Co zrobił Bayern!? Dwa ciosy w doliczonym czasie gry

Bayern Monachium przystępował do wyjazdowego meczu z Freiburgiem w roli zdecydowanego faworyta. Lider Bundesligi walczy o kolejne trofea i przygotowuje się do starcia z Realem Madryt w Lidze Mistrzów, ale w sobotnie popołudnie wybrał się na pojedynek z nieprzewidywalnym ligowym rywalem.

Zespół gospodarzy długo sprawiał wrażenie drużyny lepiej przygotowanej na konkretne boiskowe sytuacje, bardziej czujnej, bardziej agresywnej w pressingu i przede wszystkim groźniejszej wtedy, gdy naprawdę coś się pod bramką działo. Już w pierwszej połowie gospodarze kilka razy wyraźnie ostrzegli Bayern. Manuel Neuer musiał ratować swój zespół po groźnych sytuacjach Freiburga, a w 28. i 34. minucie zanotował bardzo ważne interwencje, dzięki którym goście jeszcze przed przerwą nie przegrywali. Bayern Monachium miał piłkę i próbował budować ataki, ale długo brakowało mu konkretu pod polem karnym Atobulu. Najlepsze momenty zespołu Vincenta Kompany’ego sprowadzały się raczej do pojedynczych zrywów niż realnej kontroli meczu.

REKLAMA

Po przerwie Freiburg nie potrzebował nawet chwili, żeby uderzyć

Gospodarze weszli w drugą połowę z ogromną energią i właściwie od razu rzucili się Bayernowi do gardła. Najpierw było ostrzeżenie, a chwilę później gol — dokładnie tak wyglądał początek drugiej części, który ustawił resztę spotkania. Bayern nagle musiał gonić wynik, ale nawet wtedy nie wyglądał jak zespół, który zaraz przejmie inicjatywę i zepchnie rywala pod jego bramkę. Freiburg był dobrze zorganizowany, a goście raz za razem rozbijali się albo o ostatnie podanie, albo o własną niedokładność. W 52. i 54. minucie gospodarze mogli wręcz podwyższyć prowadzenie szybciej, bo Lucas Höler zmarnował dwie bardzo dobre okazje. To był moment, w którym Bayern ewidentnie się chwiał.

Vincent Kompany próbował ratować sytuację zmianami. W 56. minucie na boisku pojawili się Pavlović, Laimer i Olise, potem wszedł jeszcze Musiala. Te roszady rzeczywiście dały Bayernowi trochę więcej ruchu i dynamiki z przodu, ale nie zmieniły najważniejszego. Freiburg dalej był zespołem bardziej konkretnym. Symboliczna była 72. minuta, gdy Bayern znów stracił gola po rzucie rożnym. Przy takim przeciwniku i przy takim przebiegu meczu był to cios bardzo poważny, bo Freiburg nie sprawiał wrażenia drużyny, która wypuści taki wieczór z rąk. Jesienią w starciu tych drużyn także zaczęło się od 2:0 dla Freiburga, ale Bawarczycy szybko odwrócili losy rywalizacji, strzelili sześć goli i wygrali 6:2. Wtedy jednak do odrabiania strat zabrali się wcześnie, dziś czas grał na niekorzyść gości.

Freiburg groźny jak jesienią, ale Bayern znowu zrobił swoje

Bayern odpowiedział dopiero w 81. minucie, kiedy Tom Bischof zdobył bramkę kontaktową. Końcówka zrobiła się nerwowa, doliczono aż osiem minut, ale nawet wtedy monachijczycy bardziej szarpali niż naprawdę zamknęli Freiburg we własnym polu karnym. Były próby, było trochę chaosu, była nadzieja na wyrównanie, ale brakowało jakości przy wykończeniu i spokoju w decydujących momentach. W doliczonym czasie gry swojego drugiego gola strzelił jednak Bischof. Bayern poczuł szansę na odwrócenie losów meczu. Przegrywał 1:2, wyrównał i ruszył po decydującego gola. Tego w dziewiątej minucie doliczonego czasu zanotował Lennart Karl.

To mogło być wstydliwe potknięcie, ale Bawarczycy pokazali charakter. Duch drużyny przed meczami przeciwko Królewskim został jeszcze bardziej wzmocniony.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,855FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ