Paweł Dawidowicz wraca do Ekstraklasy po ponad dekadzie. 30-letni środkowy obrońca i reprezentant Polski został nowym piłkarzem Rakowa Częstochowa, podpisując kontrakt do końca czerwca 2026 roku z opcją przedłużenia. To ruch, który z miejsca wzmacnia rozpoznawalność i potencjał sportowy drużyny spod Jasnej Góry. Jednak jednocześnie niesie ze sobą znak zapytania dotyczący dyspozycji zawodnika po długiej przerwie od gry.
Dawidowicz urodził się 20 maja 1995 roku w Olsztynie, ma 189 cm wzrostu i od początku kariery występował przede wszystkim jako stoper. Jest wychowankiem Sokoła Ostróda. W 2011 roku przeniósł się do Lechii Gdańsk. Debiut w Ekstraklasie zaliczył 30 maja 2013 roku w meczu przeciwko Zagłębiu Lubin, wchodząc z ławki rezerwowych. Rok później wykonał duży krok w karierze. Został zawodnikiem Benfiki Lizbona, gdzie grał w rezerwach. Następnie zbierał doświadczenie na wypożyczeniach: w VfL Bochum, US Palermo oraz Hellasie Werona.
Transfer z potencjałem, ale i z ryzykiem
Właśnie we Włoszech Dawidowicz spędził najlepsze lata. W 2019 roku Hellas zdecydował się go wykupić. Polak reprezentował barwy „Gialloblu” aż do końca sezonu 2024/25. Łącznie rozegrał tam 180 spotkań (w tym 139 w Serie A), strzelił 4 gole i dołożył 1 asystę. Na poziomie reprezentacyjnym zadebiutował 17 listopada 2015 roku w meczu towarzyskim z Czechami. Później znalazł się w kadrze na EURO 2020 (rozgrywane w 2021 roku) oraz EURO 2024. W seniorskiej reprezentacji Polski wystąpił 17 razy.
Właśnie dlatego nazwisko Dawidowicza w Rakowie można traktować jako transferowy „hit” – przynajmniej na papierze. Zawodnik ma doświadczenie z czołowej ligi europejskiej, a jego profil (warunki fizyczne, gra w powietrzu, obycie taktyczne) pasuje do wymagań nowoczesnej piłki na pozycji stopera. Jednocześnie trudno przejść obojętnie obok kluczowego faktu. Ostatni mecz rozegrał w maju 2025 roku. Potem przez całą rundę jesienną pozostawał bez klubu i odpoczywał od futbolu. Przez ponad pół roku kibice mogli pytać, gdzie w końcu wyląduje. Pojawiały się nawet wątki wyjazdu na Bliski Wschód. Jednak ostatecznie żadna z tych opcji nie została zrealizowana.
Dla Rakowa to więc ruch o wysokim potencjale sportowym, ale obarczony ryzykiem związanym z rytmem meczowym i realną gotowością do gry. Klub jest na finiszu okresu przygotowawczego. Na dziś nie sposób przesądzić, kiedy Dawidowicz będzie mógł wejść na boisko w pełnym wymiarze. Jeśli jednak szybko nadrobi zaległości i złapie regularność, Raków może zyskać stopera. W realiach PKO BP Ekstraklasy powinien należeć do ścisłej czołówki.
