A więc jednak! Jagiellonia Białystok oficjalnie ogłosiła rozstanie ze swoim dyrektorem sportowym. Łukasz Masłowski opuszcza klub po czterech owocnych latach współpracy i – jeśli nie wydarzy się nic szokującego – przeniesie się do Widzewa Łódź. Będzie to dla niego powrót, bowiem pracował już krótko w tym klubie w 2019 roku, a wcześniej był z nim związany jako piłkarz. Pytanie, czy dyrektor sportowy uchodzący za najlepszego w kraju oraz klub mający bajeczne możliwości finansowe dadzą sukces, jaki wymarzyli sobie w Łodzi?
Zacznę ten tekst przewrotnie – od stwierdzenia, że Łukasz Masłowski… nie ma wielkiego doświadczenia w wydawaniu pieniędzy na rynku transferowym. Brzmi kuriozalnie, jednak Jagiellonia Białystok, której przez ostatnie lata był sternikiem, drastycznie ograniczała wydatki na transfery definitywne. Wyjątkiem był Kajetan Szmyt, który według doniesień medialnych kosztował 700 tysięcy euro. Reszta angaży była w przytłaczającej większości bez odstępnego. Sytuacja była zastanawiająca, bowiem Jagiellonia zyskała spore środki finansowe dzięki dobrym wynikom w europejskich pucharach, a także na sprzedaży m.in. Oskara Pietuszewskiego. Za kadencji Masłowskiego udało się zyskać około 14 mln euro na wytransferowanych zawodnikach przy jednoczesnym niewielkim nakładzie na kupowanych piłkarzy. Wielki sukces dyrektora sportowego? I tak, i nie.
Faktem jest bowiem, że Łukasz Masłowski sprowadzał na Podlasie głównie obcokrajowców dostępnych jako wolni gracze lub zawodnicy do wypożyczenia. Tymczasem Jagiellonia sprzedawała niemalże wyłącznie polskie talenty. Pietuszewski, Skrzypczak, Wdowik, Marczuk, Matysik. Pytanie, czy z innym dyrektorem sportowym bilans zysków byłby gorszy? Tego się nigdy nie dowiemy, ale trudno przyjmować tezę, że to Masłowski sprowadzał prospekty, które potem z zyskiem udawało się sprzedawać, chociaż oczywiście Marczuk czy Skrzypczak to trafione angaże.
Łukasz Masłowski ma nosa do obcokrajowców?
Już w czasie pracy dla Wisły Płock komplementowałem „nos” Łukasza Masłowskiego do znajdowania nieoczywistych zawodników. W Białymstoku „czarował” tego typu ruchami. Nene, Sacek, Pululu – wiele z tych ruchów budziło wątpliwości w momencie ogłaszania, ale szybko pokazało, że dyrektor sportowy zna się na rzeczy. Powtórzę – Łukasz Masłowski potrafi znajdować nieoczywiste, wartościowe wzmocnienia, które bez dużego wydatku dają duże efekty sportowe.
W tym miejscu muszę jednak postawić gwiazdkę, a nawet dwie. Po pierwsze – lista zagranicznych niewypałów jest równie długa, a prawdopodobnie dłuższa niż ta z udanymi współpracami. AZ Jackson, Álex Cantero i wielu innych nie spełniło oczekiwań. Jak naliczyłem, w czasie pracy Masłowskiego Jaga wypożyczyła TRZYNASTU zawodników. Ilu wykupiła? No właśnie tu jest kolejny problem. Nawet jeśli Enzo Ebosse, João Moutinho czy Darko Churlinov pokazali się z dobrej strony, to klub nie był w stanie kontynuować współpracy. Dziwne, bardzo dziwne. Do tego należy dodać grono piłkarzy, którzy odchodzili jako wolni gracze. Jarosław Kubicki, Michal Sacek, teraz Afimico Pululu czy Miłosz Piekutowski. To bez wątpienia kamyczki do ogródka Masłowskiego. Polityka masowych wypożyczeń wprowadzała ogromny chaos. Napiszę wprost – Jagiellonia Białystok latem będzie miała duży problem z łataniem kadry wobec odejścia Masłowskiego. To dość oczywisty zarzut – kadrę budowano nieperspektywicznie, myśląc jedynie o doraźnym efekcie.
Jagiellonia ograniczała Masłowskiego?
Wątpliwość jest więc oczywista. Czy to Jagiellonia Białystok ograniczała pracę jej dyrektora sportowego? Kto decydował o tym, by mimo znaczących zysków nie wydawać pieniędzy na wzmacnianie kadry, a skupiać się na chwilowych współpracach? Kto popełnił grzech zaniechania zimą, gdy wzmocnienia pojawiły się bardzo późno, co z kolei utrudniło perspektywy walki o czołowe lokaty w lidze?
Łukasz Masłowski przejmie niedługo Widzew Łódź, gdzie z oczywistych względów potencjał finansowy będzie nieporównywalnie wyższy. Być może pójdzie krok dalej niż w Białymstoku, gdzie myśląc o transferze, musiał najpierw stawiać warunek „oszczędności”, a dopiero potem jakości. Ta współpraca będzie intrygująca, bowiem Masłowskiego czeka wyzwanie innej kategorii niż te z Jagiellonii. Presja także będzie ogromna. Osobiście obawiam się, że Duma Podlasia z obecną polityką będzie już jedynie pikowała w dół – ale działoby się tak niezależnie od tego, czy Łukasz Masłowski kontynuowałby pracę. Nie da się rozwijać drużyny i myśleć o stabilizacji, gdy tak liczne roszady kadrowe mają miejsce przed każdym sezonem. Widzew Łódź chce mierzyć wysoko i sięga po dyrektora sportowego z renomą i nazwiskiem. Ten ma w nowym klubie rozwinąć skrzydła. Wkrótce przekonamy się, czy jest w stanie wznieść się wysoko, czy też celowo latał przy ziemi, bo obawiał się, żeby nie upaść.

