Barcelona stworzyła fantastyczne widowisko. Na przestrzeni całego dwumeczu śmiało można powiedzieć, że przez większość czasu byli lepszym zespołem, ale rywale lepiej wykorzystali swoje momenty sprzyjające i wiedzieli jak uderzyć w czułe punkty piłkarzy z Katalonii. Choć zespół Hansiego Flicka zachwycał efektownym futbolem, potrafił tworzyć piękne akcje to finalnie musiał pożegnąć się z Champions League. Ten opis pasuje zarówno do ćwierćfinału z Atletico, jak i półfinału z Interem sprzed roku. Barcelona drugi rok z rzędu odpada z Ligi Mistrzów w ten sam sposób. Czy to oznacza, że nie uczy się na błędach?
Barcelona jest bezkompromisowa
Te dwie rywalizacje to nie jedyne przykłady, gdy zespoły Hansiego Flicka (nawet nie sama Barcelona) zapłaciły wysoką cenę za ultra-ofensywny sposób gry z bardzo wysoko ustawioną linią obrony. Niemiecki szkoleniowiec nie idzie na kompromisy. Ma swoją filozofię i trzyma jej się w każdym spotkaniu, niezależnie od tego z kim przychodzi im się mierzyć. Przegrany dwumecz z Interem nie zapalił u trenera lampki ostrzegawczej, że są momenty, w których warto wcisnąć hamulec. Niemniej jednak, takie myślenie trenera można zrozumieć. W pierwszym sezonie pracy w stolicy Katalonii zespół pod jego wodzą zdobył trzy krajowe trofea – mistrzostwo, puchar oraz superpuchar Hiszpanii, a dosłownie minuty dzieliły Blaugranę od awansu do finału Ligi Mistrzów. W obecnym sezonie wprawdzie odpadli z Copa del Rey na etapie półfinału, ale po raz kolejny wygrali Superpuchar Hiszpanii i są o krok od obronienia tytułu mistrza kraju, poprawiając dość wyraźnie średnią punktową (z 2,32 na 2,55 pkt/mecz).
Hansi Flick ma więc powody, aby sądzić, że przy takim sposobie gry z każdym rywalem są w stanie zdobyć jedną bramkę więcej. Niewykluczone, ze takie podejście w końcu przyniesie im triumf w Lidze Mistrzów, natomiast faza pucharowa tych rozgrywek z reguły premiuje zespoły najbardziej wszechstronne. Drużyny, które potrafią atakować pozycyjnie, grać z kontrataku, zabezpieczać fazy przejściowe, bronić zarówno w wysokim pressingu, jak i obronie niskiej oraz dostosować się do przeciwnika. Barcelona ma natomiast widoczne słabe punkty (głównie gra bez piłki oraz brak dopasowania strategii do przeciwnika), które silniejsi rywale w dość prosty sposób potrafią wykorzystać. Hansi Flick stworzył kapitalną ofensywę i w sezonie ligowym, na dystansie 38 kolejek, taki styl gry przynosi bardzo dobre efekty, ale w rywalizacjach pucharowych z mocniejszymi przeciwnikami potrzebujesz też czasami pokazać „brzydką twarz”. Zagrać pragmatycznie, zneutralizować atuty przeciwnika, „zabić” mecz odpowiednio zarządzając tempem spotkania.
Wysoko ustawiona linia obrony
Najbardziej radykalnym elementem filozofii Hansiego Flicka jest bardzo wysoko ustawiona linia obrony. Defensorzy Barcelony są zmuszeni do gry w ekstremalnie trudnych warunkach, aby ciągle kontrolować przestrzeń za linią obrony. Sposób bronienia Barcelony oczywiście może być skuteczny, natomiast wymaga do tego bardzo dobrej organizacji gry całego zespołu oraz intensywności w pressingu. Najbardziej podatna na zagrania za plecy obrońców Duma Katalonii jest wówczas, gdy brakuje odpowiedniej presji na zawodnika z piłką, a ten ma czas, aby rzucić podanie na wolną przestrzeń. Hansi Flick wymaga od swoich obrońców skracania pola gry i łapania rywali w pułapkę ofsajdową (nawet gdy reszta zespołu nie zakłada aktywnego pressingu), a za zabezpieczane przestrzeni za linią obrony odpowiedzialny jest także bramkarz, który musi aktywnie grać na przedpolu. Według statystyk Opty żaden zespół nie spędził więcej czasu w wysokim pressingu (51%) oraz mniej w niskim bloku (8%) w obecnej edycji Champions League.
Taki sposób bronienia jest jednak bardzo ryzykowny i trudny do wypracowania, a dla rywali dość prosty do wykorzystania na swoją korzyść. W pierwszym meczu na Camp Nou Atletico „zdobyło” czerwoną kartkę dla Pau Cubarsiego po zagraniu z głębi pola za wysoko ustawioną linię obrony do Guliano Simeone, a z wywalczonego rzutu wolnego strzelili bramkę. W rewanżu strzelili bramkę również po zagraniu na wolne pole za plecy obrońców, którzy byli daleko od bramki wykorzystując wbiegnięcie z głębi pola Marcosa Llorente prawym skrzydłem (tego typu bramkę Barca traci bardzo często). Od 79. minuty Barcelona znów musiała grać w dziesiątkę otrzymując czerwoną kartkę za faul na zawodniku wychodzącym sam na sam. Tym razem defensywie uciekł Sorloth, a nieprzepisowo zatrzymał go Eric Garcia, za co Hiszpan obejrzał czerwoną kartkę.
Hansi Flick potrzebuje wsparcia?
W tym kontekście krytyka Hansiego Flicka jest uzasadniona. Albert Einstein powiedział kiedyś, że szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów, a sposób bronienia Barcelony z silniejszymi przeciwnikami zbyt często nie działa. Niemniej jednak, obrońcy niemieckiego szkoleniowca mogą odbić piłeczkę argumentem, iż Barcelona prawdopodobnie nie strzelałaby tylu bramek i nie tworzyła tylu sytuacji (bo w tym sezonie często mają problem ze skutecznością), gdyby nie grali tak ryzykownie.
Hansi Flick pierwszym sezonem pracy w Barcelonie dał przełożonym wiele argumentów, aby obdarzyć go kredytem zaufania. Zarazem pokazał jednak, że jest trenerem bardzo mocno przywiązanym do swojej filozofii, który nie zamierza się zmieniać. Dla zarządu powinien być to sygnał, że braki w systemie gry zespołu należy przykryć indywidualną jakością zawodników. Mówiąc prościej – wesprzeć trenera sprowadzeniem klasowego środkowego obrońcy, który ma predyspozycje do gry w bardzo wysoko ustawionej linii obrony.
Barcelona na środku obrony jest jednak jeszcze gorzej obsadzona niż w poprzednim sezonie. W ubiegłych rozgrywkach Hansi Flick znalazł lidera defensywy w postaci Inigo Martineza, który mimo wieku (33 lata) dzięki inteligencji w ustawieniu szybko nauczył się funkcjonować w tak ryzykownym modelu bronienia. W letnm okienku transferowym Hiszpan odszedł jednak do Arabii Saudyjskiej, a w jego miejsce nie sprowadzono nikogo. Hansi Flick został więc z Pau Cubarsim, Erikiem Garcią oraz Ronaldem Araujo wśród opcji do wyboru na pozycji stopera. Potrzeba jest matką wynalazków, więc niemiecki szkoleniowiec stworzył środkowego obrońcę z Gerarda Martina. Wcześniej dość przeciętny lewy obrońca stał się stoperem grającym na naprawdę wysokim poziomie, ale dla Blaugrany to i tak było za mało, aby mocniej zaznaczyć swoją obecność w Lidze Mistrzów.
Barcelona latem zadbała o wzmocnienie defensywy, tego nie można jej odmówić
W letnim okienku transferowym ściągnęli Joana Garcię, który swoimi interwencjami ma duży wpływ na tak dobrą pozycję Barcelony w rozgrywkach La Liga. Niemniej jednak, przy modelu gry Hansiego Flicka kluczowe jest posiadanie obrońców, którzy będą radzić sobie z bronieniem na tak dużych przestrzeniach. To już trzecia kolejna edycja Ligi Mistrzów, gdy antybohaterami Barcelony w przegranym dwumeczu są środkowi obrońcy. Jeszcze pod wodzą Xaviego Ronald Araujo otrzymał czerwoną kartkę przeciwko PSG. Rok temu Urugwajczyk zawinił przy dwóch ostatnich golach Interu (na wagę dogrywki, a potem awansu), a teraz Pau Cubarsi oraz Eric Garcia osłabili zespół czerwoną kartką.
Potrzeba wzmocnienia tej pozycji klarowała się już od dłuższego czasu. Oczywiście, klub znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a Joan Laporta kombinuje jak tylko się da, aby być w stanie zarejestrować nowych piłkarzy, natomiast w ostatnich okienkach dokonali dwóch dużych transferów (Vitor Roque i Dani Olmo), przy których można postawić tezę, że te środki można bylo zainwestować inaczej biorąc pod uwagę sytuację kadrową zespołu. W Barcelonie więc nie tylko trener nie wyciągnął wniosków z poprzedniej edycji Ligi Mistrzów i porażki z Interem. Nie zrobił tego również zarząd klubu.
