Największe pozytywne zaskoczenia na półmetku sezonu w NBA

Za nami połowa sezonu zasadniczego NBA, a więc czas na podsumowanie tego co widzieliśmy do tej pory na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata. Dzisiaj pod lupę wzięliśmy czterech zawodników, którzy zdecydowanie przerośli nasze oczekiwania w trakcie pierwszych 41 meczów.  

REKLAMA

1 – Chet Holmgren

Kiedy w 2022 roku był wybierany w drafcie nikt nie oczekiwał od niego, aby ten od razu wszedł na najwyższy poziom. Szczególnie wtedy, kiedy dowiedzieliśmy się, że opuści cały sezon i w lidze zamelduje się dopiero za rok. Gdy jednak w końcu zadebiutował okazało się, że to już w tym momencie jeden z lepszych centrów w NBA, a gdyby nie grający na analogicznej pozycji Victor Wembanyama zachwyty nad mierzącym 216 cm wzrostu Amerykaninem byłyby jeszcze większe. 

Holmgren zalicza 17,4 punktów, 7,2 zbiórki oraz (astronomiczne jak na rookie) 2,5 bloku na mecz w świetnie grających Oklahoma City Thunder. Holmgren to obdarzony świetnym rzutem, filigranowy center, który już teraz jest bardzo ważnym elementem swojej drużyny. Walczy również o nagrodę Rookie of the year ze wspomnianym wyżej Victorem Wembanyamą (ich rywalizacja może trwać przez wiele lat, a w przyszłości może urosnąć do miana jednej z najbardziej legendarnych w historii ligi). 

Highlighty Cheta przewijają się wszędzie. Zresztą ciężko się temu dziwić, skoro Amerykanin wygląda na boisku jak Dirk Nowitzki, który został przystosowany do nowoczesnej koszykówki. Świetny rzut za trzy, wysoka boiskowa skuteczność, zmysł umożliwiający bezproblemowe blokowanie rzutów rywali oraz pełne energii wsady sprawiają, że Chet Holmgren już w tym momencie jest zawodnikiem fenomenalnym i jeśli nie stanie się nic niespodziewanego, a Holmgren dalej będzie się rozwijał w tak zawrotnym tempie, możemy liczyć na długą, okraszoną wielkimi sukcesami karierę tegorocznego rookie.  

2 – Alpheren Sengun

Houston Rockets miało być w tym sezonie tylko i wyłącznie ciekawostką “walczącą” o ostatnie miejsce konferencji zachodniej, jednak pomimo tego drużyna dwukrotnych mistrzów NBA radzi sobie o wiele lepiej niż zakładano przed początkiem rozgrywek i znajduje się w walce o turniej Play-in. Bardzo widoczny wkład w te wyniki ma center drużyny Alpheren Sengun. Turek grający na pozycji centra gra w unikatowy, efektywny sposób, a jego podania mogą wprawiać w osłupienie. Sengun w trakcie tego sezonu zalicza ponad 21 punktów, 9 zbiórek oraz prawie 5 asyst na spotkanie. Wygląda lepiej z meczu na mecz, a jego podania sprawiają, że Turek coraz częściej porównywany jest do Nikoli Jokicia.

Sengun jest bardzo pewny w tym co robi, a takie występy jak 27 punktów i 11 zbiórek przeciwko New Orleans Pelicans wywołują uśmiech na zmęczonych “tankowaniem” kibicach Rockets. Ciężko oczekiwać od centra Houston tego, aby poprowadził drużynę do play-offów, w końcu to wciąż młody zawodnik grający dopiero trzeci sezon w NBA, ale jeśli dalej będzie nas zachwycał swoimi występami tak jak do tej pory to będzie zdecydowanie najlepszy sezon dla wydraftowanego w 2021 roku zawodnika. Rockets będą musieli się postarać, aby zatrzymać go w swojej drużynie. To kapitalny wciąż rozwijający się zawodnik z ogromnym potencjałem, który w przyszłości może stać się drugą, a może nawet pierwszą opcją drużyny aspirującej do mistrzostwa NBA.  

3 – Tyrese Haliburton

Indiana to w tym momencie jedna z najciekawszych, o ile nie najciekawsza, drużyna w NBA. Skład bez supergwiazd (co patrząc na formę bohatera tego artykułu może się niedługo zmienić) gra piękną, widowiskową koszykówkę przepełnioną rzutami za trzy. Gdy spróbujemy przeanalizować grę Pacers i zadamy sobie pytanie, dlaczego Indiana gra tak dobrze przed naszymi oczami momentalnie powinien pojawić się kreator, magik oraz architekt sukcesu drużyny- Tyrese Haliburton. Zdobyty dwa lata temu poprzez wymianę z Sacramento Kings (Domantas Sabonis poszedł w drugą stronę co obu drużynom wyszło na dobre) rozgrywający to istny diament w rotacji Pacers.

Haliburton jest młody, fantastycznie panuje nad piłką, trafia trudne rzuty, kapitalnie rzuca za trzy oraz przede wszystkim – jest najlepszym podającym w lidze. Amerykanin rozgrywa sezon życia, a radość z gry oraz pewność siebie jest widoczna przy każdym koźle byłego gracza Kings. Na przestrzeni 33 meczów tego sezonu Haliburton notuje średnio 23,6 punktów, 4,2 zbiórki oraz astronomiczne 12,5 (!) asysty na mecz.  

Niestety w tym momencie nie możemy oglądać zawodnika Indiany na parkietach najlepszej ligi świata. Lider Pacers doznał kontuzji w meczu z Boston Celtics i nie wiadomo jak długo potrwa absencja.  

Jedno jest jednak pewne. Kiedy Haliburton wróci na boisko dalej będzie zachwycał nas swoimi występami i prowadził swoją drużynę do playoffów. Zresztą, będzie mu o to łatwiej, ponieważ Pacers pozyskali Pascala Siakama, mistrza NBA z 2019 roku, który powinien jeszcze bardziej wzmocnić i tak solidną już drużynę. 

REKLAMA

4 – DeAaron Fox 

Rozgrywający Sacramento Kings to jeden z najbardziej niedocenianych zawodników w całej lidze. W tamtym roku wraz z Domantasem Sabonisem doprowadził organizację do playoffów po raz pierwszy od 2006 roku, gdzie po bardzo wyrównanej serii odpadli z Golden State Warriors (w siódmym meczu Stephen Curry zamienił się w perfekcjonistę rzucając Kings 50 punktów). W tym sezonie Fox stał się jeszcze lepszym zawodnikiem i po raz kolejny powinien zagrać w meczu Gwiazd. Rozgrywający mierzący 190 cm wzrostu zalicza na mecz średnio 27,9 punktu, 4,2 zbiórki oraz 5,8 asyst na mecz. DeAaron Fox pewnie wchodzi pod kosz i nie boi się starć z wyższymi rywalami, pewnie rzuca za trzy, a jego współpraca z Sabonisem z meczu na mecz wygląda coraz lepiej. Fox cały czas się rozwija, jest charakterny i pewny siebie świetnie wykonując swoje zadania na boisku.

Kings zbudowali bardzo solidny, młody skład, który wciąż pnie się w górę (Fox, Sabonis, Huerter, Monk, Murray) i nie zanosi się na to, aby miało się to zmienić. W tym sezonie znów powinni pojawić się w rozgrywkach posezonowych, co bez Foxa byłoby niemożliwe. Miejmy nadzieje, że 26-latek dalej będzie grał na tak wysokim poziomie co, miejmy nadzieję, pozwoli na użycie słynnego przycisku “Light the Beam” po zwycięstwach w playoffach. Ten znak rozpoznawczy organizacji to chyba jeden z ulubionych symboli każdego postronnego kibica NBA.  

aut. Miłosz Szumierz

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,603FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ