Eberechi Eze znaczy coraz więcej dla Arsenalu

Eberechi Eze został ściągnięty do Arsenalu pod koniec letniego okienka transferowego. Anglik był już dogadany z Tottenhamem, ale zanim oficjalnie podpisał kontrakt zbadał jeszcze czy jest szansa, aby dołączyć do Kanonierów. Na Emirates Stadium zdecydowali się ponownie dołączyć do wyścigu o 27-latka, ponieważ po meczu 1. kolejki ligowej kontuzji, która miała wykluczyć go na długi czas doznał Kai Havertz. W ten sposób Eze został graczem Kanonierów, ale przez pierwsze miesiące wydawało się, że sprowadzono go dlatego, że pojawiła się okazja, a nie dlatego, że mieli na niego pomysł. Anglik nie spełniał oczekiwań, jednak w ostatnich tygodniach drużyna ma z jego gry coraz więcej pożytku.

Mecze z Tottenhamem i Crystal Palace

Początkowo Eberechi Eze błyszczał tylko w meczach z zespołami, którym miał coś do udowodnienia. Jego najlepszym występem w koszulce Arsenalu są bez wątpienia derby Północnego Londynu na Emirates Stadium, gdy strzelił Tottenhamowi – swojemu niedoszłemu klubowi – hat-tricka. Smaczku całej historii dodała konferencja prasowa ówczesnego trenera Spurs, Thomasa Franka, który przed meczem na pytanie o Anglika żartobliwie odpowiedział: „kim jest Eze?”. Bohaterem spotkania Eberechi Eze został też w starciu ze swoim byłym pracodawcą, czyli Crystal Palace. Przeciwko Orłom to on strzelił jedynego gola w meczu, który dał Arsenalowi zwycięstwo. Zrobił to w bardzo ładnym stylu, uderzając z woleja po wybitej piłce przez rywali z dośrodkowania z rzutu wolnego.

REKLAMA

Niemniej jednak, w wielu meczach Eze miał marginalny wpływ na ofensywną grę zespołu. Często przechodził obok spotkań, nie potrafił wykorzystać swoich umiejętności, był niewidoczny. Nie wykonywał zadań, których oczekiwali od niego kibice zaraz po podpisaniu kontraktu, ponieważ nie stał się pierwszoplanową postacią zespołu, ani nie kreował wystarczająco wielu sytuacji. Arsenal w letnim okienku transferowym potrzebował sprowadzić do ofensywy jedną gwiazdę, jednego zawodnika klasy światowej. Wydawało się, że kimś takim jest Eberechi Eze, natomiast Anglik nie potwierdzał tego na boisku. Po 30. kolejce Premier League 27-latek ma 6 goli, które strzelił tylko dwóm zespołom – Tottenhamowi (5) i Crystal Palace (1). Oczywiście, Eze nie zawsze wychodzi w podstawowym składzie, ale to też pokazuje jego pozycję w drużynie w skali całego sezonu. Na przełomie grudnia i stycznia był nawet okres czterech meczów, w których w ogóle nie pojawił się na boisku.

Wina piłkarza i zespołu

Gdy piłkarz w nowym miejscu czy też pod wodzą nowego trenera nie prezentuje pełni swojego potencjału zawsze warto zastanowić się ile jest w tym winy jego samego, a na ile system gry drużyny nie pozwala wykorzystać mu umiejętności. W przypadku pierwszego półrocza Eze na Emirates Stadium winę trzeba przypisać obu stronom. W taktyce Arsenalu, którą Mikel Arteta stosuje już od kilku sezonów „10-tka” w fazie posiadania piłki zawsze ustawia się bliżej prawej strony (co pasowało Martinowi Odegaardowi). Niemniej jednak, Eberechi Eze zawsze grał bliżej lewego skrzydła i takie ustawienie jest dla niego bardziej naturalne. Hiszpański szkoleniowiec zaczął więc szukać rozwiązań i ustawiać 27-latka bardziej centralnie. Dobrze funkcjonowała jego współpraca z Mikelem Merino, gdy ten awaryjnie grał na „9-tce”, ponieważ Hiszpan często schodził bliżej prawej strony, a Eze trzymał się wtedy środka (ten manewr był kluczowy, aby zdobył hat-tricka z Tottenhamem).

Niemniej jednak, było również sporo spotkań, w których Eberechi Eze, ustawiony pomiędzy linią obrony, a pomocy przeciwnika nie otrzymywał wielu podań. Tutaj trzeba rozszerzyć wątek na funkcjonowanie całego zespołu. Po pierwsze – Arsenal Mikela Artety często kieruje akcje w boczne sektory i unika ryzykownych podań przez środek boiska, co ograniczało Eberechiemu Eze liczbę kontaktów z piłką w strefie, gdzie mógłby stworzyć największe zagrożenie. Po drugie – w porównaniu do Martina Odegaarda jest on ofensywnym pomocnikiem o innym profilu, o wiele rzadziej schodzącym po piłkę. Arteta musiał więc zastąpić kontrolę oraz progresję piłki, którą daje Norweg w inny sposób, co w wielu meczach nie do końca się udawało. Najlepiej wyglądało to, gdy Merino pełnił rolę fałszywej „9-tki”, natomiast z Gyokeresem na szpicy Arsenal miał dwóch zawodników, którzy przez długie fazy meczu byli poza grą. Nie pomagały także kontuzje obrońców kluczowych dla płynnego rozegrania piłki (Saliba, Calafiori, White).

Sam Eberechi Eze musiał się również dostosować do gry w zespole o zupełnie innym nastawieniu

Grając w Crystal Palace funkcjonował w jednej z drużyn najrzadziej utrzymujących się przy piłce w lidze. Teraz z kolei gra natomiast w jednym z zespołów, który w fazie posiadania futbolówki spędza najwięcej czasu. To sprawia, że przestrzeń, w której najczęściej operuje – pomiędzy linią pomocy, a obrony przeciwnika – zrobiła się mniejsza. Nie zawsze ma możliwość obrócić się w stronę bramki rywala i rozpędzić atak. Każde przyjęcie, każde dotknięcie piłki musi być dokładniejsze. Margines błędu jest o wiele mniejszy.

Druga kwestia to przystosowanie się do wymagań Mikela Artety w grze bez piłki. Tu znowu po transferze trafił do nowej rzeczywistości. Crystal Palace jest jednym z zespołów najrzadziej zakładających wysoki pressing w Premier League. Arsenal – jednym z najczęściej.Tak, bez tego [odzyskiwania piłki i pressingu] nie masz szans na grę w tej drużynie. Bo wszyscy to robią, wiesz, i na tym polega cała magia, i to właśnie dlatego jesteśmy tak konsekwentni w wygrywaniu meczów i uniemożliwianiu przeciwnikom strzelania bramek. A on potrafi to robić. Gdyby nie potrafił, nigdy bym tego od niego nie wymagał. Potrafi to robić. Jest gotów to robić i z każdym dniem robi to coraz lepiej – mówił Arteta o Eberechim Eze na konferencji prasowej po rewanżowym meczu z Bayerem Leverkusen.

Jakim piłkarzem jest, a jakim nie jest Eberechi Eze?

Eberechi Eze nie jest do końca piłkarzem, na jakiego był kreowany (również przez nas) wówczas, gdy przychodził do Arsenalu. To nie jest zawodnik, który w każdym meczu na przestrzeni 90 minut będzie najaktywniejszym piłkarzem w ofensywie Kanonierów. Nie będzie prosił się o piłkę i za wszelką cenę próbował stawiać swoją pieczątkę na każdej akcji zespołu. Z tego powodu przez wiele meczów może być niewidoczny, zwłaszcza jeśli gra całej drużyny w fazie posiadania piłki nie jest na odpowiednim poziomie. W momentach, gdy Kanonierzy będą potrzebowali w ofensywie zawodnika, który weźmie na siebie odpowiedzialność za rozwiązywanie ataków kibice muszą raczej patrzeć w innym kierunku niż na byłego zawodnika Crystal Palace.

Eberechi Eze jest piłkarzem momentów. Ma przebłyski geniuszu i jest zdolny do spektakularnych zagrań. Jeśli je wszystkie zliczymy to trochę się już tego uzbierało (hat-trick z Tottenhamem, dwa gole w kolejnym meczu ze Spurs, gol z woleja z Crystal Palace, asysta z Bayernem, asysta z Manchesterem City w doliczonym czasie gry na wagę remisu, przepiękny gol z Bayerem Leverkusen). 27-latek swoją grą rzadko decyduje o obrazie meczu, ale potrafi dowozić kluczowe momenty, które okazują się decydujące dla losów spotkania. Tego typu gracze szczególnie wartościowi są w meczach, w których przegrywający odpada, czyli w formacie pucharowym, gdzie prawie każdy gol jest na wagę złota.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,389FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ