Gdy na początku stycznia tego roku West Ham przegrał dwa kolejne mecze z Wolves (0:3) oraz Nottingham (1:2), wydawało się, że w walce o utrzymanie nie będzie większych emocji. Wprawdzie za nami była dopiero nieco ponad połowa sezonu, jednak wyklarowały się trzy zespoły, które wyraźnie odstawały od reszty. Jednym z nich były właśnie Młoty, których strata do bezpiecznego miejsca wynosiła wtedy siedem punktów. West Ham wydawał się być wówczas praktycznie pogrzebany. Niemniej jednak, w drugiej połowie sezonu Nuno Espirito Santo znalazł rozwiązanie problemów. Co prawda, na osiem kolejek przed końcem sezonu Młoty wciąż są w strefie spadkowej, jednak mają tyle samo „oczek” co Nottingham oraz tylko jedno mniej od Tottenhamu.
West Ham dryfował w kierunku spadku
Gdyby Młotom udało się w tym sezonie utrzymać byłby to jeden z największych zwrotów akcji w obecnym sezonie. Od początku rozgrywek ekipa prowadzona wówczas przez Grahama Pottera odstawała od reszty ligi. Angielski szkoleniowiec został zwolniony już po pięciu meczach, z których aż cztery przegrał, zdobywając w nich tylko trzy punkty. W jego miejsce zatrudniony został Espirito Santo, jednak Portugalczyk początkowo również nie potrafił znaleźć rozwiązania problemów West Hamu.
Z pierwszych 16 spotkań pod jego wodzą, zespół wygrał tylko dwa. Przełamanie nastąpiło dopiero w drugiej połowie stycznia, kiedy Młoty odniosły dwa zwycięstwa z rzędu pokonując kolejno Tottenham (2:1) oraz Sunderland (3:1). Do tego czasu portugalski szkoleniowiec w 16 meczach zdobył tylko 11 punktów, co dawało średnią 0,69 na mecz. Pod wodzą Portugalczyka West Ham nie tylko nie poprawił wyników, ale sama gra również nie dawała powodów do optymizmu. Przeciwko Wolves West Ham zaliczył jeden z najgorszych występów jakiekolwiek zespołu w tym sezonie Premier League. Wilki wszystkie trzy gole strzeliły już w pierwszej połowie i zasłużenie zgarnęły komplet punktów.
Dołek mentalny
Kilka dni później przyszła kolejna porażka, która jeszcze bardziej mogła podłamać podopiecznych Espirito Santo. West Ham przegrał kluczowy mecz w walce o utrzymanie po tym jak prowadził 1:0. Młoty wyszły nawet na dwubramkowe prowadzenie, jednak gol ten został nieuznany z powodu spalonego w fazie budowania akcji. Co gorsza, Nottingham zwycięską bramkę zdobyło z rzutu karnego w 89. minucie po tym, jak Alphonse Areola popełnił indywidualny błąd i sfaulował Morgana Gibbsa-White’a przy nieudanym wyjściu do dośrodkowania i próbie piąstkowania.
Po tych dwóch porażkach West Ham wyglądał na zespół, który pod względem mentalnym jest na samym dnie. Na prawdę ciężko było przewidzieć, że Espirito Santo będzie w stanie wyciągnąć drużynę z kryzysu i powalczyć o utrzymanie. Gdyby wówczas portugalski szkoleniowiec został zwolniony, nikogo nie mogłoby to dziwić. Kibice West Hamu nie mieli praktycznie niczego, w czym mogli upatrywać nadziei, że uda się odwrócić złą kartę. Oczywiście otwarte było okienko transferowe, więc można było liczyć, że klub wzmocni się na rynku. Z drugiej strony West Ham w każdym okienku wydaje mnóstwo pieniędzy, jednak przeważnie nie trafia z transferami. Od dłuższego czasu żaden trener nie jest w stanie z tych piłkarzy wyciągnąć pełnego potencjału i stworzyć drużyny, która byłaby czymś więcej niż sumą indywidualnych umiejętności.
Stabilizacja składu
Paradoksalnie te dwie wspomniane wcześniej porażki – przeciwko Wolves i Nottingham – okazały się momentem zwrotnym. Od tego czasu West Ham przegrał tylko dwa z 12 meczów we wszystkich rozgrywkach. Co więcej, były to porażki przeciwko mocniejszym kadrowo zespołom – Chelsea i Liverpoolowi. W ostatnich dziewięciu meczach ligowych Młoty zdobyły 15 punktów, co jest – ex aequo z Bournemouth – piątym wynikiem w całej lidze. Lepsze są tylko dwa zespoły z Manchesteru, Arsenal oraz Chelsea. Średnia punktów na mecz West Hamu w tym czasie wzrosła równo o jedno „oczko” – z 0,67 w pierwszych 21 kolejkach do 1,67 w ostatnich dziewięciu. Co ważne, nie jest to jedynie efekt szczęścia. Według modelu punktów oczekiwanych na stronie Understat Młoty w tym okresie zasłużyły na około 14 „oczek”, co plasuje ich pod tym względem na siódmym miejscu.
Najważniejszym czynnikiem odbudowy West Hamu okazała się stabilizacja składu. Zarówno Potter, jak i Espirito Santo na początku nie mieli wykrystalizowanego zestawienia podstawowej jedenastki i sprawdzali różne rozwiązania. Portugalczyk na samym początku kadencji próbował zarówno ustawienia z czwórką obrońców, jak i trzema stoperami i dwójką wahadłowych. W zasadzie co mecz nowy trener zmieniał nie tylko zestawienie personalne, ale również formacje oraz pozycje poszczególnych zawodników. Lucas Paqueta próbowany był chociażby jako wysunięty napastnik, a Matheus Fernandes na boku pomocy. Od połowy stycznia i przyjścia do klubu Taty’ego Castellanosa oraz Pablo podstawowy skład West Hamu jest znacznie bardziej stabilny. Espirito Santo trzyma się ustawienia 4-2-3-1 i dokonuje niewielu zmian. Często są one wymuszone kontuzjami czy innego rodzaju nieobecnościami.
Przepis Nuno Espirito Santo na sukces
Wyjątkiem była konfrontacja z Manchesterem City w ostatniej kolejce. Portugalski trener zmienił ustawienie na 5-4-1 i nastawił zespół bardzo defensywnie. West Ham oddał piłkę rywalom i bronił w niskim bloku, pilnując dostępu do własnego pola karnego. Mecz ten był potwierdzeniem tego, że Espirito Santo przede wszystkim poukładał drużynę w obronie. Pomimo optycznej przewagi, 72% posiadania piłki i aż 24 strzałów The Citizens stworzyli sobie tylko jedną „dużą szansę”, w dodatku w doliczonym czasie gry. Oczywiście West Ham miał dużo szczęścia, że udało im się ten mecz zremisować. W całym meczu oddali tylko jeden strzał i nie byli w stanie zagrozić bramce przeciwnika. Mimo to, pod kątem defensywnym rozegrali bardzo dobre spotkanie.
Młoty – podobnie jak poprzednie zespoły Espirito Santo – rzadko stosują wysoki pressing. Zamiast tego ustawiają się przeważnie na własnej połowie w celu wykorzystania wolnych przestrzeni na połowie rywala po odbiorze piłki. W obecnym sezonie West Ham pozwala rywalom na najwięcej podań zanim podejmie próbę odbioru (14,42). Oznacza to, że stosują oni najmniej intensywny pressing w całej lidze. Niemniej jednak, w poprzednich klubach o podobnym potencjale kadrowym, w których pracował Portugalczyk taka strategia – oparta na stabilizacji składu, dobrej organizacji w defensywie i wykorzystywaniu faz przejściowych – się sprawdzała.
Zarówno Wolves, jak i Nottingham Espirito Santo był w stanie doprowadzić do gry w europejskich pucharach. W obecnym sezonie z West Hamem oczywiście nie ma na to szans, jednak udało mu się poukładać nowy zespół i nadać mu cechy charakterystyczne jego poprzednich drużyn. Szanse Młotów na utrzymanie z tygodnia na tydzień są coraz większe i ich pozostanie w lidze może być rozpatrywane jako sukces podobnego kalibru. Zwłaszcza biorąc pod uwagę miejsce, w którym jeszcze dwa miesiące temu znajdował się West Ham.
