Brighton zasłużenie ograło Liverpool. Welbeck zrobił różnicę

Brighton pokonało Liverpool 2:1 i trudno uznać ten wynik za przypadkowy. Choć w pierwszej połowie mecz był dość wyrównany, po przerwie gospodarze wyraźnie przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku i w drugiej części spotkania prezentowali się po prostu lepiej. Zespół Fabiana Hürzelera imponował nie tylko organizacją gry, ale też podejściem mentalnym po zdobyciu decydującej bramki.

Po golu na 2:1 Brighton nie cofnęło się głęboko pod własne pole karne i nie próbowało kurczowo bronić prowadzenia w niskim bloku. Wręcz przeciwnie — gospodarze dalej chcieli utrzymywać grę jak najdalej od swojej bramki, a Liverpool miał duży problem z narzuceniem presji w końcówce. Po stracie drugiego gola drużyna Arne Slota oddała zaledwie cztery strzały. Można odnieść wrażenie, że na intensywności gości odbił się środowy mecz z Galatasaray, bo po zmianie stron wyglądali wyraźnie gorzej pod względem fizycznym i tempa gry.

REKLAMA

Kluczowym elementem sukcesu Brighton był bardzo dobrze funkcjonujący wysoki pressing. Zespół Hürzelera nie pozwolił Liverpoolowi na wejście w rytm i przejęcie kontroli nad spotkaniem. Przy takiej liczbie zawodników dobrze czujących się w grze piłką — jak Gravenberch, Szoboszlai, Mac Allister, Jones czy Wirtz — odcięcie rywala od komfortowego rozegrania było absolutnie kluczowe. Brighton słusznie założyło, że najlepiej naciskać jeszcze zanim piłka dotrze do drugiej linii, bo ani bramkarz, którym tym razem był Mamardaszwili zamiast Alissona, ani większość formacji defensywnej Liverpoolu — z wyjątkiem van Dijka — nie daje aż takiej jakości w rozegraniu pod presją.

Arne Slot postawił na kontynuację systemu, który przyniósł jego drużynie wiele korzyści w meczu z Galatasaray, ale tym razem zabrakło mu dwóch bardzo ważnych elementów ofensywy. Salah nie znalazł się w kadrze meczowej z powodu urazu, a Ekitike opuścił boisko już na początku spotkania. To istotne o tyle, że właśnie ta dwójka pełniła wcześniej kluczową rolę w ataku pozycyjnym, odpowiadając za grę bliżej ostatniej linii rywala. Tym razem te zadania mieli realizować Cody Gakpo i Florian Wirtz, ale szczególnie po Niemcu było widać, że naturalnie ciągnie go głębiej. Brakowało wejść za linię obrony i ruchu, który mógłby rozciągać defensywę Brighton.

Te absencje i zmiany personalne mocno odbiły się na jakości ofensywnej gry Liverpoolu. Cody Gakpo rozegrał kolejny słaby mecz. Był mało aktywny, nie dawał odpowiedniej jakości w pojedynkach, dryblingach czy decyzjach podejmowanych w ostatniej tercji boiska. Nie miał też wystarczającego wsparcia pod polem karnym, przez co akcje ofensywne gości często gasły, zanim na dobre się rozwinęły. W zasadzie jedynym elementem, który funkcjonował z przodu na podobnym poziomie jak w meczu z Galatasaray, były akcje Jeremiego Frimponga na prawym skrzydle. Holender ponownie dawał dynamikę i potrafił stworzyć przewagę, ale to było zdecydowanie za mało, by realnie zagrozić lepiej zorganizowanemu Brighton.

Na osobne wyróżnienie zasłużył Danny Welbeck

Dwanaście goli w tym sezonie Premier League, na siedem kolejek przed końcem rozgrywek, przy zaledwie 65 procentach rozegranych minut, to wynik naprawdę znakomity. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że mówimy o zawodniku mającym już 35 lat. Wszystko wskazuje na to, że Welbeck przeżywa jeden z najlepszych momentów w swojej karierze. W jego grze widać ogromne doświadczenie: świetne ustawienie w polu karnym, umiejętność gry tyłem do bramki i spokój w wykańczaniu akcji. Brighton przez długi czas szukało napastnika, który da drużynie stabilność i liczby, aż w końcu takim piłkarzem okazał się właśnie Welbeck — zawodnik, którego wielu mogło już skreślić.

Bardzo dobry występ zanotował także Yankuba Minteh. Tym razem zagrał nie na prawym, lecz na lewym skrzydle i to właśnie jego stroną Brighton przeprowadzało większość swoich najgroźniejszych ataków. Gambijczyk był gotowy do atakowania przestrzeni za linią obrony, chętnie wchodził w pojedynki i regularnie wnosił piłkę lub dogrywał ją w pole karne. To był występ przypominający jego najlepsze momenty z początku sezonu, gdy seryjnie sprawiał problemy bocznym obrońcom rywali. W takiej dyspozycji Minteh wyraźnie podnosi potencjał ofensywny całego zespołu i realnie zmienia obraz gry Brighton.

To zwycięstwo gospodarzy było efektem dobrze dobranego planu, odpowiedniej intensywności i większej jakości po przerwie. Brighton nie tylko potrafiło wykorzystać słabszy moment Liverpoolu, ale też narzuciło mu warunki, w których drużyna Slota nie czuła się komfortowo. Jeśli gospodarze będą utrzymywać taki poziom energii, odwagi i organizacji w pressingu, mogą jeszcze mocno namieszać w końcówce sezonu.

Obserwuj profil autora wniosków.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,425FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ