25 lutego 2023 roku Dominik Holec rozegrał swój pierwszy i zarazem ostatni ligowy mecz w barwach Lecha Poznań. Kolejorz przegrał wtedy ze Śląskiem Wrocław 1:2, a słowacki bramkarz nie zdołał wywalczyć sobie mocniejszej pozycji w zespole. Rywalizację o miejsce w składzie wygrał Filip Bednarek, a wypożyczenie ze Sparty Praga zakończyło się dokładnie tak, jak wielu się spodziewało — bez większej historii i bez dalszego ciągu. Teraz Holec wraca jednak do Ekstraklasy. Tym razem podpisał kontrakt z Piastem Gliwice, obowiązujący do końca sezonu.
Dla 31-letniego golkipera będzie to już trzecie podejście do polskiej ligi. I chyba właśnie dlatego ten ruch może budzić zainteresowanie. Nie mówimy przecież o bramkarzu anonimowym ani przypadkowym. Holec ma za sobą lata gry w Czechach i na Słowacji, występy w Sparcie Praga, epizody w europejskich pucharach, a także całkiem przyzwoity okres w Rakowie Częstochowa. To nie jest transfer, który ma robić wielki szum. To raczej ruch z kategorii tych praktycznych, robionych po coś.
W Polsce kibice mogą kojarzyć go przede wszystkim z pobytu pod Jasną Górą. W sezonie 2020/21 Holec rozegrał dla Rakowa szesnaście ligowych meczów i zanotował osiem czystych kont. Jak na piłkarza, który nie był wokół siebie budowany medialnie, zostawił po sobie naprawdę niezłe wrażenie. Co ważne, był też częścią drużyny, która sięgnęła po Puchar Polski. Bronił w ćwierćfinale, półfinale i finale.
Znacznie gorzej wyglądał jego pobyt w Lechu Poznań. Tam wszystko skończyło się właściwie, zanim na dobre się zaczęło. Jeden ligowy mecz, przegrana ze Śląskiem, utracona szansa i szybki koniec tematu. Trudno jednak na podstawie tego epizodu wyciągać daleko idące wnioski. To był raczej nieudany moment niż dowód na to, że Holec nie nadaje się do gry w Ekstraklasie. Zwłaszcza że wcześniej i później jego kariera wyglądała znacznie solidniej.
Ostatnie dwa lata spędził w Baniku Ostrawa. Jeszcze jesienią był tam podstawowym bramkarzem i regularnie wychodził w pierwszym składzie. Grał też w kwalifikacjach do europejskich pucharów, więc wciąż funkcjonował na całkiem przyzwoitym poziomie. Problem pojawił się później, bo wiosną wypadł z kadry meczowej i jego sytuacja wyraźnie się pogorszyła. W takich okolicznościach rozstanie z czeskim klubem wydawało się naturalne, a powrót do Polski stał się dla niego szansą na szybki reset.
Z perspektywy Piasta Gliwice ten transfer również wydaje się dość logiczny
František Plach z powodu kontuzji nie będzie do dyspozycji do końca sezonu, więc klub potrzebował kogoś, kto nie będzie uczył się ligi od zera i nie spanikuje po pierwszym trudniejszym meczu. Holec pasuje do tego profilu. Zna realia Ekstraklasy, ma doświadczenie, a przy tym nie jest nazwiskiem, za które trzeba byłoby przepłacać. To nie transfer przyszłościowy ani ruch, na którym buduje się projekt na kilka lat. To raczej konkretna odpowiedź na konkretny problem. W tej historii jest też ciekawy detal. Holec ma na koncie jeden występ w reprezentacji Słowacji — zagrał 29 marca 2022 roku w meczu towarzyskim z Finlandią. W przerwie zmienił go wtedy František Plach. Ten sam Plach, którego teraz będzie musiał zastąpić w Piaście.
Nie ma sensu robić z tego transferu większej sprawy, niż jest w rzeczywistości. Piast nie sprowadził gwiazdy ligi ani bramkarza, który nagle zmieni układ sił w Ekstraklasie. Sprowadził natomiast zawodnika ogranego, rozsądnego i prawdopodobnie wystarczająco pewnego, by dociągnąć sezon bez większych wpadek. Tylko tyle i aż tyle.
