We wtorek poznaliśmy listy startowe do nadchodzącego wielkoszlemowego Australian Open. Impreza zbliża się wielkimi krokami, ponieważ start kwalifikacji przewidziany jest już na 12 stycznia, czyli praktycznie za miesiąc. Rok temu w Melbourne triumfowali kolejno: w singlu kobiet – Madison Keys, która po drodze wyeliminowała naszą najlepszą tenisistkę: Igę Świątek, a w singlu mężczyzn Jannik Sinner pokonując w finale Alexandra Zvereva. W tym roku w głównej drabince zobaczymy co najmniej pięcioro naszych reprezentantów, a wśród nich będzie to między innymi wspomniana Iga Świątek, czy powracający po kontuzji Hubert Hurkacz.
Wiceliderka światowego rankingu i półfinalistka sprzed roku wystartuje w australijskim szlemie po raz siódmy w karierze. Jednak występ w sezonie 2026 będzie dla niej pierwszą okazją, aby skompletować tam Karierowego Wielkiego Szlema, czyli wygrać wszystkie cztery najważniejsze imprezy w ciągu całej zawodowej kariery.
Po wielkim triumfie w ubiegłorocznym Wimbledonie Polce brakuje już tylko zwycięstwa w Melbourne, aby zostać jedenastą kobietą w historii z tym niezwykłym osiągnięciem. W Australian Open dwukrotnie kończyła zmagania na etapie półfinału, więc może tym razem uda jej się w końcu przejść przez ten szósty mecz i powalczyć o trofeum już w bezpośrednim pojedynku.
Przed rozstawioną z “dwójką” Igą na liście zgłoszeniowej znajduje się tylko liderka rankingu WTA: Aryna Sabalenka, która rzecz jasna z racji numeru “1” przy nazwisku będzie mogła spotkać się z Polką dopiero w finale.
Majchrzak przed Hurkaczem
Po najlepszym sezonie w karierze nasz najlepszy obecnie tenisista – Kamil Majchrzak przystąpi do zmagań w Melbourne jako 64. zawodnik świata. Jeśli chodzi o ten turniej wielkoszlemowy to podobnie jak w Roland Garros Polak wygrał w nim zaledwie jeden mecz. Było to dokładnie trzy lata temu, kiedy to w pierwszej rundzie pokonał niegrającego już dziś Andreasa Seppiego. Jednak w kolejnym spotkaniu trafił na rozstawionego wtedy z numerem “32”, a obecnie 7. gracza na świecie – Alexa De Minaura i po niecałych dwóch godzinach gry musiał uznać jego wyższość.
Teraz natomiast przyjeżdża do Australii jako najwyżej sklasyfikowany Polak i wystąpi w imprezie z dużą dawką pewności siebie. Po niesamowicie udanym powrocie do gry, kiedy to musiał od zera odbudowywać ranking, wspiął się na wyżyny swoich umiejętności i w wielkim stylu pokazał się tenisowemu światu dochodząc do drugiego tygodnia Wimbledonu, czy do trzeciej rundy US Open, pokonując przy tym kilku naprawdę doświadczonych zawodników.
Jeśli chodzi o Huberta Hurkacza to z powodu kontuzji, która wykluczyła go z rywalizacji na ponad pół roku, spadł on na 73. pozycję w rankingu ATP i z takim też numerem znajduje się na liście startowej do Australian Open.
Swój ostatni mecz nasz reprezentant rozegrał dokładnie 11 czerwca w turnieju ATP 250 w S’Hertogenbosh, pokonując Roberto Bautistę-Aguta. Z kolejnego meczu natomiast musiał się wycofać i od tego czasu w ogóle nie widzieliśmy go na światowych kortach.
Cały czas jednak ciężko trenował i miejmy nadzieję, że dzięki występowi w imprezie podprowadzającej do australijskiego szlema, czyli United Cup złapie rytm meczowy i bez problemów przystąpi do rywalizacji w Melbourne.
Dwie pozostałe Polki u boku Igi
Poza Igą Świątek w zmaganiach singlowych kobiet zobaczymy również Magdę Linette oraz Magdalenę Fręch, które znajdują się na liście zgłoszeniowej z numerami: “55” i “58”. Jeżeli chodzi o pierwszą z Polek to ma ona szansę przełamać fatalną passę w turniejach najwyższej rangi, ponieważ przez osiem poprzednich imprez Wielkiego Szlema nie zdołała ona wygrać ani jednego meczu. Jest to naprawdę szokujące, biorąc pod uwagę pozycję w światowym rankingu oraz klasę zawodniczki jaką jest Magda Linette.
Jej najlepszym wynikiem w Melbourne podobnie jak u Świątek jest półfinał. Osiągnęła go dwa lata temu, pokonując po drodze kilka ciekawych zawodniczek, takich jak: Anett Kontaveit, czy Caroline Garcia. Uległa dopiero Arynie Sabalence, która dwa dni później sięgnęła po tytuł w całej imprezie.
Dla Magdaleny Fręch natomiast najlepszym wynikiem w stolicy stanu Wiktoria jest czwarta runda sprzed dwóch lat, kiedy to przegrała dopiero z Coco Gauff. I do dziś pozostaje to jedynym występem Polki w drugim tygodniu turnieju wielkoszlemowego. Czy tym razem uda jej się dołożyć kolejny? Zadanie nie będzie łatwe, ale wszyscy dobrze wiemy jak nieprzewidywalny potrafi być tenis i sport w ogóle. Kilka lepszych dni, do tego szczęśliwe losowanie i możemy już być świadkami dużego sukcesu.
Start Australian Open zaplanowano już na 18 stycznia, a do tego czasu czeka nas jeszcze wiele tenisowych emocji, chociażby w United Cup, czy turniejach w Auckland i Brisbane.
