Syndrom siódmego sezonu. Dlaczego Liverpool tkwi w kryzysie?

Sobotnie spotkanie z Chelsea (0:0) było tysięcznym w karierze trenerskiej Jurgena Kloppa. W tym czasie Niemiec prowadził tylko trzy zespoły – FSV Mainz, Borussię Dortmund i obecnie Liverpool. Poprzez osiągane wyniki w każdym z nich zapisał się w historii i zapracował na szacunek wśród kibiców. Jednak – pomimo tak dużego doświadczenia – jedno wciąż się nie zmienia. W siódmym sezonie coś przestaje funkcjonować. Tak było w Mainz, kiedy spadł z Bundesligi. Tak było też w Borussi, gdzie zakończył rozgrywki na siódmym miejscu, najniższym za swojej kadencji. I nie inaczej jest w Liverpoolu.

Liverpool od początku sezonu nie jest sobą

Obecny sezon jest najgorszym, od kiedy Jurgen Klopp zaczął pracę na Anfield. Po 19 rozegranych meczach Liverpool ma 29 punktów i jest dopiero dziewiąty w tabeli. Tak źle jeszcze nigdy nie było. Nawet dwa lata temu, kiedy The Reds dopiero na finiszu zapewnili sobie udział w Lidze Mistrzów po 19 spotkaniach mieli pięć „oczek” więcej. Niemiec jeszcze żadnego pełnego sezonu w Liverpoolu, nie kończył poza czołową czwórką. Wiele wskazuje na to, że ten może być tym pierwszym. Obecnie do czwartego Manchesteru United Liverpool traci aż dziesięć punktów i – choć ma rozegrany mecz mniej – stratę tę ciężko będzie odrobić.

Zwłaszcza, że od początku sezonu Liverpool jest w nieustannym kryzysie. Już pierwszy mecz z Fulham zremisowany 2:2 pokazał, gdzie leżą ich główne problemy. Przy grze opartej na pressingu i wysoko ustawionej linii obrony, spadek intensywności i brak koncentracji skutkował pozostawianiem mnóstwa wolnych przestrzeni za plecami obrońców, przez co rywale w niezwykle łatwy sposób dochodzili do podbramkowych sytuacji. Wszystkie statystyki dotyczące intensywności, z jaką gra zespół (przebiegnięty dystans, sprinty oraz szybkie biegi) znacząco spadły (zwłaszcza te dwie ostatnie). W trwającej kampanii w żadnej z nich Liverpool nie jest w pierwszej dziesiątce, podczas gdy w poprzednich sezonach zawsze znajdował się w czołówce.

Kiedy nastąpi przełamanie?

Oczywiście na początku kampanii tak anemiczna postawa zawodników The Reds była prosta do wytłumaczenia. W poprzednim sezonie Liverpool rozegrał aż 63 mecze we wszystkich rozgrywkach. Dotarł do finału Carabao Cup, FA Cup i Champions League. Pomimo zdobycia obu krajowych pucharów, koniec końców w klubie musieli czuć niedosyt. Ekipa Kloppa na finiszu o jeden punkt przegrała mistrzostwo z Manchesterem City, a w Lidze Mistrzów w decydującym starciu lepszy okazał się Real Madryt. W połączeniu z krótszą niż zwykle przerwą pomiędzy sezonami spowodowaną mundialem rozgrywanym w listopadzie i grudniu, można było odnieść wrażenie, że Liverpool odczuwa jeszcze trudy poprzedniego sezonu. Że zarówno pod kątem fizycznym, jak i mentalnym większość piłkarzy nie weszła jeszcze na swój optymalny poziom.

Kwestią czasu wydawało się jednak to, kiedy Liverpool wróci do pełni formy. Przecież drużyna, która w ostatnich czterech sezonach aż trzykrotnie zdobywała ponad 90 punktów, nie może cały czas grać tak słabo. W końcu muszą się odbić, tak jak miało to miejsce chociażby w kampanii 2020/21, kiedy na ostatniej prostej zapewnili sobie miejsce w pierwszej czwórce. Jednak – jak dotąd – nic takiego nie miało miejsca. Nie pomogło rekordowo wysokie zwycięstwo z Bournemouth, nie pomogła wygrana z Manchesterem City czy wyjście z grupy w Lidze Mistrzów. Momentem przełomowym miała okazać się też przerwa spowodowana mistrzostwami świata, podczas której zawodnicy niepowołani na turniej mogli wreszcie odpocząć.

Po mundialu Liverpool gra jeszcze gorzej

Mimo to, po powrocie rozgrywek klubowych jest jeszcze gorzej niż było. Do mundialu Liverpool zdobywał średnio 1,57 pkt na mecz. Ponadto wygrał cztery ostatnie mecze we wszystkich rozgrywkach (licząc także zwycięstwo po rzutach karnych w Carabao Cup z Derby County). Z kolei po mundialu w pięciu kolejkach The Reds zdobyli zaledwie siedem punktów oraz zostali wyeliminowani z Pucharu Ligi. We wszystkich ośmiu meczach podopieczni Kloppa stracili więcej bramek niż strzelili. Najbardziej dobitnymi przykładami tego, w jakiej dyspozycji jest na ten moment Liverpool były dwie pierwsze rywalizacje w 2023 roku – porażki 1:3 z Brentfrod i 0:3 z Brighton. Oba te mecze obnażyły słabości z którymi zmaga się zespół Kloppa od początku sezonu.

Co prawda, w obecnym sezonie The Reds stracili 25 goli, co – wraz z Manchesterem United i West Hamem – jest piątym najlepszym wynikiem. Niemniej jednak, spora w tym zasługa Alissona. Model xG (goli oczekiwanych) sytuacje, do których dopuścił Liverpool w tej kampanii wycenia na 28,9. Oznacza to, że podopieczni Kloppa stracili cztery gole mniej niż powinni. Do większej liczby sytuacji średnio na mecz doprowadza jedynie siedem zespołów. Co więcej, od październikowej przerwy reprezentacyjnej gorsze pod tym względem jest tylko Fulham. Z kolei w całym sezonie tylko The Cottagers i Leeds dopuściły rywali do większej liczby „dużych okazji” (big chances).

O ile przed mundialem The Reds braki w defensywie często byli w stanie nadrabiać strzelanymi golami, tak po powrocie do gry ofensywa także nieco się zacięła. Po mistrzostwach świata drużyna Kloppa strzela średnio tylko 1,38 gola na mecz. Spotkanie z Chelsea było drugim kolejnym w lidze, w którym Liverpool nie trafił do siatki. Oczywiście duży wpływ na to mogą mieć dłuższe nieobecności Diogo Joty i Luisa Diaza czy krótsza Darwina Nuneza. Jednak i tak większość piłkarzy zapewniających bramki wyraźnie obniżyła loty w porównaniu do poprzedniego sezonu.

Potrzebna przebudowa

Mimo wszystko, głównym powodem tak słabej dyspozycji Liverpoolu jest środek pola. Pomocnicy The Reds nie doskakują już tak szybko do rywali i coraz częściej przegrywają pojedynki z przeciwnikami. W wyniku tego Liverpool nie jest w stanie przejąć kontroli nad meczem. Fabinho, Jordan Henderson i Thiago są już w okolicach 30 lat i nie są w stanie regularnie grać na tak dużej intensywności, do jakiej przyzwyczaili. Z kolei młodzi Harvey Elliott, Fabio Carvalho czy Stefan Bajcetić nie mają jeszcze wystarczająco dużo doświadczenia, aby grać na tak odpowiedzialnych pozycjach w klubie z absolutnego topu. Klopp po prostu na tej pozycji nie ma do dyspozycji zawodników w optymalnym wieku, będących w szczycie fizycznej formy.

W ostatnim roku Liverpool znacząco odmłodził linię ataku sprowadzając do klubu Luisa Diaza, Darwina Nuneza i Cody’ego Gakpo. Do klubu dołączył także m.in. Ibrahima Konate. Mimo wszystko zdaje się, że Klopp przeoczył przebudowę linii pomocy, która w jego pomyśle na grze jest kluczowa. Gdyby zarówno trener, jak i cały pion sportowy klubu w lecie trafniej zdefiniowali gdzie potrzeba wzmocnień, być może Jurgen Klopp wreszcie przełamałby klątwę siódmego sezonu.

***

Po więcej informacji o Premier League zapraszamy na grupę Kick & Rush – wszystko o lidze angielskiej

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
101,780FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ