki Premier League. Budowanie piłkarzy przez Nuno Espirito Santo, skrzydłą Liverpoolu, debiut Roberto De Zerbiego, powrót do łask Cherkiego oraz najważniejsza zasada w Manchesterze United. Oto tematy, które omawiamy po 32. kolejce Premier League.

Nuno Espirito Santo buduje piłkarzy, co wzmacnia West Ham w walce o utrzymanie w Premier League

West Ham w poprzedni weekend stracił szansę na zdobycie Pucharu Anglii, natomiast głównym celem jest utrzymanie w Premier League, a wygrywając u siebie z ostatnim w tabeli Wolves (4:0) zrobili duży krok w tym kierunku. Nuno Espirito Santo nie tylko poukładał West Ham od strony taktycznej, zdołał zorganizować defensywę i wyciągnąć potencjał, jaki mają z przodu, ale także zbudował niektórych piłkarzy, co również przekłada się na zdobywanie ligowych punktów.

REKLAMA

W ostatnich tygodniach fantastycznie gra Konstantinos Mavropanos. Odkąd trafił do West Hamu niczym szczególnym się nie wyróżnił i nie udowodnił, że zasługuje, aby grać na poziomie Premier League, tymczasem na kluczowym etapie sezonu, pod presją walki o utrzymanie, wyrósł na lidera defensywy, który bez problemu wygrywa pojedynki, a ponadto jest bardzo groźny w ofensywie przy stałych fragmentach gry. Taty Castellanos po transferze do West Hamu dotychczas nie zachwycał, a przeciwko Wolves zdobył dwie bramki. Matheus Fernandes stał się liderem środka pola i – gdyby Młoty spadły z ligi – nie wyobrażamy sobie, aby został na poziomie Championship. Crysencio Summerville pod wodzą nowego trenera też zrobił krok do przodu i stał się bardziej produktywny pod polem karnym przeciwnika. Rozwijanie piłkarzy cechuje dobrego trenera i Nuno Espirito Santo pracą w West Hamie potwierdza, że zna się na swojej robocie.

Liverpool ma jednak potencjał na skrzydłach

Liverpool latem stracił lewoskrzydłowego (Luisa Diaza) oraz podstawowego prawego obrońcę (Trenta Alexandra-Arnolda). Ponadto prawoskrzydłowy (Mo Salah) oraz inny lewoskrzydłowy (Cody Gakpo) znajdują się w znacznie gorszej formie niż przed rokiem. W efekcie skrzydła Liverpoolu w obecnym sezonie są o wiele mniej groźne niż w poprzednich rozgrywkach (inny czynnik to liczne kontuzje). Arne Slot próbował nawet systemu bez typowych skrzydłowych, z dwoma napastnikami, czwórką pomocników grających blisko centrum oraz bocznymi obrońcami zapewniającymi szerokość. Mecz z Fulham (2:0) pokazał jednak, że skrzydła moga być produktywne.

Prawą stronę stworzyli Mohamed Salah oraz Jeremie Frimpong, którzy dobrze się uzupełniali. Salah otrzymywał dużo podań, a Frimpong szukał wbiegnięć za linię obrony i Egipcjanin potrafił zagrać mu w tempo. Gdy Holender schodził z boiska mniej kontaktów z piłką od niego mieli tylko Mamardashvili i Ngumoha, a więcej dotknięć futbolówki w polu karnym – Salah, Wirtz i Ngumoha. To była współpraca na jaką zaraz po transferze byłego gracza Bayeru liczyli kibice (szkoda, że dopiero w kwietniu). Na lewej stronie dynamikę wnosił Andy Robertson, natomiast więcej było akcji indywidualnych ze strony 17-letniego Rio Ngumohy, który ma umiejętność wygrywania pojedynków, łatwość wprowadzania piłki w pole karne, a ponadto dołożył gola w stylu klasowych skrzydłowych. Czyżby Arne Slot znalazł właściwy przepis na obsadę skrzydeł?

Filozofia Roberto De Zerbiego nie pasuje do Tottenhamu

Główne obawy w kontekście zatrudnienia Roberto De Zerbiego w Tottenhamie dotyczyły profilu trenerskiego Włocha. Po pierwsze, nie jest on szkoleniowcem „strażakiem”, a mimo że podpisał 5-letni kontrakt to jego pierwszą, najważniejszą misją jest utrzymanie Tottenhamu w Premier League. Po drugie – czy znajdzie odpowiednich wykonawców do swojej filozofii? Porażka z Sunderlandem (0:1) w debiucie De Zerbiego nie dała żadnych argumentów, aby te wątpliwości rozwiać, natomiast jedynie potwierdziła obawy, które mogli mieć kibice.

Zespoły De Zerbiego mają bardzo charakterystyczny sposób gry, natomiast w niedzielne popołudnie Tottenham w najmniejszym stopniu nie przypominał drużyn grających według filozofii Włocha. Mimo że od 61. minuty musieli gonić wynik to utrzymywali się przy piłce tylko przez 48% czasu. Nie było typowych dla „Dezerbismo” szybkich ataków po wciągnięciu rywali do pressingu i wykorzystaniu wolnych przestrzeni. W taktyce nowego szkoleniowca Spurs kluczowi są pomocnicy, którzy dobrze operują piłką pod pressingiem i pomagają w mijaniu formacji rywala podaniem, a Tottenhamowi takich graczy brakuje. Na Stadium of Light zawodnikiem najbardziej odpowiadającym wymaganiom De Zerbiego był grający dla Sunderlandu Granit Xhaka. 46-latek podjął się więc bardzo trudnej misji. Przejął zespół w kryzysie, rozbity mentalnie i ponadto nie posiadający odpowiednich wykonawców do jego modelu gry.

Rayan Cherki gra częściej, więc Manchester City gra lepiej

Około miesiąc temu, przedstawiając wnioski z 29. kolejki Premier League, pisaliśmy, że Pep Guardiola nie wykorzystuje potencjału Rayana Cherkiego. Wówczas Manchester City stracił punkty z West Hamem, a Francuz trzeci kolejny mecz rozpoczął jako rezerwowy. Od tego czasu Obywatele rozegrali cztery spotkania i w każdym z nich Cherki znalazł się w wyjściowym składzie. Jego bilans to trzy asysty i żadnej bramki, ale twarde liczby nie oddają wpływu jaki ten zawodnik ma na cały zespół w fazie posiadania piłki oraz kreowania sytuacji. Finał Carabao Cup przeciwko Arsenalowi zakończył bez żadnego udziału przy bramce, ale był jednym z najlepszych na placu gry.

W niedzielnym meczu z Chelsea (3:0), Manchester City rozegrał dwie różne połowy. W pierwszej utrzymywał piłkę w tercji ataku, wchodził w pole karne, ale nie kreował wielu sytuacji (oddał tylko 5 strzałów). Po zmianie stron wystarczyły 23 minuty, aby zdobyć trzy gole. Różnica? Wpływ Cherkiego na zespół. W pierwszej połowie czterech graczy zanotowało więcej kontaktów z piłką od niego. Na drugą połowę reprezentant Francji otrzymał więcej swobody, zaczął być ciągle pod grą i w okresie od rozpoczęcia drugiej części do zdobycia gola na 2:0 (57. minuta) Cherki zanotował najwięcej kontaktów z piłką i wypracował dwa trafienia notując przy obu asystę. Francuz złapał kierownicę i dotychczas nieźle broniąca Chelsea skapitulowała. Mając tak utalentowanego piłkarza warto stworzyć system, w którym jest dla niego miejsce i to się w ostatnich tygodniach Guardioli udało. To pomogło Man City zdobyć Puchar Ligi, a teraz mocniej naciskać na Arsenal w walce o mistrzostwo Anglii.

Jeśli Manchester United chce być produktywny w ofensywie to musi mieć Bruno Fernandesa pod grą

Przebieg meczu Manchesteru United z Leeds na Old Trafford był jednym z najdziwniejszych w tym sezonie Premier League, ponieważ zaprzeczył prawom logiki. Popatrzmy w najważniejsze statystyki (za Whoscored):

REKLAMA

Gdy oba zespoły grały po jedenastu, czyli do 56. minuty (z lewej strony Man United, z prawej Leeds):

  • Gole: 0-2
  • Strzały: 9-10
  • Strzały celne: 3-5
  • Strzały z pola karnego: 5-9
  • Kontakty z piłką w polu karnym: 10-19

Gdy Manchester United grał jednego zawodnika mniej, czyli po 56. minucie:

  • Gole: 1-0
  • Strzały: 11-5
  • Strzały celne: 6-1
  • Strzały z pola karnego: 10-2
  • Kontakty z piłką w polu karnym: 23-13

Dlaczego Manchester United zaczął tworzyć więcej sytuacji po otrzymaniu czerwonej kartki przez Lisandro Martineza? Michael Carrick nie zdecydował się na wprowadzenie z ławki środkowego obrońcy, a przesunął na tą pozycję Casemiro, który później zamienił się rolami z innym pomocnikiem, Mannuelem Ugarte. Lukę w środku pola wypełniał więc schodzący głębiej po piłkę Bruno Fernandes. Portugalczyk do tego momentu był odcięty od gry i nie dostawał wielu podań. Do 56. minuty siedmiu zawodników miało więcej kontaktów z piłką od Bruno Fernandesa. Po czerwonej kartce to już Bruno najczęściej dotykał futbolówki, a to przełożyło się na większe zagrożenie pod bramką przeciwnika. Michael Carrick z tego meczu musi wyciągnąć prosty wniosek. Jeśli ofensywa Manchesteru United ma dobrze funkcjonować to Bruno Fernandes musi otrzymywać jak najwięcej podań. Najlepiej dostarczać mu piłkę w ostatnią tercję boiska, ale jeśli to się nie udaje, trzeba cofnąć Portugalczyka niżej.

Co jeszcze wydarzyło się w 32. kolejce Premier League?

  • Po odpadnięciu z dwóch krajowych pucharów Arsenal przegrał także w lidze, na Emirates Stadium z Bournemouth (1:2). To dla zespołu Mikela Artety trzecia porażka w czterech ostatnich meczach.
  • Brighton nadal jest na fali. Wyjazdowe zwycięstwo z Burnley (2:0) może nie jest imponujące, ale pięć zwycięstw w sześciu ostatnich meczach – już tak.
  • Brentford na własnym obiekcie zremisowało z Evertonem (2:2) i oba zespoły wciąż utrzymują się w wyścigu o kwalifikację do europejskich pucharów.
  • Nottingham Forest zdobyło cenny punkt w walce o utrzymanie remisując u siebie z Aston Villą, dzięki czemu odskoczyli od strefy spadkowej na trzy „oczka”.
  • Newcastle przegrało na wyjeździe z Crystal Palace (1:2) i to chyba koniec nadziei dla zespołu Eddiego Howe’a na udział w europejskich pucharach w następnym sezonie.
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,127FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ