Kłopot bogactwa przerósł Thomasa Tuchela

Gdy Thomas Tuchel ogłosił powołania na Mistrzostwa Świata w Ameryce, w angielskich mediach nie brakowało dyskusji na temat słuszności wyboru niektórych zawodników. Selekcjoner pominął wielu bardzo dobrych piłkarzy, którzy bez wątpienia mogliby się przydać na turnieju, ale przy tak szerokiej i wyrównanej kadrze jaką mają Anglicy, innego wyjścia nie było. Na jakiąkolwiek kadrę nie zdecydowałby się selekcjoner, musiał pominąć kogoś, kto mógłby przydać się na mundialu. To był kłopot bogactwa, który przerósł niemieckiego szkoleniowca.

Thomas Tuchel miał plan na reprezentację Anglii

Wśród największych nazwisk, które pominął Thomas Tuchel wymieniało się Cole’a Palmera, Phila Fodena, Morgana Gibbs-White’a, Jarroda Bowena, Adama Whartona, Curtisa Jonesa, Trenta Alexandra-Arnolda, Luke’a Shawa, Lewisa Halla, Harry’ego Maguire’a czy Levi Colwilla. Na prawie każdego zawodnika można jednak znaleźć innego powołanego, którego brak byłby kontrowersyjny. Na pozycji nr 10 nie bylo Palmera, Fodena i Gibbs-White’a, ale byli Bellingham, Rogers oraz Eze. Lewa obrona? Tuchel postawił na O’Reilly’ego i Djeda Spence’a, którego wybór się obronił. W centrum defensywy mniejsze kontrowersje wywołałoby pominięcie Jarrella Quansaha oraz Dana Burna, ale Tuchel postawił na piłkarzy, którzy mogą zagrać na dwóch pozycjach w linii obrony. Gdyby chciał zmieścić w kadrze Adama Whartona i Curtisa Jonesa musiałby natomiast zrezygnować z Jordana Hendersona (on pewnie znalazł się w kadrze ze względu na rolę lidera w szatni) i Kobbiego Mainoo.

REKLAMA

Selekcjoner stanął przed kłopotem bogactwa i w tym terminie nieprzypadkowo znajduje się słowo „kłopot”, ponieważ dość łatwo możesz zostawić w domu kogoś, kto później się przyda. Thomasowi Tuchelowi nie można jednak zarzucić, że nie miał pomysłu na reprezentację Anglii. Chciał mieć piłkarzy pasujących do jego koncepcji, a ta wizja opierała się na stworzeniu zespołu o zbliżonej charakterystyce do trendów panujących w Premier League.To musi odzwierciedlać Premier League, Premier League to liga bardzo wymagająca fizycznie, to liga bardzo bezpośrednia. Myślę, że musimy być wystarczająco odważni, by grać jak angielska kadra – mówił w marcu 2025 roku. Jeśli Tuchel miał wybór pomiędzy piłkarzem lepiej broniącym niż atakującym, a graczem lepiej atakującym niż broniącym to stawiał na tego pierwszego. Gdy musiał wybierać pomiędzy zawodnikiem bazującym bardziej na fizyczności, a bazującym bardziej na technice, stawiał na tego pierwszego.

Źle rozegrany mecz z Argentyną

Wszycy wiemy jak potoczył się turniej dla reprezentacji Anglii. Choć zajęcie 3. miejsca to dobry wynik, a zdobycie drugiego medalu w historii Mistrzostw Świata nie może być deprecjonowane to kadra wróci do kraju z poczuciem nie tylko niedosytu, ale też rozczarowania. Anglia męczyła się w fazie pucharowej, nie bez trudu pokonywała kolejne przeszkody w postaci Demokratycznej Republiki Konga, Meksyku oraz Norwegii, a przegrali z pierwszym rywalem z czołówki, czyli Argentyną. I za ten mecz mocno oberwało się Thomasowi Tuchelowi.

Już po zestawieniu wyjściowej jedenastki przez 52-latka było widać pomysł na mecz. Tuchel postarał zmieścić na boisku jak najwięcej piłkarzy wybieganych, intensywnych, o dobrych warunkach fizycznych. Na bokach obrony zagrali James i Spence, a na prawym skrzydle pojawił się Rogers. Anglia nie zamierzała zdominować Argentyny grą w piłkę, a chciała to zrobić poprzez wygrywanie pojedynków fizycznych i starć o zebranie drugiej piłki po dalekich podaniach. Wymowne były wypowiedzi selekcjonera oraz Bukayo Saki po meczu z Francją. Skrzydłowy Arsenalu nie zagrał ani minuty w półfinale z Argentyną, co wydawało się być spowodowane problemami zdrowotnymi, z którymi zmaga się od dłuższego czasu. Po meczu z Francją, w którym Saka zdobył hat-tricka przyznał, że jest w pelni zdrowy, natomiast Tuchel brak minut dla niego w półfinale przedstawił jako decyzję taktyczną. To właśnie z tych względów skrzydłowy o najwyższych umiejętnościach technicznych nie zagrał w najważniejszym meczu kadry pod wodzą Thomasa Tuchela.

Thomas Tuchel najbardziej zawinił jednak poprzez zarządzanie meczem

Początkowy plan sprawdzał się całkiem nieźle. W końcu Anglicy objęli prowadzenie, powstrzymywali Argentynę od kreowania sytuacji, a bramkę zdobyli po powtarzającej się akcji, czyli zebraniu drugiej piłki na połowie przeciwnika po dalekim podaniu. Niemniej jednak, Anglia przegrała ten mecz, ponieważ nie potrafiła zarządzać prowadzeniem. Dzień wcześniej Hiszpania w meczu przeciwko Francji dała lekcję, jak grać przy korzystnym wyniku, utrzymując się przy piłce jak najdłużej się da. Thomas Tuchel przyjął jednak inną taktykę. Nie chciał, aby jego zespół kontrolował prowadzenie poprzez posiadanie piłki, ponieważ miał świadomość, że brakuje im jakości czysto piłkarskiej. A brakowało jej wyłącznie z wyboru trenera, ponieważ zawodników, którzy powinni pomóc w tym elemencie zdecydował się zostawić w domu.

Tuchel wiedział jednak co robić. Reagował według sprawdzonego już planu z Meksykiem, gdy grając w dziesiątkę od 54. minuty utrzymali prowadzenie i awansowali do ćwierćfinału. 17 minut po objęciu prowadzenia Tuchel ściągnął Anthony’ego Gordona, zawodnika mającego największy potencjał w kontratakach za Ezriego Konsę i przeszedł na ustawienie 5-3-2. 10 minut później za Reece’a Jamesa wprowadził ponad dwumetrowego Dana Burna, aby lepiej radzić sobie z dośrodkowaniami Argentyńczyków. Ponadto za Rice’a wszedł Nico O’Reilly, który miał zabezpieczyć lewą flankę, czyli sektor, gdzie w szeregach rywali operował Leo Messi. Z defensywnego punktu widzenia zmiany Tuchela można byłoby logicznie uzasadnić, natomiast selekcjoner odbierał swojemu zespołowi atuty ofensywne, przez co zaczęli grać wyłącznie na przetrwanie. A to okazało się ogromnym błędem.

Czyny w kontrze do słów

Bardziej bali się odpaść z turnieju niż chcieli go wygrać – to słowa skierowane do reprezentacji Anglii podczas EURO 2024 wypowiedziane przez… Thomasa Tuchela. Dokładnie dwa lata później to samo można powiedzieć o reprezentacji prowadzonej już przez autora tego cytatu. Niemiec również bardziej bał się odpaść z mundialu niż chciał go wygrać. Selekcjoner porażkę z Argentyną tłumaczył odwołując się do kultury angielskiego futbolu. – Myślę, że posiadanie piłki odegrało kluczową rolę. Może to nie jest w naszym DNA, tak jak jest w DNA Hiszpanii, Argentyny czy Brazylii. Aby wziąć piłkę i kontorlować grę z piłką – mówił po jedynej porażce Anglików na tym turnieju. Czyny i decyzje Thomasa Tuchela stoją jednak w kontrze do jego wypowiedzi.

Angielska tożsamość piłkarska rzeczywiście jest mniej nastawiona na posiadanie piłki niż wielu topowych reprezentacji, natomiast Anglikom nie brakuje piłkarzy, którzy potrafią utrzymać się pod presją przy piłce, grać kombinacyjnie i wielopodaniowo. Thomas Tuchel przy prowadzeniu z Argentyną mógł wprowadzić Bukayo Sakę czy Kobbiego Mainoo, aby Anglia dłużej utrzymywała się przy piłce (a pomiędzy strzeleniem gola, a stratą drugiej bramki robiła to tylko przez 12% czasu), ale tego nie zrobił. Nie wziął też na turniej wielu piłkarzy o wysokich umiejętnościach technicznych, ponieważ wolał bronić wynik przechodząc na pięciu obrońców i wprowadzając Dana Burna. Oczywiście, to też jest jakiś pomysł, który w meczu z Meksykiem – o czym nie można zapominać – się sprawdził. Niemniej jednak, w pierwszym meczu z silniejszym przeciwnikiem taki plan zawiódł. Pod względem piłkarskim Anglicy na Mistrzostwach Świata 2026 wyglądali o wiele gorzej od topowych reprezentacji nie dlatego, że mają mniejszy potencjał, a z powodu decyzji selekcjonera.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ