Kto zachwycił, a kto zawiódł w Lechu Poznań podczas minionego sezonu?

Długi sezon Lech Poznań zakończył w fenomenalny sposób, zdobywając mistrzostwo. Przez ostatnie miesiące śledziliśmy losy piłkarzy, którzy albo stawali się architektami tytułu, albo zaczęli odgrywać marginalną rolę w zespole. Niektórzy z nich trafiali do poszczególnej kategorii zgodnie z oczekiwaniami, inni zaś zaskakiwali bardziej lub mniej pozytywnie. Aby to podsumować, wybraliśmy największych wygranych i przegranych kampanii 2025/2026 w zespole Kolejorza.

Wygrani sezonu 2025/2026 w zespole Lecha Poznań

Ali Gholizadeh

Nie od razu czarował na naszych boiskach. W przerwie międzysezonowej leczył kontuzję. Wrócił, pojawił się w czterech meczach i… znów doznał urazu. Podczas treningu uszkodził mięsień przywodziciela. Wrócił pod koniec listopada, pograł kilka miesięcy, a potem znów kontuzja – tym razem poważniejsza. Z Motorem Lublin zerwał więzadło krzyżowe. 

REKLAMA

W grze spędził więc łącznie zaledwie niecałych 1600 minut, ale wystarczyło mu to, aby odcisnąć wielkie piętno na poczynaniach Lechitów. Z kolei w samej Ekstraklasie nieco ponad 1100 minut na boisku wystarczyło mu, aby otrzymać nominację do najlepszego pomocnika sezonu. Strzelił sześć bramek, zaliczył cztery asysty i wielokrotnie wcielał się w rolę błyskotliwego kreatora. Szkoda, że nie dopisuje mu zdrowie, bo oglądanie takiego magika w akcji to czysta przyjemność.

Irańczyk jest dla nas wygranym, bo w tak krótkim czasie zdołał zapracować na nowy kontrakt. Lech Poznań, nie zważając na to, że skrzydłowy doznał poważnej kontuzji i do pełni sił wróci dopiero na wiosnę, zdecydował, że warto udzielić mu kredytu zaufania. I dobrze – piłkarza o takich umiejętnościach trudno będzie zastąpić. Opłaca się znów za nim poczekać.   

Pablo Rodriguez

Należy do grupy zawodników z letniego zaciągu. Gdy przyszedł, nie od razu był gotowy do gry. Potrzebował dwóch tygodni na dojście do formy. Dużo sobie po nim obiecywano. CV miał ciekawe – grał między innymi w młodzieżowych drużynach Realu Madryt.

Początki w Poznaniu miał niemrawe. Dawał od siebie dużo w pressingu, ale z piłką przy nodze był chaotyczny. Nie podejmował trafnych decyzji, często wdając się w niepotrzebne pojedynki. Nie potrafił też osiągnąć skuteczności strzeleckiej i dał się zapamiętać z zmarnowanych świetnych okazji. Jako następca Afonso Sousy totalnie się nie sprawdzał.

Talent wychowanka Las Palmas eksplodował dopiero po czasie. Zbiegło się to z przesunięciem Hiszpana z dziesiątki na ósemkę. Bardzo przydawały się jego możliwości motoryczne. Lepiej prezentował się podłączając się do ofensywy z trochę głębszych stref boiska. Imponował sprytnymi zagraniami do kolegów, którym stwarzał dobre sytuacje. Wiele asyst zabrała mu właśnie nieskuteczność innych zawodników. Wymownym jest, że Filip Jagiełło nie wrócił do wyjściowego składu, gdy wyzdrowiał. Rodriguez zwyczajnie go wygryzł.

Michał Gurgul

Dla tego zawodnika, będącego produktem akademii Lecha, te rozgrywki miały ogromne znaczenie. Zaczynał drugi pełny sezon jako ważna część pierwszej drużyny. Zamierzał wykonać w nim kolejnych kilka kroków do przodu w rozwoju swojej piłkarskiej kariery.

W pierwszych meczach prezentował jeszcze chwiejną formę. Grał niepewnie, a szczególnie złe skojarzenia powodował jego występ z Cracovią. Tamten mecz był symbolem dyspozycji lewego obrońcy. Jednak po październikowym zgrupowaniu stał się pierwszym wyborem trenera Nielsa Frederiksena. Spisywał się tak dobrze, że posadził na ławce Joao Moutinho i już go z niej nie wypuścił. 

W tych rozgrywkach nastąpił ogromny progres w jego grze. Do tej pory kojarzył się z lepszą grą w obronie niż w ofensywie. Strzelona bramka i zaliczonych sześć asyst to najlepszy wynik młodego defensora w ciągu jednego sezonu. Świadczy to o coraz większych możliwościach 20-latka, gdy podczas ataku pozycyjnego musi podłączać się wyżej. Nie powinno zdziwić nikogo potencjalne odejście wychowanka Kolejorza latem.

REKLAMA

Wojciech Mońka

Spośród wszystkich zawodników Kolejorza ten młody defensor poczynił najbardziej spektakularny progres. Zadebiutował jeszcze w sezonie 2024/2025, a w tym ostatnim dalej miał wkomponowywać się do drużyny. 

Aż do końcówki listopada grał mało. Zaliczył 5 występów, w tym w rewanżu z Breidablikiem, dwumeczu z KRC Genk, spotkaniu z Widzewem Łódź oraz katastrofalnej porażki z Lincoln Red Imps. Powoli nabierał doświadczenia, również popełniając błędy. Przełomem okazało się dla niego starcie z Radomiakiem Radom po listopadowej przerwie reprezentacyjnej. Od tego momentu grał prawie wszystko, stając się właściwie liderem formacji defensywnej Lecha Poznań.

Głęboko w pamięci zapadły nam interwencje 19-latka w meczach z FC Lausanne-Sport, czy w potyczce o mistrzostwo z Radomiakiem. Piłkarz łączył niespotykane czytanie gry, co pozwalało mu na doskok do rywali w odpowiednich momentach, z dojrzałością w wyprowadzeniu piłki. W ciągu 19 ekstraklasowych gier, w których się pojawił, zapracował na nagrodę dla najlepszego defensora sezonu. Trudno nie sądzić, że przed Mońką świetlana przyszłość.

Przegrani sezonu 2025/2026 w zespole Lecha Poznań

Gisli Thordarson

W poznańskim zespole był jedną z tych młodszych postaci, które ciekawiły najbardziej. Sprowadzony zimą poprzedniego roku Islandczyk w kilku meczach rozgrywek 2024/2025 zaprezentował spory talent, ale zatrzymały go kontuzje. Miniona kampania miała więc być dla niego szansą na utrwalenie tego, z czego dał się poznać. 

Nie wyszło to najlepiej, pomocnik bowiem znajdował się w zmiennej formie. Przeplatał świetne występy, jak te z Lechią Gdańsk na wyjeździe lub Koroną Kielce u siebie, czy klasowe chwile pokroju bramki z Widzewem w Łodzi, z grą poniżej oczekiwań – na Gibraltarze tudzież w domowym starciu z Jagiellonią. Nie pomogła mu również sytuacja zdrowotna. Na początku grudnia doznał urazu na kartoflisku w Gliwicach, wiosną zaś od starcia z Jagiellonią mierzył się z problemem mięśniowym.

Ostatecznie liczba 1150 minut spędzonych na boiskach ekstraklasowych oraz europejskich była zbyt mała, aby w tym czasie 21-latek mógł osiągnąć regularność. Umiejętności niewątpliwie ma, ale musi jeszcze dopisać mu szczęście. Jeśli mniej czasu będzie spędzać na rehabilitacji, tylko na tym zyska.

Alex Douglas

W Poznaniu tęskno za jego formą z rundy jesiennej 2024 roku, kiedy należał do czołówki ligowych defensorów. Imponował pewnością siebie, motoryką oraz grą z piłką przy nodze. Później obniżył loty, ale nadal budził nadzieję, że może stać się liderem defensywy Kolejorza. O ile oczywiście by nie odszedł, bo latem pojawiła się taka możliwość.

Zawodnik jednak pozostał w klubie i miał trudne wejście w miniony sezon, bo nie sprzyjała mu niska forma, przez co zachowywał się elektrycznie. Dalej nie mógł osiągnąć stabilnej dyspozycji – również przez kontuzje. Jedna wyeliminowała go z rewanżu z Crveną Zvezdą Belgrad, druga z listopadowych i grudniowych zmagań w poprzednim roku, a kolejna z końca marca już do końca sezonu uniemożliwiła mu grę. 

W związku z tym Szwed nie poczynił żadnego postępu i w hierarchii środkowych defensorów znajduje się raczej nisko. Dla 24-latka minione rozgrywki nie były oczywiście ostatnim dzwonkiem, ale potencjalny transfer zagraniczny mocno się od niego oddalił. Podobnie jak w przypadku Thordarsona, jeśli przestanie się borykać z kontuzjami, powinien mieć łatwiej w pokazaniu swojego prawdziwego oblicza.

Mateusz Skrzypczak

Historia jego powrotu do Kolejorza nadawała się do filmów. Został oddany bez żalu do Jagiellonii Białystok, w niej wyrósł na najlepszego obrońcę ligi – dosłownie, bo był wybrany defensorem sezonu 2024/2025 – a na końcu wrócił do miejsca, w którym wychował się piłkarsko (i zresztą nie tylko, bo to rodowity Poznaniak).

Następnie już tak filmowo się to wszystko nie układało. Jasne, każdy zawodnik po kapitalnych rozgrywkach w jednym roku może w kolejnym zanotować obniżkę formy. Ale że aż taką? Wychowanek niebiesko-białej drużyny był cieniem samego siebie. Gdzieś zniknęła jego pewność siebie, przez co notował wiele niepewnych interwencji. Miał też lepsze mecze, fenomenalnie krył Afimico Pululu w wyjazdowej potyczce z Jagą, ale na ogół prezentował się nierówno.

Być może to sporo ważąca koszulka Lecha Poznań podziałała tak negatywnie na 25-letniego zawodnika. Na pewno nie należy on do tak słabych piłkarzy, jak pokazywał to poprzedni sezon – ma zadatki na stanie się jednym z najważniejszych elementów układanki trenera Nielsa Fredreriksena. W tym nadchodzących rozgrywkach dostanie szansę na zmazanie plamy.

Joao Moutinho

Drugi po Skrzypczaku gracz z białostockiego zaciągu. Na papierze ruch nie miał wielkich wad. Portugalczyk sprawdził się w Jagiellonii – zarówno w europejskich pucharach, jak i na krajowym podwórku. Sprowadzono go, aby zwiększył rywalizację na lewej obronie, gdzie do wyboru był tylko Michał Gurgul.

W pierwszych tygodniach od przyjścia wygrywał rywalizację z młodszym kolegą. Podobać mogło się to, jak umiejętnie wyprowadzał piłkę do przodu oraz jak skutecznie pracował w pressingu. Z czasem stał się bardzo niedokładny, a w grze obronnej coraz częściej nie potrafił zabezpieczać swojego sektora. Przez to zastąpił go Gurgul, który palmy pierwszeństwa przy wyborze składu przez duńskiego szkoleniowca już nie oddał.

Od październikowej przerwy reprezentacyjnej 28-latek zagrał tylko w 11 meczach. Aż w sześciu z nich wchodził tylko z ławki rezerwowych. To świadectwo tego, jak często nie znajdował się w odpowiedniej dyspozycji. Z pozytywów? Przychodząc, sprawił, że jego polski rywal na pozycji lewego obrońcy poczuł oddech na plecach i na przestrzeni sezonu znacznie podniósł swoje umiejętności.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ