Antonelli wraca do wygrywania, a Russell ma problem. 4 wnioski po GP Belgii

Za nami przedostatnie zmagania kierowców Formuły 1 przed coroczną sierpniową przerwą wakacyjną. Królowa motorsportu zawitała tym razem do Belgii. Na torze Circuit de Spa-Francorchamps, czyli jednym z ulubionych dla wielu fanów i kierowców po raz kolejny nie obyło się bez porządnego ścigania. Działo się i dlatego czas to wszystko podsumować.

George Russell może się już nie pozbierać?

George Russell tym razem sam się nie wplątał w kłopoty, lecz mimo tego oddala od siebie wizję zostania mistrzem świata. Ze zmagań w Belgii wyeliminowała go kolizja ze swoim byłym kolegą zespołowym – Lewisem Hamiltonem. 28-latek już na pierwszym okrążeniu wycofał się z wyścigu. Z kolei Kimi Antonelli po trzech weekendach bez wygranej, wrócił na właściwe dla niego tory i odniósł kolejne cenne zwycięstwo.

Młody Włoch nie dość, że powiększa po raz kolejny swoją przewagę w mistrzostwach, to pokazuje jakim niesamowitym spokojem emanuje. Antonelli ewidentnie nie zamierza się zatrzymywać. Udowadnia swojemu koledze z Mercedesa co to znaczy być w dobrej formie oraz jak ważna jest umiejętność dowożenia kluczowych rezultatów. Jedyne co może pomóc Russellowi w odrabianiu strat to awaryjność Mercedesa. Nie są to niezawodne maszyny, co już niejednokrotnie w tym sezonie było widać. Brytyjczyk sam pod sobą dołki kopie. Tak naprawdę tylko od niego zależy czy po przerwie wakacyjnej będzie jeszcze w stanie wrócić do rywalizacji. Dodatkowo musi uważać na przyczajonych kierowców Ferrari, a zwłaszcza Lewisa Hamiltona, których absolutnie nie można skreślać.

AlphaTauri to super zespół środka stawki

Zarówno Arvid Lindblad jak i Liam Lawson z wyścigu na wyścig pokazują, że AlphaTauri to bardzo ciekawy zespół. Sama jazda takimi samochodami to czysta przyjemność oraz szansa na rozwój. Brytyjczyk to nowicjusz w F1, a dowozi bardzo dobre wyniki. Te w przyszłości mogą mu dać szansę jazdy w topowych zespołach. Z kolei Lawson po nieudanym angażu w Red Bullu pokazuje, że w Formule 1 jeszcze ma wiele do pokazania i nie zamierza z niej szybko odchodzić.

Po wykonaniu kroku wstecz, który był mu jak widać potrzebny, wróciło do niego drugie życie i zaczyna po prostu dowozić wyniki. AlphaTauri na ten moment zrównała się punktami w klasyfikacji generalnej konstruktorów z ekipą Alpine, lecz awans na piąte miejsce pozostaje tylko i wyłącznie kwestią czasu.

Bortoleto wyjaśnia i naucza

Brazylijczyk jest chwalony i będzie chwalony, bo jest za co to robić. Ewidentnie przejął w zespole Audi pałeczkę w liderowaniu i nie zamierza jej o wiele starszemu Nico Hulkenbergowi oddawać. Doświadczony Niemiec do tej pory nie zdobył ani jednego punktu w klasyfikacji generalnej. Prawdę mówiąc niewiele zanosi się na to by ten stan rzeczy miał szybko ulec zmianie.

21-letni Brazylijczyk dość regularnie „ciuła” punkty i to dzięki niemu Audi ma jakąkolwiek skromną bo skromną, ale jakąś zdobycz punktową. Sam konkurencyjny samochód to nie wszystko. Trzeba go umieć wykorzystać i znajdować się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Tego Hulkenberg nie potrafi w tym sezonie zrobić. Nie dość, że ma pecha to po prostu przestał dowozić poziomem. Może po sezonie trzeba będzie do Bortoleto dobrać kogoś nowego?

Kończy się czas Ocona

Nie milkną liczne plotki w padoku, które mówią o potencjalnym pożegnaniu się po sezonie z Estebanem Oconem z Haasem. Nie jest w tym nic dziwnego. Francuski kierowca jeździ tak jakby pogodził się ze swoim losem. Regularnie jest pokonywany na każdym polu przez Olliego Beramana, oddając mu tym samym definitywnie rolę lidera zespołu. Brytyjczyk to przyszłość Formuły 1, dla którego za niedługo Haas będzie po prostu za małym zespołem. To już inna historia.

Jednak Ocon całkiem niedawno taką przyszłością też był. Wydawało się, że rozłąka na stałe z Alpine i pójście do Haasa da Francuzowi nowego bodźca o zawalczenie o siebie. Nic bardziej mylnego. Mija półtora roku, a jest tylko gorzej. Dni Estebana Ocona w Formule 1 są już policzone? Wszystko na to jak na razie wskazuje.