W weekend czeka nas Puchar Anglii, więc 26. kolejkę Premier League ustawiono na środek tygodnia. Standardowo podsumowujemy ją biorąc pod lupę 5 tematów. Po minionej serii gier są to: Tottenham coraz bliżej strefy spadkowej, zmiany Michaela Carricka, zimowe okienko transferowe Manchesteru City, progres Floriana Wirtza oraz coraz częstsze słabości Arsenalu.
Tottenham będzie walczył o utrzymanie
Wtorkowa porażka z Newcastle (1:2) była dla Thomasa Franka ostatnim meczem w roli trenera Tottenhamu. W środę przed południem klub poinformował już w oficjalnym komunikacie o zwolnieniu szkoleniowca. Duńczyk zostawił zespół na 16. miejscu w ligowej tabeli, z zaledwie 5-punktową przewagą nad strefą spadkową. Co ciekawe, średnia punktów na mecz (1,12) jest wyższa niż w poprzednim sezonie (1), natomiast aktualne rozgrywki pod kątem liczby „oczek” potrzebnej do utrzymania się w elicie mogą być wyjątkiem od ostatnich lat. Liczba 29 punktów, którą obecnie zgromadziły Koguty w trzech z ostatnich czterech sezonów dałaby utrzymanie. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę zwyżkę formy West Hamu nie można wykluczyć, że w trwających rozgrywkach do pozostania w Premier League będzie potrzebna magiczna granica 40 punktów.
Czy Tottenham ją zdobędzie – tego nie możemy uznać za pewnik. Biorąc pod uwagę grę zespołu myślenie już na tym etapie rozgrywek, że w końcu się odbiją, bo mają silną kadrę (choć przy obecnych absencjach wcale nie tak silną) jest zwyczajnie naiwne, ponieważ na boisku – wyłączając początek sezonu – sprawiają wrażenie jednego z najgorszych zespołów w lidze. W okresie sześciu ostatnich kolejek nikt nie punktuje gorzej od Spurs. Władze Tottenhamu zdały sobie z powagi sytuacji i nawet jeśli widzieli w Thomasie Franku sternika projektu na długie lata, musieli porzucić tą wizję priorytetyzując cele krótkoterminowe, aby szybko zażegnać widmo największej kompromitacji w nowożytnej historii klubu, jaką byłby spadek z Premier League.
Michael Carrick potrafi reagować na wydarzenia boiskowe
Manchester United stracił pierwsze punkty pod wodzą Michaela Carricka remisując na wyjeździe z West Hamem (1:1). Całościowo nie był to dobry występ Czerwonych Diabłów, zwłaszcza pod kątem kreowania sytuacji przeciwko defensywnie nastawionemu przeciwnikowi. Potwierdziły się obawy, że gdy przyjdzie spotkanie, w którym zespół będzie zmuszony przejąć posiadanie piłki to problemy wyjdą na wierzch. 65% czasu spędzonego przy futbolówce przełożyło się na zaldwie 9 strzałów o łącznej wartości 0,57 xG, w tym jedną „dużą sytuację” (big chance). Niemniej jednak, mogło się podobać jak Michael Carrick reagował na wydarzenia boiskowe szukając gola wyrównującego.
Z ofensywnych zawodników wprawdzie wprowadził na boisko jedynie Benjamina Sesko oraz Joshuę Zirkzee, ale oddali oni 1/3 uderzeń całego zespołu w tym meczu, a Słoweniec zdobył bramkę na wagę punktu w doliczonym czasie gry. Holender pojawił się na boisku w miejsce Diogo Dalota, który pełnił rolę trzeciego obrońcy w rozegraniu. To oznaczało, że funkcję Portugalczyka przejął grający po drugiej stronie Luke Shaw, ale Anglik i tak często ustawiał się wysoko, więc Man Uniited w praktyce grał na dwóch obrońców w fazie posiadania piłki. Na prawą obronę – ale wyłącznie na papierze – został przesunięty Bryan Mbeumo, który ustawiał się szeroko przy linii bocznej, niczym skrzydłowy i z tej pozycji zanotował asystę przy trafieniu Sesko. To był czwarty udział przy bramce zmiennika za kadencji Michaela Carricka (w tym trzeci gol). Wynik ten już jest lepszy niż w przypadku Rubena Amorima w obecnym sezonie ligowym (3 asysty i 0 goli zmienników).
Manchester City jest wygranym styczniowego okienka transferowego w Premier League
W minionym zimowym okienku transferowym nie działo się wiele. Przebiegło ono raczej spokojnie, natomiast jest w Premier League jeden zespół, o którym już możemy powiedzieć, że w tym czasie sporo zyskał. To Manchester City, gdzie w styczniu trafili Marc Guehi oraz Antoine Semenyo. Były obrońca Crystal Palace od razu wskoczył do podstawowego składu pod nieobecność Josko Gvardiola oraz Rubena Diasa (Portugalczyk w minionej kolejce wrócił już do wyjściowego składu) i spisuje się bardzo dobrze. 25-latek jest zewsząd chwalony, zagrał wszystkie możliwe minuty po przejściu na Etihad Stadium (licząc rozgrywki, w których mógł grać), a Pep Guardiola zasugerował nawet, że będą chcieli przekonać EFL, organizatora Pucharu Ligi, aby pozwolili Guehiemu zagrać w finale tych rozgrywek z Arsenalem.
Równie ważny już od momentu podpisania kontraktu jest dla Manchesteru City Antoine Semenyo, który również gra prawie wszystkie możliwe minuty i jeszcze ani razu nie rozpoczął spotkania na ławce rezerwowych. W nowym systemie 4-2-2-2, który stosuje Pep Guardiola, trener znalazł rolę, która idealnie pasuje dla Semenyo, czyli drugiego napastnika. Ghańczyk często ma okazję rozszerzać grę, ale ustawienie go na tej pozycji maksymalizuje jego atuty w polu karnym przeciwnika. Przeciwko Fulham (3:0) najpierw trafił do siatki po tym, jak odnalazł się w szesnastce, a następnie zanotował asystę po szybkim ataku. To była dla niego już piąta bramka i drugie ostatnie podanie w barwach The Citizens.
Florian Wirtz staje się liderem Liverpoolu
Z taktycznego punktu widzenia kluczową rolę dla Liverpoolu w meczu z Sunderlandem miał Florian Wirtz. Zespół Regisa Le Brisa próbował odważnie zakładać wysoki pressing przechodząc na krycie jeden na jednego, a Wirtz miał okazję manipulować ustawieniem jednego ze środkowych obrońców rywali, który podążał za nim nawet, gdy ten cofał się głębiej po piłkę. Przy niskim bloku ustawionym przez rywali Wirtz standardowo miał za zadanie znajdować sobie przestrzeń między formacjami oraz przyspieszać w ten sposób ataki. Liverpool w środowy wieczór zagrał jeden z lepszych meczów w trwającym sezonie. Został pierwszym zespołem, który pokonał Sunderland na Stadium of Light, a statystyki jasno wskazują, że zrobił to w pełni zasłużenie. Wirtz nie zaliczył ani gola, ani asysty, ale można postawić tezę, że był najlepszym piłkarzem na boisku.
Niemiec ma niesamowitą zdolność do znajdowania sobie miejsca między liniami, co sprawia, że jest on znacznie częściej przy piłce we właściwych strefach niż większość piłkarzy grających na jego pozycji. Przeciwko Sunderlandowi stawiał pieczątkę na każdej akcji. Zanotował najwięcej kontaktów z piłką i miał drugą najwyższą liczbę podań. W spotkaniu, gdzie było mało miejsca i występ zawodnika o takiej charakterystyce jak Wirtz moglibyśmy usprawiedliwiać brakiem przestrzeni, on zawsze miał czas po przyjęciu piłki. Podejrzewam, że gdyby nie reprezentant Niemiec to połowy ataków Liverpoolu, które osiągały pole karne lub się do niego zbliżały nawet by nie było. Florian Wirtz stał się już liderem Liverpoolu, natomiast, aby uzasadnić wydaną na niego kwotę (ponad 100 mln funtów) musi zacząć jeszcze częściej konkretyzować swoje akcje. Samym poruszaniem się po boisku wystarczająco często daje sobie ku temu okazje.
Arsenal coraz częściej wygląda na zespół do złapania
Remis z Brentford (1:1) był dla Arsenalu czwartą stratą punktów w siódmym meczu rozegranym w 2026 roku, przez co po minionej kolejce przewaga nad drugim w tabeli Manchesterem City stopniała do 4 „oczek”. Mikela Artetę muszą martwić nie tylko same stracone punkty, ale także coraz częściej gra jego zespołu w ofensywie. Jeśli na Gtech Community któryś zespół zasłużył na zebranie pełnej puli, byli to gospodarze. Kanonierzy rozegrali dobrze około kwadrans od rozpoczęcia drugiej połowy do strzelenia bramki na 1:0. W tym czasie oddali 5 z 7 wszystkich strzałów w całym spotkaniu.
Występ z Brentford był jednym z najsłabszych Arsenalu w obecnym sezonie, a przyczyn można dopatrywać się w absencjach poszczególnych piłkarzy. Arsenal przystąpił do meczu bez dwóch graczy ofensywnych najbardziej lubiących brać grę na siebie (Saka i Odegaard, którzy wracali po kontuzji i znaleźli się na ławce rezerwowych), bez najlepiej wyprowadzającego piłkę obrońcy (Saliby) oraz bez dwóch zawodników najlepiej odbierających dalekie podania (Merino i Havertza), co ułatwia omijanie pressingu rywala. W tym można upatrywać słabej postawy zespołu w fazie posiadania piłki, ale to nie był pierwszy mecz w 2026 roku, w którym Arsenal pokazał, że jest zespołem do złapania. Z Bournemouth pierwsza połowa była kiepska. Przeciwko Liverpoolowi rozczarowali natomiast w drugiej części. Z Manchesterem United goniąc wynik po przerwie również stworzyli mało sytuacji, a nawet wysokie zwycięstwo z Leeds zaczęło się od ciężarów w kreowaniu szans w pierwszej połowie. Kanonierzy ostatnio zbyt często nie prezentują poziomu godnego faworyta do mistrzostwa Anglii.
Co jeszcze wydarzyło się w 26. kolejce Premier League?
- Liam Rosenior stracił pierwsze punkty w Premier League od momentu objęcia Chelsea. Jego zespół na Stamford Bridge wypuścił z rąk dwubramkową przewagę i tylko zremisował z Leeds (2:2).
- O ile Everton bardzo dobrze radzi sobie na wyjazdach, tak gra na nowym obiekcie Hill Dickinson Stadium im nie służy. Przegrywając z Bournemouth (1:2) przedłużyli serię bez zwycięstwa w domu do 6 meczów we wszystkich rozgrywkach.
- Brighton przegrało na wyjeździe z Aston Villą (0:1) po golu straconym w końcówce spotkania. Zespół Fabiana Hurzelera z ostatnich 13 meczów w Premier League wygrał tylko raz.
- Niesamowitego comebacku dokonało Burnley, które przegrywało już 0:2 z Crystal Palace, ale wygrało 3:2. Wszystkie trzy gole podopieczni Scotta Parkera zdobyli pomiędzy 40. minutą, a końcem pierwszej połowy.
- Thomas Frank nie jest jedynym zwolnionym trenerem po 26. kolejce Premier League. Jego los podzielił Sean Dyche, którego zespół tylko zremisował bezbramkowo z Wolves, mimo że w spotkaniu oddał 35 strzałów. Nottingham Forest zwolniło już trzeciego szkoleniowca w tym sezonie.
