Co za nieprawdopodobny scenariusz miał ten mecz brąz! W pierwszej połowie Francja grała zdecydowanie poniżej oczekiwań, przez co Anglia lała ją aż miło. Po przerwie doszło do przebudzenia Mbappe i spółki. Ta prawie doprowadziła do remisu. Rzut karny w końcówce ustalił jednak wynik rywalizacji na 5:3 dla piłkarzy Thomasa Tuchela.
Mecz o 3. miejsce na mundialu jest dla niektórych zbędny – kadry, które przegrały swoje półfinały raczej nie myślą już poważnie o nagrodzie pocieszenia. Spotkanie trzeba było jednak rozegrać. Przynajmniej była to szansa dla kilku rezerwowych piłkarzy na zaprezentowanie się szerszej publiczności. Trochę ambitniej do rywalizacji podeszli Les Bleus, bo w ich składzie nie zabrakło Kyliana Mbappe, Michaela Olise, Adriena Rabiota oraz Mike’a Maignana. Z kolei w jedenastce Lwów Albionu nie ujrzeliśmy najważniejszych, czyli Jude’a Bellinghama i Harry’ego Kane’a.
Francja stłuczona na kwaśne jabłko
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli Anglicy. Szybko zdołali zamienić ją na bramkę. Declan Rice, po przecięciu niecelnego podania Desire Doue, podciągnął akcję w okolice 20 metra, po czym przymierzył sprzed pola karnego. Uderzył tak, że Maignan nawet się nie ruszył.
Wyspiarze czuli się bardzo swobodnie i dominowali w centralnej strefie. Prezentowali się tak, jakby chciało się im wygrać trochę bardziej. Grali z większą determinacją. Ich rywale zaś zachowywali się stosunkowo biernie. Potrafili odpowiedzieć ciekawymi akcjami, ale strzały oddawali z nieprzygotowanych pozycji. Tyły mieli natomiast dziurawe jak ser szwajcarski. Wykorzystał to w 11. minucie Bukayo Saka, ale jego trafienie zostało anulowane przez spalonego.
Natomiast po jego podobnej akcji udało się wywalczyć rzut rożny, który koledzy piłkarza Arsenalu zamienili na drugiego gola. Precyzyjną centrę na głowę Ezriego Konsy posłał Declan Rice. Podopieczni Deschampsa niby próbowali odpowiedzieć i dzięki swojej jakości jakieś szanse sobie tworzyli. Dwie niezłe okazje zmarnował Kylian Mbappe – raz, kiedy wyszedł za obronę przeciwników. Za drugim razem ściął w pole karne. W obu przypadkach górą był Dean Henderson.
Im dłużej trwała ta rywalizacja, tym bardziej stawało się jasne, że Francuzom niezbyt chce się grać w piłkę. Poruszali się w spacerowym tempie, przez co zostawiali ogromne połacie przestrzeni. Z tego korzystali zawodnicy Thomasa Tuchela, którzy nie udawali profesjonalnego zespołu, tylko faktycznie nim byli. Trzecią bramkę zdobyli po kontrze skrzydłowych. Marcus Rashford i Bukayo Saka pod niezbyt agresywną presją ze strony Les Bleus mieli po jednej próbie strzeleckiej. Uderzenie pierwszego obronił bramkarz, a strzał drugiego zablokował defensor. Do piłki dopadł jeszcze Rashford, stworzył koledze dogodną pozycję, po czym podał do niego. Piłkarz Arsenalu musiał wykorzystać sytuację.
A w doliczonym czasie gry zrobiło się 4:0 dla Anglików. Podręcznikowe zagranie prostopadłe posłał Eberechi Eze. Adresatem był Saka, który pewnie skarcił podwórkowo poczynającą sobie Francję.
Anglia prawie została dogoniona
Trener Deschamps wstrząsnął zespołem po przerwie. Dokonał czterech zmian, wpuszczając Dayota Upamecano, Ousmane Dembele, Lucasa Digne oraz Bradleya Barcolę. Dało to wymierne rezultaty. Francuzi się przebudzili, zaczęli wyżej podchodzić i dominować drużynę przeciwną. Już w 48. minucie Mbappe strzelił na 1:4 po tym, jak wyprowadził go na wolne pole Olise. Ważny odbiór początkujący akcję zaliczył Upamecano. Sześć minut później Mbappe wypuścił Barcolę. Ten wparował w pole karne, a następnie wykorzystał szansę.
Anglicy byli trochę bardziej rozluźnieni i przez pierwsze minuty nie istnieli na boisku. Potem jednak zdołali się podnieść na tyle, że obserwowaliśmy pokaz bardzo wesołej piłki. Atak szły to w jedną, to w drugą stronę. Ale to Les Bleus byli mocniej skoncentrowani na zmniejszeniu straty. W 66. minucie pięknie pograli Olise z Mbappe. Skrzydłowy Bayernu przepuścił podanie Dembele do napastnika Realu Madryt. Ten poklepał jeszcze Olise, dzięki czemu znalazł się na czystej pozycji i trafił do siatki. Francja złapała kontakt.
Po przerwie na nawodnienie różnica zrobiła się już wyraźna. Anglicy skupiali się głównie na bronieniu i obserwowali, jak Francja kombinuje. Pluć w brodę powinien sobie Olise, który nie popisał się wykończeniem w dwóch sytuacjach, w tym jednej całkiem dogodnej. Lwy Albionu odpowiedziały w 80. minucie wypadem Jude Bellinghama, wprowadzonego z ławki. Zatańczył on z obrońcami, ale nie odnalazł drogi do bramki. Potem w 85. minucie znów zaatakowali. W polu karnym został sfaulowany Djed Spence i sędzia podyktował jedenastkę. Wykorzystał ją Saka, przez co piłkarz skompletował hat-tricka.
Gdyby mało było komuś bramek, to w doliczonym czasie zespoły dały sobie jeszcze po razie. Najpierw Dembele ponownie przywrócił nikłe już nadzieje Francuzom. Następnie po akcji indywidualnej Bellingham przywrócił Anglikom dwubramkowe prowadzenie. Kurtyna zasłoniła scenę. Koniec końców zawodnicy trenera Deschampsa pokazali charakter, wracając do rywalizacji. Zrobili to natomiast zbyt późno. Z brązu cieszyć mogą się więc wyspiarze.

