Galatasaray zaskakuje Juventus w oszałamiającym stylu

Galatasaray w rewelacyjnym stylu pokonała Juventus aż 5:2. Turecki zespół zagrał prawdziwy koncert i zasłużenie wygrał ten mecz. Główne role w drużynie Okana Buruka odegrali Victor Osimhen, Noa Lang oraz Gabriel Sara. Z kolei po stronie gości na dobrym poziomie zagrał tylko Koopmeiners, który ustrzelił dublet. Zdecydowanie poniżej oczekiwań zaprezentował się Kenan Yildiz, a kompromitujący występ zaliczył rezerwowy Cabal.

W fazie ligowej Galatasaray potrafiło na własnym stadionie zremisować z Atlético Madryt oraz wygrać z Liverpoolem. Przegrało jedynie z belgijskim Royal Union SG. Z kolei Juventus zanotował w fazie ligowej tylko jedną porażkę – z Realem Madryt. Do tego spotkania Stara Dama przystępuje jednak w bardzo mieszanych nastrojach. W ostatnich trzech meczach zawodnicy Spallettiego stracili aż osiem goli i mają serię trzech spotkań z rzędu bez zwycięstwa.

REKLAMA

Przełamanie Koopmeinersa

W początkowej fazie meczu gospodarze bardzo swobodnie operowali piłką i zdobywali kolejne metry boiska. Natomiast Juventus na początku nie miał pomysłu, jak sforsować obronę tureckiego klubu. Zawodnicy Spallettiego ograniczali się do nieprzygotowanych dośrodkowań.

W 15. minucie poważny błąd popełnił Kenan Yıldız. Galata była bezlitosna i za sprawą Gabriela Sary wyszła na prowadzenie. Odpowiedź turyńczyków była momentalna. Nie minęła nawet minuta, a na tablicy wyników było już 1:1. Bramkę nieoczekiwanie zdobył Koopmeiners. Dotychczas Holender miał duży problem z notowaniem liczb w barwach Starej Damy.

Gospodarze bardzo dobrze zakładali pressing. Po stracie piłki niemal za każdym razem zawodnicy Galaty robili szybki doskok i momentalnie ją odbierali. Jednak mimo optycznej przewagi to Juventus skorzystał z błędu gospodarzy i po składnej akcji McKenniego z Koopmeinersem Holender zdobył kapitalną bramkę, wyprowadzając Starą Damę na prowadzenie.

Gdy wydawało się, że Brazylijczyk Bremer ma już za sobą problemy z urazami, w 30. minucie znów coś zakłuło obrońcę gości. Sztab medyczny starał się rozmasować jego kolano, jednak ostatecznie Spalletti zdecydował się w 35. minucie na zmianę i wprowadził Gattiego.

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, jednak to Galata prowadziła grę. Gospodarze nie wykorzystali swojego momentum i nadziali się na dwie bezlitosne kontry Juve, które zakończyły się golami.

Galatasaray w trybie bestii

Druga połowa zaczęła się od mocnego akcentu Galaty. W 49. minucie zespół Buruka wykorzystał nieuwagę obrońców gości, a swoją debiutancką bramkę dla tureckiego zespołu zdobył Noa Lang. Gra Juve całkowicie się posypała, a gospodarze narzucili jeszcze większe tempo. Efektem tego był trzeci gol gospodarzy w 60. minucie. Z centrostrzału Sary skorzystał Davinson Sánchez i to właśnie Kolumbijczyk wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Katastrofalną zmianę zaliczył Cabal. Po jego faulu na Yilmazie rzut karny wykorzystał Sánchez. A jakby tego było mało, w 67. minucie Kolumbijczyk po faulu na Yilmazie zobaczył drugą żółtą kartkę, w konsekwencji czerwoną, i osłabił swój zespół.

W drugiej połowie Noa Lang czuł się jak ryba w wodzie. Co więcej, utalentowany Holender wyraźnie chciał za wszelką cenę udowodnić, że Antonio Conte się mylił. Od pierwszych minut po przerwie był niezwykle zaangażowany, a przy tym bardzo pewny siebie. Nowy skrzydłowy Galatasaray był nie tylko bardzo aktywny, lecz także niesamowicie efektywny. Co istotne, na jednej bramce absolutnie nie zamierzał się zatrzymywać.

W 75. minucie spotkania najpierw świetnym odbiorem w środku pola popisał się Victor Osimhen, a następnie akcja błyskawicznie nabrała tempa. W konsekwencji piłka trafiła pod nogi Langa, który efektownym strzałem skompletował dublet. Tym samym gospodarze wyraźnie zaznaczyli swoją przewagę. Co więcej, w dalszym ciągu nie zwalniali tempa i konsekwentnie dążyli do tego, by rozstrzygnąć losy dwumeczu już w pierwszym spotkaniu.

REKLAMA

Można powiedzieć, że był to mecz niechcianych zawodników, którzy postanowili odpowiedzieć na krytykę na boisku. W 83. minucie na murawie pojawił się Sacha Boey, dotychczas marginalizowany w Bayernie. Co ciekawe, zaledwie trzy minuty po wejściu Francuz wpisał się na listę strzelców. Ponownie kluczową rolę odegrał Osimhen, który zaliczył kolejną asystę i po raz następny udowodnił swoją wartość dla zespołu.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,432FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ