Nowe otwarcie, stare problemy. Co nie gra w Chelsea?

Latem wydali ponad 400 milionów euro na transfery. W ostatnich trzech okienkach suma ta wzrasta nawet do ponad miliarda. Od momentu przejęcia klubu przez Todda Boehly’ego Chelsea co pół roku rozbija bank. Problem w tym, że w żadnym stopniu nie przekłada się to na wyniki. Poprzedni sezon zakończyli na najniższym miejscu od 29 lat. W obecnym — pod wodzą nowego trenera Mauricio Pochettino — wcale nie idzie im lepiej. W pierwszych pięciu kolejkach The Blues pokonali jedynie Luton, które przegrało wszystkie dotychczasowe mecze, i z dorobkiem pięciu punktów zajmują 14. miejsce w tabeli.

Czy Chelsea rzeczywiście jest w kryzysie?

Na pierwszy rzut oka, patrząc jedynie na same wyniki Chelsea, trudno nie zgodzić się z tym, że The Blues są w kryzysie. Po przyjściu Pochettino na Stamford Bridge miało nastąpić nowe otwarcie. Chelsea miała ponownie wrócić do walki o Ligę Mistrzów, a tymczasem wcale nie jest lepiej niż w minionym sezonie. Z drugiej strony na tak wczesnym etapie sezonu tabela nie mówi całej prawdy i nie warto się nią sugerować. Bazując na modelu goli oczekiwanych (xG) The Blues „powinni” mieć 4-5 punktów więcej niż mają w rzeczywistości. W tabeli na podstawie punktów oczekiwanych są na czwartym miejscu za Manchesterem City, Arsenalem i Liverpoolem. Wyprzedzają m.in. Tottenham czy Brighton, które są tak chwalone za początek rozgrywek.

REKLAMA

The Blues są także piątym najlepszym zespołem pod względem goli oczekiwanych oraz czwartym najlepszym w statystyce goli oczekiwanych traconych. Zresztą we wszystkich pięciu meczach tego sezonu Premier League Chelsea osiągała wyższy współczynnik xG niż jej przeciwnik. Tak naprawdę można powiedzieć, że w każdym dotychczasowym meczu ekipa ze Stamford Bridge zasłużyła na zwycięstwo.

Podopieczni Pochettino są także w czołówce jeżeli chodzi o ilość oddawanych oraz przyjmowanych strzałów. The Blues mają również najwyższe średnie posiadanie piłki oraz trzeci najwyższy wskaźnik Field Tilt (określa procentowo liczbę kontaktów z piłką w trzeciej tercji boiska w porównaniu do przeciwnika). Wszystkie te statystyki wyraźnie pokazują, że Chelsea na początku sezonu jest jedną z najlepiej grających drużyn. W dłuższym okresie czasu szczęście powinno się odwrócić, dzięki czemu The Blues zaczną równać do średniej i wrócą na właściwe tory.

Nieskuteczność problemem Chelsea

Niemniej jednak, w poprzednich rozgrywkach ekipa ze Stamford Bridge miała te same problemy. Za kadencji Grahama Pottera Chelsea również nie grała tak źle, jak wskazywała na to tabela. The Blues kreowali sytuacje, nie pozwalali rywalom na wiele pod swoją bramką, ale brakowało im skuteczności. Różnica pomiędzy xG a rzeczywistą liczbą strzelonych goli na przestrzeni całego sezonu wynosiła prawie 14. Jedynie Everton był pod tym względem gorszy. Co prawda, w minionej kampanii Chelsea nie była w czołówce wymienianych wyżej statystyk, jednak i tak według wspomnianego wcześniej modelu „powinna” zakończyć sezon mając na koncie osiem punktów więcej. Mniej szczęścia w całych rozgrywkach miało jedynie pięć zespołów.

Mimo wszystko, jeżeli Chelsea kolejny sezon z rzędu strzela mniej goli niż wskazuje na to współczynnik xG, to już nie można mówić tylko i wyłącznie o pechu. Głównym powodem tego zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz jest nieskuteczność pod bramką przeciwnika. Ekipa Pochettino jak dotąd zdobyła tylko pięć goli, podczas gdy ich xG wynosi ponad 10. Większą dysproporcję ponownie ma jedynie Everton. Z kolei jeżeli weźmiemy pod uwagę procent strzałów, zamienianych na bramkę gorsze od The Blues są tylko Luton i The Toffees. To, że obok Chelsea znowu pojawia się Everton, też raczej nie jest przypadkiem.

Brak typowego snajpera

Najlepszy sezon w ostatnich latach pod kątem skuteczności (ponad 20 więcej goli niż xG) Chelsea zanotowała wtedy, gdy w najlepszej formie był Diego Costa. W mistrzowskiej kampanii 2016/17 snajper The Blues zdobył aż 20 goli, podczas gdy według modelu xG powinien strzelić 15-16. Od tego czasu żaden zawodnik The Blues nie zbliżył się do tego dorobku. Chelsea w ostatnich latach wydała mnóstwo pieniędzy na wzmocnienie ofensywy, jednak ciągle brakuje im klasowego napastnika. Co prawda, Nicolas Jackson zalicza całkiem udane wejście do nowej ligi, jednak można mieć wątpliwości co do tego czy rozwiąże on problemy ze zdobywaniem bramek. Jak dotąd Senegalczyk strzelił tylko jednego gola, a jego xG wynosi 3,85. Oczywiście pięć meczów to bardzo mała próbka i szybko to się może odwrócić. Zwłaszcza że w poprzednim sezonie w barwach Villarealu Jackson zdobył 3-4 gole więcej niż „powinien”.

Mimo wszystko, w Chelsea — oprócz Raheema Sterlinga — nie widać dzisiaj nikogo, kto byłby w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za zdobywanie goli. Większość obecnej kadry The Blues to piłkarze młodzi, jeszcze nie do końca ukształtowani. Zawodnicy, którzy mają małe albo nawet wręcz zerowe doświadczenie w grze na tak wysokim poziomie. Ponadto nie zmagali się wcześniej z tak dużą presją. Dlatego też ciężko oczekiwać od nich, aby w trudnych momentach brali odpowiedzialność na swoje barki. Chelsea wygląda bardzo dobrze do pola karnego, jednak w decydujących momentach brakuje im dokładniejszego dogrania czy podjęcia odpowiedniej decyzji.

Zespół przyszłości

Kolejnym aspektem, co do którego Chelsea nie ma na początku tego sezonu szczęścia, są kontuzje. W niedzielnym starciu z Bournemouth Pochettino nie mógł skorzystać aż z 10 piłkarzy. Zawodnicy będący na ławce mieli łącznie na koncie zaledwie 68 występów w koszulce Chelsea w Premier League, z czego aż 62 były dziełem Bena Chillwella. Niemniej jednak największą stratą wydaje się być kontuzja Christophera Nkunku. Francuz to jedyny zawodnik z pola sprowadzony tego lata, który ma więcej niż 22 lata i jest w pełni ukształtowanym piłkarzem. W poprzednich dwóch sezonach zdobył on 58 goli i był gwiazdą Bundesligi. Nkunku z pewnością wziąłby ciężar zdobywania goli na swoje braki i mógłby być rozwiązaniem problemów The Blues w ofensywie.

Mimo wszystko, wydając tyle pieniędzy na transfery, Chelsea powinna być przygotowana na kontuzje poszczególnych piłkarzy. A pod nieobecność Nkunku jedynym piłkarzem mogącym zagwarantować regularnie gole jest Raheem Sterling. Oczywiście sama gra drużyny Pochettino nie wygląda źle. W dużej mierze tak słabe wyniki są podyktowane brakiem szczęścia. Gdyby The Blues mieli go trochę więcej, narracja wokół nich byłaby dzisiaj zupełnie inna. Aczkolwiek wydaje się, że obecne miejsce w tabeli nie jest wynikiem tylko i wyłącznie pecha. Chelsea wygląda na zespół, który ma przed sobą świetlaną przyszłość, jednak na ten moment nie jest jeszcze gotowy do walki o najwyższe cele.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,220FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ