Legia kilka miesięcy temu wypuściła w świat Jana Ziółkowskiego, ale niedługo może znaleźć równie utalentowanego defensora. Zresztą, owy defensor już teraz jest porównywany do piłkarza AS Romy. – Nie uważam, żebym był następnym Jankiem Ziółkowskim. Ja jestem Janek Leszczyński i chcę napisać swoją historię w Legii – odpowiada 18-letni Jan Leszczyński w wywiadzie dla portalu Legionisci.com.
Wejście Jana Ziółkowskiego do seniorskiej drużyny Legii zrobiło wielką furorę. Goncalo Feio od końcówki sezonu 2023/2024 powoli wprowadzał go do pierwszego składu, aż w rundzie wiosennej poprzednich rozgrywek stał się ważnym elementem bloku defensywnego. Spisywał się na tyle dobrze, że latem potencjał dostrzegła w nim AS Roma. Warszawianie skasowali za niego 6,6 miliona euro (trzecia największa kwota w historii uzyskana za piłkarza) i wypuścili go na szerokie wody futbolu. Sami jednak mocno się osłabili, co mogło być jednym z elementów fatalnej w ich wykonaniu jesieni.
Nie minęło wiele czasu, a na horyzoncie pojawił się kolejny środkowy obrońca, który ma potencjał, aby pójść scieżką wytyczoną przez Ziółkowskiego. Ba, tym razem Wojskowi dostaliby jeszcze większy powód do radości z wypromowania zawodnika. Mowa bowiem o Janie Leszczyńskim – produkcie akademii Legii Warszawa. 18-latek przeszedł przez wszystkie jej szczeble. To dość wyjątkowy przypadek. Pomimo dużych nakładów na struktury pozwalające szkolić młodzież, stołeczny klub nie słynął z wypuszczania własnych wychowanków.
Jan Leszczyński dotychczas podążał krętą drogą
O tym, że w Warszawie wiążą z kolejnym młodym defensorem duże nadzieje, świadczyło podpisanie z nim w grudniu nowego kontraktu do czerwca 2029 roku. Teraz pojechał on wraz z zespołem na zgrupowanie do Turcji, podczas którego stara się przekonać do siebie trenera Marka Papszuna. Na ten moment zagrał we wszystkich czterech sparingach z: Puskás Akadémią FC, Sigmą Ołomuniec, Polissią Żytomierz oraz Spartą Praga. Możliwe jednak, że przebiłby się do dorosłej drużyny już wcześniej. Był obecny na letnim zgrupowaniu przedsezonowym w 2024 roku. Jego postępy zahamowało zerwanie więzadła krzyżowego pod koniec września w spotkaniu rezerw.
– W trakcie meczu poczułem, że coś „strzeliło” w kolanie. Nawet chciałem jeszcze grać, ale już w przerwie zrobiono mi badania i nie wyszedłem na drugą połowę. Dzień później było już jasne, że sprawa jest poważna, a po rezonansie trenerzy – Goncalo Feio i trener Bartosz Bibrowicz – przekazali mi diagnozę: zerwane więzadło krzyżowe. Od razu wiedziałem, że czeka mnie długa przerwa. Starałem się jednak nie rozpaczać. Ustawiłem sobie w głowie jeden cel: wrócić silniejszym. Narzekanie nic by nie dało, jedyną drogą była ciężka praca i cierpliwość – dzielił się 18-latek w wywiadzie dla portalu Legionisci.com.
Zamierza napisać własną historię
Wspomniana cierpliwość i ciężka praca więc popłaciła. Piłkarz ma przed sobą świetlaną przyszłość. Choć należy pamiętać, że do tej pory Papszun nie słynął szczególnie z rozwijania młodzieży. Jednak taka osoba, jak Jan Leszczyński może pomóc mu odmienić ten trend. Wychowanek Legii ambicje ma duże.
– Chciałbym zadebiutować w pierwszym zespole Legii i rozegrać w nim jak najwięcej minut. Z reprezentacją U-19 moim celem jest awans na mistrzostwa Europy i sam udział w turnieju. Najważniejsze jednak: być zdrowym, regularnie grać i rozwijać się – mówił.
Mimo że pojawiały się pogłoski o potencjalnym wypożyczeniu go do ŁKS-u Łódź czy Pogoni Grodzisk Mazowiecki, widzi siebie przede wszystkim w Warszawie.
– Na razie myślę tylko o Legii. Chciałbym tutaj zostać i walczyć o swoje miejsce – zadeklarował.
– Nie uważam, żebym był następnym Jankiem Ziółkowskim. Ja jestem Janek Leszczyński i chcę napisać swoją historię w Legii – dodał.
Link do pełnego wywiadu znajdziesz tutaj.
