– Francja ma najlepszych piłkarzy świata, ale dziś zmierzyła się z najlepszą drużyną na świecie – powiedział Luis de la Fuente po wygranym półfinale z reprezentacją Trójkolorowych. Podobne słowa selekcjoner Hiszpanii mógłby powiedzieć po zwycięstwie w finale przeciwko Argentynie. To Albicelestes mieli najlepszego piłkarza na tym turnieju, jednak znów to Hiszpania wygrała, ponieważ miała lepszy zespół. Ta wypowiedź hiszpańskiego trenera najlepiej oddaje to, w jaki sposób zbudował on swoją reprezentację. Podczas wygranego mundialu Hiszpania nie miała w swojej ekipie jednego wybijającego się piłkarza ponad resztę. Gwiazdą La Furia Roja był cały zespół i system stworzony przez selekcjonera.
Mundial największych gwiazd
Mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksysku naznaczone były dobrymi występami najlepszych piłkarzy. Na turnieju najbardziej błyszczeli ci najwięksi – Leo Messi, Kylian Mbappe, Erling Haaland, Harry Kane, Jude Bellingham, Ousmane Dembele, Michael Olise czy jeszcze w fazie grupowej Vinicius. Jedynym ofensywnym piłkarzem z absolutnej światowej czołówki, który zawodził i nie dostarczał liczb na tym mundialu był Lamine Yamal. Ostatecznie to jednak Hiszpan wraca do kraju z Pucharem Świata. De la Fuente nie zbudował drużyny wokół swojej największej gwiazdy. Yamal był tylko jednym z elementów dobrze funkcjonującego zespołu.
Hiszpania na tych mistrzostwach była przeciwieństwem większości czołowych reprezentacji. Selekcjonerzy tych najlepszych drużyn starali się w jak najlepszy sposób wykorzystać atuty swoich gwiazd. Stworzyć taki system, aby ci najlepsi czuli się w nim komfortowo. Najbardziej dobitnym przykładem jest tutaj wczorajszy rywal Hiszpanów Argentyna, w której niemal wszystko podporządkowane było Messiemu. Niemniej jednak, podobnie – choć oczywiście nie w tak dużym stopniu – funkcjonowała chociażby Francja z Mbappe, Anglia z Kanem i Bellinghamem, Norwegia z Haalandem czy Brazylia z Viniciusem. Trenerzy kadr narodowych ze względu na ograniczoną ilość czasu na zgrupowaniach nie starali się odwzorowywać tego, co dzieje się w piłce klubowej, a więc budowy zespołu, gdzie wszyscy zawodnicy muszą pracować w defensywie i podporządkować się wymaganiom trenera. Zamiast tego dawali swoim gwiazdom większą swobodę.
Starcie kontrastów
Wyjątkiem okazał się de la Fuente, który reprezentację Hiszpanii zbudował pod konkretny sposób gry. La Furia Roja na tym turnieju w największym stopniu przypominała zespół klubowy, gdzie jest coraz mniej miejsca na popisy indywidualne, a piłkarze mają jasno sprecyzowane role na boisku. Hiszpania na tym mundialu wyglądała na zespół grający na autopilocie, który do perfekcji ma wypracowane pewne schematy zachowań. Finał pomiędzy Hiszpanią a Argentyną był starciem dwóch odmiennych filozofii. Z jednej strony reprezentacja stworzona wokół jednego piłkarza, na którego pracuje cała reszta. Z drugiej drużyna, w której jedenastu zawodników zaangażowanych jest w atakowanie i bronienie. Na koniec to Hiszpania triumfowała. Znów to zespół wygrał z indywidualnościami.
Wprawdzie La Furia Roja dopiero po dogrywce przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę, jednak od początku do końca byli zespołem lepszym. Argentyna pierwszy strzał oddała dopiero w 117. minucie. Łącznie w całym meczu Albicelestes dwukrotnie próbowali pokonać Unaia Simona, jednak ani razu nie był on zmuszony do interwencji. Dla porównania Hiszpanie oddali 20 strzałów, w tym 12 celnych oraz dziewięć z pola karnego. Współczynnik xG La Furia Roja – według danych z Fotmob – wyniósł 2,29, natomiast ekipy Lionela Scaloniego tylko 0,22. Podopieczni de la Fuente mogli ten mecz zamknąć znacznie wcześniej.
Hiszpania odcięła Messiego od gry
Kluczem do zdominowania Argentyny było zneutralizowanie Messiego i odcięcie go od podań. Przez 120 minut gry 39-latek miał 54 kontakty, co było najniższym wynikiem ze wszystkich meczów na tym turnieju, które zaczynał w podstawowym składzie. Drugi najniższy wynik to starcie z Algerią (57 w ciągu 80 minut). Co więcej, Messi w finale oddał tylko jeden strzał, nie stworzył żadnej okazji, ani razu nie dotykał piłki w polu karnym Hiszpanów i zanotował tylko trzy udane dryblingi. Był to jego najgorszy mecz na tych mistrzostwach i nic dziwnego, że rozegrał go akurat przeciwko La Furia Roja.
Messi nie otrzymywał podań, ponieważ jego zespół został zdominowany przez rywali. Zespół de la Fuente w finale był przy piłce przez 65% czasu. Jednak jest to wynik nie tylko cierpliwego konstruowania ataków, ale też skutecznego wysokiego pressingu. Argentyna na początku spotkania chciała budować swoje akcje krótkimi podaniami od bramki, jednak mieli duży problem z progresją piłki. Zespół Scaloniego nastawiony jest na grę przez środek, jednak tym razem Hiszpanie skutecznie zamknęli tę strefę boiska, spychając ich w boczne sektory. Hiszpanie skutecznie blokowali wszystkie opcje podania, włącznie z wycofaniem piłki do bramkarza, zmuszając stoperów Argentyny do dalekich zagrań, z których przejęciem nie mieli problemów.
W dalszej części meczu Argentyńczycy coraz częściej zaczęli otwierać grę lub omijać pressing dalekim podaniem. Jednak taki sposób gry pasował Hiszpanom. Albicelestes nie mieli w ataku zawodnika, do którego można było adresować długie piłki. Kogoś, kto wygrałby pojedynek główkowy z obrońcą lub utrzymał futbolówkę. Zespół Scaloniego mógł ewentualnie liczyć na zbieranie drugich piłek, jednak i w tym aspekcie zdecydowanie lepsza była La Furia Roja. Argentyna miała problem z wyjściem za połowę i podłączeniem pod grę Messiego.
Wkład rezerwowych
Mecz finałowy z Argentyną niewiele różnił się od pozostałych Hiszpanii na tym turnieju. La Furia Roja miał kontrolę nad meczem, częściej utrzymywała się przy piłce i tworzyła więcej sytuacji. Mimo to mieli oni problem nie tylko ze znalezieniem drogi do bramki, ale też wykreowaniem stuprocentowej sytuacji. Hiszpania na tym turnieju dominowała w strefie od jednego pola karnego do drugiego, jednak brakowało jej skutecznego egzekutora. Dlatego też w wielu meczach kibice do końcowego gwizdka sędziego musieli drżeć o wynik.
Bardzo często też Hiszpanie rozstrzygali losy meczu w końcowych minutach. Tak było aż w trzech z pięciu spotkań fazy pucharowej – przeciwko Portugalii, Belgii oraz Argentynie. To, co łączy te spotkania to również gole rezerwowych. W 1/8 oraz ćwierćfinale bohaterem okazywał się Mikel Mireno. Z kolei w finale decydującego gola zdobył Ferran Torres. To pokazuje przede wszystkim kunszt de la Fuente, który potrafił nie tylko zmianami odmienić losy meczu, ale również zbudować harmonię w grupie, gdzie rezerwowi są również ważni co zawodnicy podstawowego składu. Hiszpania miała mocną nie tylko podstawową jedenastkę, ale całą kadrę, która pojechała na turniej.
Mniej efektowna Hiszpania
Po wygranych mistrzostwach Europy zespół de la Fuente zgarnął również Puchar Świata, udowadniając, że na ten moment żadna reprezentacja nie może się z nimi równać. Oba te trofea zostały jednak wywalczone w nieco inny sposób. Dwa lata temu La Furia Roja grała zdecydowanie bardziej efektownie i bezpośrednio. Strzelała więcej goli, a jej gra w dużeym stopniu opierała się na dwójce skrzydłowych – Laminie Yamalu i Nico Williamsie. Na tegoroczny mundial de la Fuente przygotował jednak inną taktykę. Selekcjoner Hiszpanów wiedział, że będzie musiał dostosować sposób gry, ponieważ jego boczni pomocnicy nie są w takiej formie, w jakiej byli dwa lata temu. Yamal przyjeżdżał do Ameryki Północnej po kontuzji, niegotowy do gry w pełnym wymiarze czasowym. Natomiast Williams miał nieudany poprzedni sezon i na tegorocznej imprezie wchodził jedynie z ławki. Ponadto w kadrze Hiszpanów nie ma piłkarzy o podobnym profilu, dlatego de la Fuente musiał wymyślic coś innego.
Hiszpania stała się znacznie bardziej pragmatyczna. La Furia Roja dłużej utrzymywała się przy piłce (64%) niż na poprzednim EURO (58,5%), jednak była to głównie broń defensywna. Drużyna de la Fuente niekoniecznie dążyła do tego, aby wykreować jak najwięcej okazji. Swój sukces oparli na tym, aby nie dopuszczać przeciwników do groźnych sytuacji. Pod względem defensywnym Hiszpania była absolutnie najlepsza na tym turnieju. W ośmiu meczach stracili tylko jedną bramkę, a ich średnie xGC (oczekiwane gole tracone) na mecz było równe 0,3. Dla wielu kibiców reprezentacja Hiszpanii mogła grać nudną piłkę, jednak nie można powiedzieć, że w ich grze brakowało odwagi. Spośród wszystkich zespołów to podopieczni de La Fuente najczęściej odzyskiwali piłkę w ostatniej tercji boiska (średnio 6,1 na mecz).
Hiszpania jak za czasów Vicente del Bosque
Wersja Hiszpanii z mundialu 2026 znacznie bardziej przypomina reprezentację prowadzoną przez Vicente del Bosque, która sięgała po Puchar Świata w 2010 oraz mistrzostwo Europy w 2012 roku. Zresztą sami Hiszpanie wskazują na to, jak wiele punktów wspólnych ma tegoroczny triumf do tego z turnieju rozgrywanego w RPA. Od potknięcia w pierwszym meczu, przez rywalizację z reprezentacją prowadzoną przez Marcelo Bielsę w fazie grupowej, pokonanie Portugalii 1:0 w 1/8 finału, wyeliminowanie faworyta w półfinale aż po zwycięstwo 1:0 w finale po golu w drugiej połowie dogrywki i czerwonej kartce dla rywala.
Niemniej jednak, to co łączy najbardziej te dwie ekipy to sposób gry. Pod wodzą del Bosque Hiszpania też była do bólu pragmatyczna. Posiadała piłkę głównie po to, aby zamęczyć rywala i nie dać mu dojść do głosu. Wystarczy wspomnieć, że podczas tamtego mundialu La Furia Roja w siedmiu meczach strzeliła tylko osiem goli, a wszystkie starcia w fazie pucharowej wygrywała 1:0. Zresztą podobnie Hiszpanie grali dwa lata później, kiedy wygrywali mistrzostwa Europy. Wówczas w drodze po tytuł – tak jak teraz, choć w mniejszej liczbie meczów – stracili tylko jednego gola.
Hiszpania wróciła na tron
Luis de la Fuente przywożąc z kolejnego wielkiego turnieju złoty medal, potwierdził tylko to, że hiszpańska federacja nie pomyliła się z zatrudnieniem go w roli selekcjonera dorosłej kadry. Jego bilans na mistrzostwach świata i Europy to jeden remis i 14 zwycięstw. Hiszpanie w drodze po te dwa triumfy ani razu nie potrzebowali do awansu serii rzutów karnych. Dwukrotnie byli najlepsi i zasłużenie sięgali po końcowy triumf. Co więcej, de la Fuente wygrał obie wielkie imprezy na dwa różne sposoby. Na mistrzostwa Europy stworzył reprezentację grającą bardziej bezpośrednio i wertykalnie, w której błyszczeli skrzydłowi. Dwa lata później z kolei oglądaliśmy wersję bardziej pragmatyczną, wyważoną i skuteczną w defensywie, gdzie kluczową rolę odgrywał środek pola.
Po kilkunastu latach posuchy to de la Fuente okazał się tym, który przywrócił Hiszpanię na reprezentacyjny tron. I zrobił to nie dzięki temu, że ma najlepszych piłkarzy, a poprzez zbudowanie najlepszej drużyny. Oczywiście La Furia Roja wciąż ma bardzo utalentowaną generację, jednak na boisku ich największą siła jest zgranie i zrozumienie wszystkich zawodników. Za kadencji obecnego selekcjonera reprezentacja Hiszpanii stała się zespołem, który dzięki wspomnianym cechom potrafi zatrzymać największe indywidualności.

