Paradoksalna sytuacja Luisa Palmy

Luis Palma z miejsca stał się kluczowym zawodnikiem Lecha Poznań, jednocześnie pracując na miano jednej z najbardziej wyróżniających się postaci Ekstraklasy. Forma, jaką prezentował, zmusiła Kolejorza do rozważenia wykupu Honduranina. Problemem wydawała się jednak wysoka kwota, jaką musiałby zapłacić Celtikowi. Ostatni spadek dyspozycji skrzydłowego dał Poznaniakom podstawy do jej zmniejszenia. Znajdujemy się obecnie w absurdalnej sytuacji – Lechowi opłacałoby się, gdyby 27-letni piłkarz zagrał gorszą rundę wiosenną.

Cały szum wokół Luisa Palmy można określić już latynoską telenowelą. Od dłuższego czasu pojawiają się spekulacje wokół jego przyszłości. Lech Poznań chętnie by go wykupił, ale jednocześnie kwota 4 milionów euro jest dla niego zbyt wygórowana. Rozmowy z Celtikiem Glasgow wciąż się toczą, a poznańscy działacze starają się wynegocjować lepsze warunki. Do tej pory nie znaliśmy jedynie zdania samego piłkarza na ten temat. Podzielił się on swoimi odczuciami na temat pozostania w Kolejorzu w wywiadzie po meczu z Piastem Gliwice.

REKLAMA

– Mam taką nadzieję, ale to nie tylko moja decyzja. Robię swoje z dnia na dzień i bardzo mnie to cieszy. Tego się trzymam i mam nadzieję, że zostanę w tym wielkim klubie, choć nie wszystko zależy tylko ode mnie – mówił dla Canal+ Sport.

Strata formy pod koniec jesieni

Honduranin więc zapatruje się na transfer definitywny pozytywnie. Współgra to z tym, co można zobaczyć w materiałach klubowych mediów. W nich zawodnik wygląda na dobrze zintegrowanego w zespole. Wypracował sobie pozytywny wizerunek wśród kibiców z Poznania. Te spostrzeżenia potwierdza też ton, w jakim wypowiada się o obecnie spełnianej przez niego roli rezerwowego.

– Zawsze skupiam się na interesie zespołu. Jeśli wygrywamy, to wszystko idzie zgodnie z planem. Ja sumiennie pracuję dzień po dniu, by wrócić do wyjściowego składu, ale taka jest piłka. Nadal będę ciężko pracował – podzielił się Palma w rozmowie z Canal+ Sport.

Z tych słów wybrzmiewa pokora. Wcześniej 26-latek był jednym z najważniejszych graczy Lecha. A mówimy o kimś, kto nie miał zbyt dużo czasu na spokojne wejście do zespołu, bo trafił do niego już po rozpoczęciu sezonu. Zachwycił już w debiucie, by potem sprawić, że kontuzje Alego Gholizadeha oraz Patrika Wålemarka nie bolały tak bardzo. Od razu stał się głównym kreatorem akcji ofensywnych. Imponował techniką i wizją gry. Do listopadowej przerwy reprezentacyjnej uzbierał 6 goli i 5 asyst we wszystkich rozgrywkach.

Potem jednak Palma zaczął wytracać tempo. Z każdym spotkaniem miał coraz mniejszy wpływ na grę drużyny. Wyglądał na zmęczonego. W ciągu 6 meczów, w których zagrał do końca rundy jesiennej, zaliczył zaledwie 2 asysty. Wydawało się, że to naturalne. Kolejorz na tym nie ucierpiał, bo w tamtym czasie do gry wrócił Ali Gholizadeh. Spodziewano się natomiast, że wypożyczony latem pilkarz wiosną znów będzie ważną postacią. Póki co, w pierwszym składzie wystąpił jedynie z Piastem Gliwice, z którym zaprezentował się źle. Z kolei w pozostałych meczach, po wejściach z ławki, potrafił czarować jak na początku przygody w stolicy Wielkopolski.

Luis Palma w oparach absurdu

O ironio sytuacja lewego skrzydłowego sprzyja Lechowi o tyle, że im gorzej się on spisuje, tym mniej klub będzie musiał za niego zapłacić. Dotychczasowe argumenty Celticu w tym momencie tracą na sile. Szkoci rozochocili się na pieniądze po świetnych występach gracza, do którego karty zawodniczej posiadają prawa. Natomiast czas weryfikuje ich przewidywania.

Tylko czy Poznaniacy, jeśli taki stan rzeczy się utrzyma, wciąż będą chcieli zapłacić kwotę oscylującą wokół milionów euro – nawet jeśli niższą niż 4 miliony, o których obecnie się mówi? Może się przecież okazać, że Palma podzieli los Rubena Vinagre’a. Gdy Legia płaciła Sportingowi ponad 2 miliony euro za Portugalczyka, wszystko się spinało. Lewy obrońca rozegrał świetną rundę i taki ruch miał sens. Natomiast od tego czasu Portugalczyk jest cieniem samego siebie.

A co, jeśli forma Hondurnina jeszcze eksploduje? Wtedy prawie na pewno nie uda się zbić ceny. Choć Kolejorz będzie wiedział, w co inwestuje, to po wydatkach z lata zeszłego roku może nie być skory do płacenia takich kwot, wiedząc, że są również inne pozycje do wzmocnienia. W takiej sytuacji wszystko zależałoby od planowanego kształtu kadry na następny sezon.

REKLAMA

Jedno jest pewne – mamy do czynienia z dość nonsensowną sytuacją, w której klubowi opłaca się, aby jego zawodnik grał gorzej, bo dzięki temu może kupić go za mniejsze pieniądze.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,433FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ