Przed losowaniem było wiadomo, że Lech Poznań w 1/8 finału Ligi Konferencji łatwej przeprawy mieć nie będzie. Mogło trafić się Rayo Vallecano, trafił się Szachtar Donieck. Na murawę w Poznaniu wybiegła więc praktycznie brazylijska drużyna – 7 reprezentantów z kraju kawy w pierwszej jedenastce. Jakość techniczną widać było gołym okiem. Słabość defensywną Kolejorza także.
Zanim gole Szachtara i popisy bloku obronnego, to chcę napisać parę słów o formacji odpowiadającej za atak bramki przeciwnika. Pokazała niewiele. Dmytro Riznyk przed przerwą interweniować nie musiał ani razu. Lechici uparcie chcieli wejść z piłką do bramki, jeśli już udało im się pod nią zajść. Najlepszą szansę w pierwszej części spotkania miał Joel Pereira, kiedy to po zagraniu od Aliego Gholizadeha miał otwartą całą prawą flankę. No po prostu autostrada do gola.
Portugalczyk nie szukał jednak strzału, tylko chciał jeszcze zagrać piłkę do Mikaela Ishaka. Lepszej sytuacji już nie było. Można się zastanawiać, czy zagranie ręką Valeriya Bondara w końcówce nie kwalifikowało się do podyktowania rzutu karnego. Norweski arbiter nie zdecydował się na obejrzenie powtórki, więc pewnie dostał sygnał z VAR-u, że ta sytuacja nie podlega dyskusji. Lech utrzymywał się przy piłce dłużej, próbował rozciągać grę i wykorzystywać luki w ustawieniu przeciwnika. Aż w 36. minucie nadział się na kontratak. Kauna Elias związał dwóch stoperów i zagrał piętą do wbiegającego Marlona Gomesa. Akcja Brazylijczyków zakończyła się golem, który podciął skrzydła gospodarzom.
Szachtar do szatni mógł schodzić przy prowadzeniu wyższym niż 1:0. Jeden strzał Eliasa z dalszej odległości obronił Bartosz Mrozek, raz też musiał wyciągać piłkę spod nóg Newertona. Tego samego Newertona, który drugą połowę zaczął od pokonania polskiego golkipera. Zbyt łatwo przedarł się środkiem Gomes, piłka trochę szczęśliwie spadła pod nogi grającego z numerem 11 zawodnika, a swoją przygodę zakończyła w bramce.
Lech Poznań zaczął odrabiać straty jeszcze przed rewanżem
Wynik był bardzo niekorzystny, ofensywa nie funkcjonowała, więc potrzebne były roszady. Niels Frederiksen wpuścił Patrika Walemarka oraz Taofeeka Ismaheela i coś drgnęło. Najpierw wypożyczony z Górnika Zabrze piłkarz został pozbawiony gola przez świetną interwencję Riznyka na linii, ale ukraiński bramkarz wreszcie skapitulował. Wysoki pressing w narożniku boiska zamienił się na wejście w pole karne Pereiry, który zewniakiem obsłużył Ishaka. Kapitan Kolejorza skierował futbolówkę do bramki.
Bramka wlała olej między tłoki, ale bramki wyrównującej nie strzelił Pablo Rodrigues – piłka po jego strzale poleciała na trybunę. Szachtar odpuszczać jednak nie zamierzał i znów wrócił do stanu prowadzenia dwoma bramkami. Jeden z szybkich wypadów zakończył się nieudolną próbą wybicia piłki, a wprowadzony na boisko przez Ardę Turan Isaque pokonał Mrozka strzałem przewrotką.
Ponownego kontaktu już nie było. Powolny w ataku i popełniający błędy w obronie Lech Poznań nie dał rady ugrać korzystnego wyniku przed rewanżem. Brakło w składzie Poznaniaków kogoś, kto strzeli dwa piękne gole i zagwarantuje wygraną. Chociaż Rafał Augustyniak tej sztuki dokonał właśnie na wyjeździe. Może czeka nas fenomenalny dublet w wykonaniu – no nie wiem – Timothy’ego Oumy?
