Za nami kolejny tydzień z NBA, czas więc na kolejne podsumowanie tygodnia. Jak wygląda sytuacja w tabeli Wschodu i Zachodu? Kto został zawodnikiem tygodnia? Kto największym rozczarowaniem? Czy Chicago Bulls zaczną regularnie wygrywać? Dlaczego konferencja zachodnia jest w tym sezonie prawdziwym dzikim zachodem? Odpowiedzi przedstawiam poniżej.
SYTUACJA W TABELI NBA
KONFERENCJA WSCHODNIA
Zaczniemy tradycyjnie od Konferencji Wschodniej, gdzie prym niezmiennie wiodą Detroit Pistons. Prowadzą oni w tabeli od listopada i nic nie wskazuje na to, aby miało się to szybko zmienić.
Wiceliderem są bardzo solidni Boston Celtics z bilansem 27–16. Na trzecim miejscu nadal znajdują się tragiczni New York Knicks, którzy od początku roku mają bilans 2–10. Najprawdopodobniej nie potrwa to jednak długo, ponieważ znajdujący się na szóstym miejscu Cleveland Cavaliers tracą do nich zaledwie dwa zwycięstwa.
Miejsca zapewniające grę w play-in zajmują kolejno Magic, Heat, Bulls oraz Hawks. Szczególną uwagę warto zwrócić na drużynę z Chicago, która wygrała cztery z ostatnich pięciu spotkań, ponownie dając nadzieję swoim kibicom. Pomimo że sam jestem jednym z nich, raczej studziłbym optymizm — Bulls są w tym sezonie niezwykle nieregularni, a ich forma przypomina sinusoidę.
Tabelę Konferencji Wschodniej niezmiennie zamyka Indiana Pacers z bilansem 10–35.
KONFERENCJA ZACHODNIA
Liderem Zachodu pozostają Oklahoma City Thunder, którzy na ten moment legitymują się bilansem 37–8. Za nimi znajduje się jednak aż sześciodrużynowa grupa pościgowa zajmująca miejsca od drugiego do siódmego.
Gdyby spojrzeć na tabelę sprzed tygodnia, tylko jedna drużyna nie zmieniła swojej pozycji — Los Angeles Lakers. To, co oglądamy w tym sezonie na Zachodzie, jest absolutnym ewenementem i bez wątpienia zasługuje na miano „dzikiego zachodu”.
Na ten moment wiceliderem ponownie są San Antonio Spurs, którzy wyprzedzili Denver Nuggets. Czwarte miejsce, dość niespodziewanie, zajmują Phoenix Suns. Za nimi plasują się Lakers oraz Rockets.
Miejsca premiujące grą w play-in zajmują Timberwolves, którzy po czterech porażkach z rzędu spadli aż o trzy pozycje, a także Warriors, Blazers oraz Clippers. Drużyna z Los Angeles nadal prezentuje się bardzo dobrze i systematycznie zmniejsza stratę do zespołów znajdujących się wyżej w tabeli.
Ostatnie miejsce niezmiennie zajmują New Orleans Pelicans, którzy po 46 spotkaniach mają bilans 10–36.
ZAWODNIK TYGODNIA NBA
Tak naprawdę tylko jeden zawodnik z absolutnej czołówki ligi nie został dotąd wyróżniony w tym plebiscycie. W tym tygodniu wreszcie się to zmieniło.
Zawodnikiem tygodnia zostaje Shai Gilgeous-Alexander — zeszłoroczny MVP sezonu zasadniczego, który w obecnych rozgrywkach gra jeszcze lepiej niż rok temu. Kanadyjczyk notuje średnio 32,1 punktu na mecz, podczas gdy sezon wcześniej było to 28,5.
W minionym tygodniu Shai rozegrał trzy spotkania, w których zdobywał średnio 36,3 punktu, 4 zbiórki oraz 5,6 asysty. 27-latek jest głównym powodem, dla którego Oklahoma City Thunder zdobyli mistrzostwo w poprzednim sezonie, a teraz ponownie mają najlepszy bilans w lidze.
Choć nie uda im się pobić rekordu Golden State Warriors, wciąż mówimy o jednym z najlepszych sezonów zasadniczych w XXI wieku. A sam Shai jest na bardzo dobrej drodze, aby po raz drugi z rzędu odebrać statuetkę MVP — podobnie jak przed laty uczynił to inny Kanadyjczyk, Steve Nash.
ZWYCIĘZCY NAGRODY ZAWODNIKA TYGODNIA
Luka Dončić – 3
Kawhi Leonard – 2
Giannis Antetokounmpo – 1
Josh Giddey – 1
Cade Cunningham – 1
Tyrese Maxey – 1
Nikola Jokić – 1
Jaylen Brown – 1
Austin Reaves – 1
Donovan Mitchell – 1
Shai Gilgeous-Alexander – 1
ROZCZAROWANIE TYGODNIA
Tym razem rozczarowaniem tygodnia zostaje zawodnik, którego kariera miała wyglądać zupełnie inaczej niż wygląda obecnie. I bardzo możliwe, że wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie konflikt z Draymondem Greenem.
Dzisiejszy laureat został w 2022 roku mistrzem NBA, będąc jednym z najważniejszych zawodników swojej drużyny. To jeden z tych wyborów, w których kluczowy jest całokształt, a nie tylko kilka ostatnich spotkań.
Rozczarowaniem tygodnia zostaje Jordan Poole. Zawodnik New Orleans Pelicans notował w minionym tygodniu średnio 11,6 punktu, 2,6 zbiórki oraz 1,6 asysty na mecz. Każda z tych statystyk jest gorsza od jego już i tak bardzo słabych średnich sezonowych.
Nie ukrywam, że osobiście byłem ogromnym fanem Poole’a za czasów gry w Golden State Warriors. Tym trudniej patrzy się dziś na „rozwój” jego kariery, który od dłuższego czasu przypomina równię pochyłą.
