Sezon Premier League 2025/26 dobiegł końca. Teraz czeka nas blisko 3-miesięczna przerwa. Zanim Waszą uwagę przejmą nadchodzące Mistrzostwa Świata oraz ruchy poszczególnych klubów na rynku transferowym zapraszamy Was do przeczytania podsumowania sezonu Premier League, w którym opisujemy jak wyglądały minione rozgrywki każdego zespołu. Aby się nie rozpisywać – przyjęliśmy limit 150 słów na każdy klub.
Arsenal
Mistrzostwo Anglii dla Arsenalu to nie tyle sukces tego konkretnego sezonu, co nagroda za utrzymywanie się bardzo blisko szczytu przez cztery ostatnie lata. Gdyby przeanalizować wszystkie cztery sezony, w których zespół Mikela Artety liczył się w walce o tytuł, ten obecny, zakończony mistrzostwem Anglii, wcale nie był wyraźnie lepszy od pozostałych. Arsenal niewiele się zmienił względem poprzednich lat. Nadal miał najlepszą defensywę w Anglii, był bardzo skuteczny po stałych fragmentach i świetnie zorganizowany w każdej fazie gry bez piłki (wysoki pressing, niska obrona, faza przejścia z ataku do obrony), ale w ofensywie było daleko od ideału. The Gunners wygrali ligę, mimo braku ofensywnego piłkarza, który byłby gwiazdą ligi. Dla Saki był to najsłabszy liczbowo sezon w ostatnich 5 latach. Ani Gyokeres, ani Eze nie okazali się zawodnikami robiącymi wielką różnicę. Wymieniając głównych architektów tego tytułu trzeba wskazać na piłkarzy o charakterystyce defensywnej – Rayę, Gabriela, Salibę, Timbera i Rice’a.
Manchester City
Manchester City był blisko, aby zakończyć ten sezon z trzema krajowymi trofeami, ale ta wersja The Citizens miała – jak na standardy zespołu Pepa Guardioli – sporo braków. To były rozgrywki naznaczone wieloma zmianami koncepcji hiszpańskiego szkoleniowca. Od nastawienia na bardzo wysoki pressing na samym starcie sezonu, przez okres, w którym w wielu meczach mieli niższe posiadanie piłki, po powrót do chęci dominacji. Od ustawienia 4-3-3 z jedną „6-tką”, przez wariant gry 4-2-2-2 bez typowych skrzydłowych, po 4-2-3-1, ze skrzydłowymi oraz dwoma pomocnikami cofniętymi głębiej. Raz Guardiola próbował ustawiać wszystkich ofensywnych piłkarzy w szerokości pola karnego, innym razem – skrzydłowi odpowiadali za trzymanie szerokości. Od zakładania pressingu w ustawieniu 4-1-3-2 po zmianę pod koniec sezonu na 4-2-4. Pep ciągle szukał idealnej koncepcji. Pod koniec sezonu ją znalazł, bo z ostatnich 11 meczów we wszystkich rozgrywkach o stawkę jego zespół wygrał dziewięć i dwa zremisował, ale nie udało się uratować ligi.
Manchester United
Po letnim okienku transferowym, w którym Manchester United sprowadził trzech zawodników do formacji ofensywnej za około 200 mln funtów, Ruben Amorim zmienił trochę model gry, nastawił zespół na szybkie ataki, potrafił wykorzystać atuty Cunhii i Mbeumo, ale nie przejmował się, że drużyna nie kontroluje meczów. Wizja Portugalczyka zaczęła się rozjeżdżać z osobami postawionymi wyżej w klubie i w styczniu został zwolniony, a jego miejsce zajął Michael Carrick. Anglik uprościł grę Czerwonych Diabłów. Zmienił ustawienie na 4-2-3-1. Bruno Fernandesa przesunął z „8-ki” na „10-tkę”, co jeszcze lepiej uwidoczniło jego zalety. Wyciągnął z szafy Kobbiego Mainoo, który stworzył dobry duet z Casemiro. Sprawił, że Benjamin Sesko zaczął strzelać. Zespół pod wodzą Carricka zachował swoje atuty w szybkich atakach, a jednocześnie zaczął być bardziej cierpliwy z piłką i lepiej kontrolować mecze. Dzięki temu Manchester United zagra w następnej edycji Ligi Mistrzów, a Carrick zapracował na podpisanie kontraktu na stałe.
Aston Villa
Aston Villa słabo rozpoczęła sezon i myślałem, że w projekcie Unaia Emery’ego coś się wypaliło. Jego zespół stał się przewidywalny, ponieważ przez cały czas bazował na wciąganiu rywala do pressingu i grze przez środek, na co rywale potrafili się przygotować. Niemniej jednak, w kolejnych miesiącach nastąpiło odbicie. Wygrali 12 z 13 meczów w lidze, oszukując wszelkie modele matematyczne. Później nastąpiło równanie do średniej i w drugiej połowie sezonu wygrali tylko 7 meczów, na co wpływ miały też liczne kontuzje graczy środka pola – Kamary, McGinna oraz moim zdaniem najważniejszego zawodnika dla sposobu gry Emery’ego, czyli Tielemansa. Niemniej jednak, ten sezon i tak zakończył się sukcesem w postaci zagwarantowaniem sobie miejsca w Lidze Mistrzów jeszcze przed finałem Ligi Europy, który Aston Villa wygrała kończąc 30-letnię posuchę bez trofeum. Ten sezon dla Aston Villi był tak udany, ponieważ bardzo dużo goli potrafili dołożyć ze stałych fragmentów gry oraz uderzeń z dystansu.
Liverpool
Ogromne rozczarowanie. Liverpool po zdobyciu mistrzostwa Anglii w poprzednim sezonie wzmocnił jeszcze zespół sprowadzając Wirtza, Isaka, Ekitike, Frimponga i Kerkeza. W obecnych rozgrywkach zrobili jednak ogromny regres, co jednak nie trudno wytłumaczyć. Niewiarygodny zjazd zanotował Mohamed Salah, który rok temu rozegrał jeden z najlepszych indywidualnych sezonów w historii Premier League. Bardzo ważną postacią był też Alexander-Arnold i po jego odejściu nie udało się zastąpić jego wpływu na zespół w fazie posiadania piłki. Gorszy sezon zanotował Virgil van Dijk, a gdy Holender nie jest w formie, Liverpool nigdy nie liczy się w walce o tytuł. Ponadto swoje zrobiło odejście Luisa Diaza oraz śmierć Diogo Joty. Co więcej, nowych nabytków nie udało się wkomponować do zespołu. Na tym zadaniu kompletnie poległ Arne Slot. Kilkanaście miesięcy nie wystarczyło Holendrowi, aby wypracować system gry, który wykorzysta potencjał tych zawodników. Tym samym Slot stracił chyba już cały kredyt zaufania, który wypracował sobie w poprzednim sezonie.
Bournemouth
Mimo że poprzedni sezon mieli już bardzo dobry, Bournemouth jest dla mnie największym pozytywnym zaskoczeniem minionych rozgrywek. Sposób, w jaki poradzili sobie ze stratą kluczowych zawodników jest imponujący. Latem posypała im się cała linia defensywy. Wypożyczenie Kepy dobiegło końca, Kerkez odszedł do Liverpoolu, Zabarnyi do PSG, a Huijsen do Realu. Ponadto stracili „pierwszego zawodnika do wejścia”, ponieważ Dango Ouattara trafił do Brentford. Na Vitality Stadium znaleźli następców, którzy bardzo dobrze pasują do sposobu gry zespołu oparym na wysokim pressingu, intensywności i szybkich atakach. W styczniu Wisienki straciły najlepszego piłkarza w minionym sezonie, Antoine’a Semenyo. Po odejściu Ghańczyka w Premier League… nie przegrali jednak żadnego z 18 meczów. Zastąpił go sprowadzony z ligi brazylijskiej 19-letni Rayan, a w nadchodzącym okienku Bournemouth znów może sporo zarobić na sprzedażach wyróżniających się piłkarzy (Scott, Kroupi, Jimenez, Truffert). Andoni Iraola dokonał w Bournemouth cudów i zostawia swojemu następcy klub w Lidze Europy.
Sunderland
Sunderland jest bardzo dobrym przykładem czego potrzeba beniaminkom, aby utrzymać się w Premier League – trafionych transferów. Z tym, że oni dokonali tak dobrych wzmocnień, że w przyszłym sezonie zagrają w Lidze Europy. Jest to niesamowite osiągnięcie, jeśli przypomnimy sobie, że w dwóch poprzednich sezonach każdy beniaminek od razu spadał z ligi. Na Stadium of Light latem kadrę budowali niemal od zera, ponieważ awans wywalczyli z wieloma piłkarzami wypożyczonymi. Po awansie do elity sproawdzili aż 15 zawodników. Na kluczowe pozycje udało im się pozyskać graczy, którzy odnaleźli się w zespole oraz w Premier League – bramkarza Robina Roefsa, środkowego obrońcę Omara Alderete, bocznych obrońców Mukiele i Reinildo, środkowego pomocnika Granit Xhaka, który stał się mózgiem całego zespolu oraz napastnika Briana Brobbeya. Trzeba także ogromnie docenić trenera Regisa Le Brisa, który już od pierwszego meczu w Premier League wiedział jak dopasować do siebie wszystkie elementy, aby jak najszybciej zacząć zbierać punkty.
Brighton
To był sezon, w którym kibice Brighton mogli mieć poczucie, że projekt Fabian Hurzelera zmierza donikąd, ale już po sezonie, wiedząc, że Mewy wróciły do Europy (konkretnie Ligi Konferencji), 33-letniemu trenerowi należą się słowa uznania. Zespół wykonał kolejny krok w rozwoju pod jego wodzą. Niemiecki szkoleniowiec wierzy w swój model gry i nie dokonuje w nim większych zmian. Brighton opiera swoją grę na wysokim pressingu, intensywności i cierpliwym budowaniu akcji, próbując wciągnąc rywala na własną połowę. Oglądając ich mecze często nie przekonują mnie w atakach pozycyjnych, ale mając inicjatywę na tyle dobrze kontrolują mecz, że nie pozwalają rywalom na tworzenie wielu okazji. Ciesze się, że na The Amex w trudnym momencie, na przełomie stycznia i lutego, wytrzymali ciśnienie i dali pracować Hurzelerowi. Brighton nadal jest bardzo stabilnym projektem oraz zespołem, który ma na siebie pomysł i stopniowa się rozwija.
Brentford
Przed sezonem typowani do spadku z uwagi na odejście z klubu trenera Thomasa Franka, a także dwóch najlepszych strzelców zespołu, czyli Bryana Mbeumo oraz Yoanne’a Wissy. Powierzenie roli szkoleniowca Keithowi Andrewsowi, specjaliście od stałych fragmentów w sztabie Thomasa Franka, było bardzo ryzykowne, ale – jak się okazało – w klubie wiedzieli co robią. Nowy trener nie przeprowadzał rewolucji, a kontynuował pracę poprzednika i zdroworozsądkowo bazował na tym, co udało mu się już wypracować. Brentford ciągle najgroźniejsze było w fazach przejściowych oraz po stałych fragmentach gry, ale nie zatracili umiejętności wysokiego pressingu czy budowania akcji od własnej bramki. Zdołali także wypromować kolejnego napastnika, ponieważ Igor Thiago, strzelając 22 gole, przebił najlepszy wynik w Premier League Wissy (19), Mbeumo (20) i Toneya (20). Brentford to kolejny przykład, że trwanie przy jednej koncepcji budowania klubu niezależnie od tego kto jest trenerem to metoda, która przynosi pozytywne efekty.
Chelsea
Jeszcze zanim Chelsea dokonała zmiany trenera, postrzegałem ich jako głównego faworyta w wyścigu o awans do Ligi Mistrzów (nie uwzględniając Arsenalu i City). Pod wodzą Mareski zespół miał swoje problemy, niedoświadczony trener ciągle uczył się na błędach, ale ich sufit – mecze z PSG w finale KMŚ, Barceloną, Arsenalem – był bardzo wysoko. Dokonując zmiany szkoleniowca, właściciele Chelsea całkiem obiecujący sezon zamienili w kompromitację i następny sezon spędzą tylko na krajowym podwórku. Pod wodzą Liama Roseniora zespół grał lepiej niż wskazywały na to wyniki, ale finalnie Anglik nie odnalazł się w tak wielkim klubie. Miniony sezon Chelsea był kolejnym dowodem na to, że model prowadzenia klubu przez BlueCo nie współgra z ambicjami środowiska Chelsea. Z letnich nabytków za ponad 300 mln euro jedynym, który odegrał znaczącą rolę w minionych rozgrywkach jest Joao Pedro. The Blues wciąż są „zespołem na dobrą pogodę” i potrzebują więcej doświadczenia oraz więcej piłkarzy światowego formatu.
Fulham
Fulham od wielu sezonów się nie zmienia. Jest dobrze prowadzonym zespołem, posiadającym charakterystyczny styl gry, dzięki czemu nie musi drżeć o utrzymanie, ale też posiada zbyt mało jakości indywidualnej, żeby znaleźć się w europejskich pucharach. Klub w letnim okienku postawił na stabilizację. Nie osłabił się znacząco, a wzmocnił jedynie skrzydła. Taki tez to był sezon dla Fulham – stabilny, w którym niewiele się zmieniło względem poprzednich lat. Sposób gry był podobny, z nastawieniem na cierpliwe budowanie akcji. W meczach z silniejszymi przeciwnikami Marco Silva natomiast zmieniał ustawienie na trójkę stoperów i wahadłowych, a zespół grał bardziej defensywnie. W wielu meczach gra Fulham wyglądała dobrze, ale w ostatniej tercji boiska czegoś brakowało. Elementem, który wymaga poprawy jest wysoki pressing. W czasach, gdy w wielu zespołach jest to podstawa, drużyna Marco Silvy trochę została w tyle. Myślę jednak, że w klubie są zadowoleni z tego sezonu i utrzymania pozycji w środku stawki.
Newcastle
Newcastle Eddiego Howe’a od kilku sezonów powtarza pewien cykl. Nie grając w europejskich pucharach potrafią zakwalifikować się do Ligi Mistrzów, ale gdy już muszą połączyć ligę z grą w Champions League, kończą poza strefą europejskich pucharów. W tym sezonie przeżywaliśmy deja vu z rozgrywek 2023/24. W Europie Newcastle potrafiło zaprezentować się bardzo dobrze na tle czołowych drużyn, ale w lidze zdecydowanei zbyt często gubili punkty. Eddie Howe oraz cały pion sportowy Srok nie wyciągnęli wniosków. Newcastle nadal jest zespołem bazującym przede wszystkim na intensywności i pressingu, a grając regularnie dwa mecze w tygodniu taki sposób gry jest o wiele mniej efektywny, ponieważ piłkarzom brakuje sił. Howe musi stworzyć drużynę bardziej kompleksową, lepiej kontrolującą mecze przez posiadanie piłki i posiadającą więcej atutów w atakach pozycyjnych. Od kilku lat nie widać jednak nawet chęci przesunięcia proporcji w tą stronę, co powinno postawić znak zapytania nad przyszłością trenera.
Everton
David Moyes zapewnił Evertonowi stabilizację. The Toffees pod wodżą Szkota mają cechy zespołów prowadzonych przez tego trenera. Są dobrze zorganizowani w grze bez piłki, potrafią grać z kontrataku i korzystać z fizyczności swoich zawodników, ale dołożyli też element, z którym wcześniej Moyesa nie utożsamiano, bowiem Everton jest skuteczny w wysokim pressingu. Everton był w minionych rozgrywkach bardzo regularny, a David Moyes udowodnił, że potrafi dostosować system gry do piłkarzy, których posiada i wyciągnąc z poszczególnych zawodników sporo potencjału. Zespół miewał wahania formy, ale bardziej wynikało to z absencji poszczególnych piłkarzy niż z braku pomysłu trenera, jak rozwiązać konkretny problem. Dobrze wyglądali w rywalizacjach z silniejszymi przeciwnikami, gdy mógł oddać piłkę i liczyć na fazy przejściowe, natomiast największe pole do poprawy mają w meczach, gdy rywal nie chce się odsłonić, ponieważ Everton w ofensywie uzależniony był głównie od indywidualności (Ndiaye, Grealish, Dewsbury-Hall).
Leeds
Bardzo dobry sezon jak na beniaminka. Daniel Farke to dla mnie największe trenerskie zaskoczenie tego sezonu. Niemiec zerwał z łatką trenera trzymającego się wyłącznie jednego sposobu gry. Jego zespoły zawsze starały się grać ładny, ofensywny futbol i… zawsze spadały z Premier League. Tymczasem Leeds było dobrze poukładane w defensywie, bardzo intensywne, wybiegane, fizyczne oraz skuteczne ze stałych fragmentów gry. Od początku sezonu Leeds grało dobrze, ale kluczowa w kontekście walki o utrzymanie była zmiana ustawienia na trójkę stoperó i wahadłowych na początku grudnia. Pawie stały się jeszcze bardziej niewygodnym rywalem dla każego. Od tego czasu w 30 meczach we wszystkich rozgrywkach przegrali tylko 6 razy. Od grudnia więcej punktów w Premier League od nich zdobyło tylko 6 drużyn. Leeds w pełni zasłużenie utrzymało się w elicie i potwierdziła się również teoria, że beniaminek potrzebuje dobrych transferów (Stach, Calvert-Lewin, Bijol, Longstaff, Gudmundsson, Justin, Okafor).
Crystal Palace
Sezon Crystal Palace zapowiadał się obiecująco, dopóki nie rozpoczęła się faza ligowa Ligi Konferencji. Orły nie były gotowe na grę dwóch meczów w tygodniu. Mimo sygnałów alarmowych wysyłanych przez trenera już w trakcie okienka transferowego, w klubie nie przygotowali wystarczająco szerokiej kadry na rywalizację w Europie, co ostatecznie przesądziło o decyzji Olivera Glasnera, aby zakończyć współpracę po sezonie. Austriacki szkoleniowiec nie miał łatwo, ponieważ pod koniec okienka klub sprzedał Eberechiego Eze, a w zimowym okienku – Marka Guehiego. O ile stratę środkowego obrońcy udało się przykryć wprowadzeniem do zespołu Jaydeego Canvota oraz generalnie dobrą organizację w grze bez piłki, tak brak Eze po drugiej stronie boiska był bardziej odczuwalny. Klub poszerzył też kadrę zimą o Stranda Larsena, Evanna Guessanda oraz Brennana Johnsona, dając trenerowi większe pole manewru w ofensywie. Jeśli Palace w finale Ligi Konferencji pokona Rayo Vallecano to sezon będzie można uznać za dobry w kontekście ich możliwości kadrowych.
Nottingham Forest
To był szalony sezon w Nottingham Forest, w którym na pierwszy plan wyszedł właściciel kubu, Evangelos Marinakis. Nuno Espirito Santo po wywalczeniu awansu do Europy nie dogadywał się z właścicielem i nawet nie poprowadził zespołu w Lidze Europy. Zastąpił go Ange Postecoglou, który został zwolniony po 39 dniach. Drużynę ustabilizować miał Sean Dyche i ze swojej roli strażaka wywiązywał się całkiem przyzwocicie (zdobywał średnio 1,22 pkt/mecZ), jednak po niespełna czterech miesiącach też stracił pracę. Marinakis misję utrzymania oraz osiągnięcia sukcesu w Lidze Europy powierzył Vitorowi Pereirze, co wyglądało na szalony ruch, ponieważ 57-latek fatalnie rozpoczął sezon z Wolves, ale się opłaciło. Portugalczyk relatywnie szybko zażegnał widmo spadku i dotarł do półfinału Ligi Europy. Zmodyfikował też nieco ustawienie zespołu. Przeszedł na grę dwójką napastników, a przesunięcie Gibbs-White’a na lewe skrzydło okazało się znakomitą decyzją. Trzeba odnotować kapitalny sezon Elliota Andersona, bez którego cele zespołu byłyby o wiele trudniejsze do osiągnięcia.
Tottenham
Tottenham w ostatnich dwóch sezonach zdobył łącznie… 79 punktów. W poprzednim sezonie Spurs nie potrafili połączyć ligi z Ligą Europy (którą wygrali), w tym – z Ligą Mistrzów. Przed sezonem doszło do zmiany szkoleniowca i zespół objął Thomas Frank, ale Duńczyk nie poradził sobie w klubie z większymi wymaganiami. Jego zespół w żadnym elemencie nie przypominał topowej drużyny. Gdy w klubie zdali sobie sprawę, że spadek jest realny, postanowili ratować sezon Igorem Tudorem, co wyszło katastrofalnie. Pod wodzą Chorwata Tottenham wyglądał na najbardziej niepoukładaną drużynę w Premier League i po 43 dniach zakończono tą przygodę. Zespół przyszedł ratować Roberto De Zerbi i udało mu się utrzymać w Premier League. Włoski szkoleniowiec sprawił, że Koguty wreszcie w choć jednym aspekcie weszły na topowy poziom, a to był wysoki pressing. Spurs nie mają kadry pod wymarzony sposób gry De Zerbiego, ale Włoch skutecznie dostosował się do warunków.
West Ham
West Ham w drugiej połowie sezonu dzielnie walczył, śmiało mogą czuć swego rodzaju niesprawiedliwość, że w tych rozgrywkach średnia ponad 1 pkt/mecz nie wystarczyła do pozostania w lidze, ale zespół obudził się zbyt późno. Pod koniec września zwolniono Grahama Pottera, w jego miejsce przyszedł Nuno Espirito Santo, ale zanim Portugalczyk znalazł plan na poukładanie zespołu minęło trochę czasu. W pierwszej połowie sezonu Młoty miały katastrofalną defensywę. Trenerzy kombinowali z ustawieniem, zmieniali z czwórki na trójkę obrońców, próbowali wysokiego pressingu i obrony niskiej, ale nic nie działało. Wreszcie w styczniu Nuno znalazł optymalny układ, zespół grając w charakterystycznym stylu dla tego trenera (niskie posiadanie piłki i kontrataki) zaczął gonić konkurencję w walce o utrzymanie, ale trochę im zabrakło. Do trenera trudno mieć jednak pretensje. West Ham spada przez lata zaniedbań, braku jasnego pomysłu na budowę zespołu i nietrafionych transferów, zwłaszcza na pozycji napastnika oraz środkowych obrońców
Burnley
Myślę, że za kilkamiesięcy chcąc przypomnieć sobie kto był beniaminkiem w sezonie 2025/26 wielu kibiców będzie mieć dziurę w pamięci w przypadku jednego klubu, ponieważ Burnley nie zaznaczyło swojej obecności w Premier League. Właściwie trudno wskazać cokolwiek, z czego daliby się zapamiętać. Awans wywalczyli tracąc rekordowo niską liczbę goli w Championship i szczebel wyżej też chcieli bazować na szczelnej defensywie, ale zespołów z wyższego szczebla rozgrywkowego nie byli już w stanie zatrzymać. Na papierze zrobili kilka ciekawych transferów, ale jedynym zawodnikiem, który zapracował sobie, aby kluby Premier League rozważały jego transfer jest Zian Flemming, napastnik, który mimo bardzo słabego serwisu i około połowy rozegranych możliwych minut zdołał strzelić 11 goli. Już po kilku pierwszych kolejkach Burnley było faworytem do spadku z ligi i nie zmieniło się to aż do końca sezonu.
Wolverhampton
Od 1. kolejki sezonu znaleźli się w strefie spadkowej i ani razu z niej nie wyszli. 37 z 38 kolejek spędzili na ostatnim miejscu w ligowej tabeli. Na pierwsze zwycięstwo czekali do 3 stycznia. Spadek został już właściwie przesądzony przed świętami. Wolves nie próbowało nawet ratować się w zimowym okienku, a uznali, że lepiej przygotować się na następny sezon w Championship. Wilki miały krótki okres dobrych wyników w obecnym sezonie od lutego do marcowej przerwy reprezentacyjnej. Rob Edwards wówczas przyjął bardzo defensywny spobób gry, z nastawieniem na kontrataki oraz dużo dalekich podań. Tym samym uratował Wolves przed walką z historycznie najgorszymi drużynami Premier League pod względem dorobku punktowego. Ze spadku Wolverhampotn z elity płynie lekcja, że w kadrze musisz mieć piłkarzy ogranych w tej lidze. Klub z Molineux oparł politykę transferową na sprowadzaniu zawodników bez doświadczenia w Premier League i wielu z nich nie odnalazło się w tej lidze.

