Korona Kielce wróciła na dobre tory po przerwie reprezentacyjnej. Przed nią kielczanie 5 razy z rzędu nie wygrali meczu. Po złapaniu oddechu pokonali Widzew Łódź. Zanim ruszyli do akcji w 17. kolejce PKO BP Ekstraklasy, zajmowali w tabeli 6. pozycję, co nadal jest wynikiem powyżej przedsezonowych oczekiwań. Atutem zarówno Korony, jak i jej dzisiejszego rywala, czyli Cracovii, jest szczelna defensywa. Oba kluby są najlepsze w lidze pod względem liczby czystych kont (6). Podopieczni Luki Elsnera nie są jednak obecnie w dobrej dyspozycji. W ciągu ostatnich 2 miesięcy wygrali tylko raz, z Rakowem Częstochowa.
Ale nudy, ludzie kochani…
W pierwszych minutach tej konfrontacji Cracovia znacznie częściej grała piłką. Jednakże groźniejsze akcje mieli gospodarze. W 5. minucie dobre podanie dostał Antoñín, ale Hiszpana uprzedził Gustav Henriksson. Chwilę później groźnie uderzył Pau Resta, lecz minimalnie obok bramki. Korona przejęła inicjatywę na dobre i to ona była stroną, która atakowała częściej. Kielczanie poprawili nieco statystykę posiadania piłki, będąc przy tym bardziej konkretnymi z przodu. Około 20. minuty nie atakowali już tak zaciekle, a i Cracovia też nie stwarzała większego zagrożenia. Nudno się zrobiło na Exbud Arenie.
Gol dla Cracovii w 25. minucie przyszedł znienacka. Najpierw lepiej prezentowała się Korona, później zaś oba zespoły grały na niskiej intensywności. Pasy wtedy się właśnie uruchomiły. Ajdin Hasić w kluczowym momencie przejął piłkę i zainicjował akcję. O ile przy wcześniejszych strzałach obrona Korony sobie radziła, o tyle przy strzale Mikkela Maigaarda nie miała już nic do powiedzenia. Z prowadzenia jednak nici – Filip Stolijković był na spalonym, a brał udział w akcji. Dziwne, że do tego potrzebny był VAR, bo taki ofsajd to by i ślepy zauważył.
Cracovia zaczęła uderzać nieco częściej, lecz ich próby nie miały prawa zagrozić przeciwnikowi. Ten mecz na tym etapie był potwornie nużący. Zero zagrożenia, zero ciekawych akcji. Taka typowa kopanina w naszej ukochanej Ekstraklasie. Aż tu nagle w 42. minucie Koronie przyznano rzut karny. Piłka odbiła się od nienaturalnie ułożonej ręki Mateusza Praszelika. Wykonywał ją Antoñín, ale bardzo niechlujnie. Sebastian Madejski nie miał problemów z wyczuciem jego intencji i piłka spoczęła w jego rękach. Pasy próbowały odpowiedzieć natychmiast. Martin Minczew huknął z bliska, lecz Xavier Dziekoński powstrzymał Bułgara.
Korona dalej w kryzysie
Początek drugiej połowy również nie porwał. Różnica między tą a pierwszą częścią spotkania była zasadnicza. Tym razem to podopieczni Luki Elsnera lepiej w nią weszli. Pierwsze 10 minut bez szału, ale w 55. minucie dopięli swego. Konstantinos Sotiriou i Wojciech Kamiński nie porozumieli się podczas ataku pozycyjnego Korony, co wykorzystał Ajdin Hasić. Bośniak ruszył do piłki, bez trudu odebrał ją kielczanom i wpakował ją do siatki. Tym razem sędziowie nie mieli podstaw do anulowania gola i Cracovia objęła prowadzenie.
Gospodarze starali się o wyrównującego gola. Napierali na bramkę krakowian, po 60. minucie prowadzili grę. Lecz konkretów nie było, Madejski nie miał zbyt wiele pracy między słupkami. Kielczanie byli bardzo nieskuteczni, mieli problemy z celownikami. Cracovia mogła sobie pozwolić na wolniejsze tempo, gdyż miała zadowalający ją wynik. A Korona? Korona musiała przycisnąć, bo porażka mogła kosztować ją spadek w tabeli. Dziwne, że ekipa z Ziemi Świętorzyskiej nie odpuściła sobie ataku pozycyjnego. W tym elemencie radziła sobie bardzo słabo.
Ostatecznie Korona nie wymyśliła skutecznego sposobu na złamanie przyjezdnych z Małopolski. Niewiele zabrakło w 89. minucie Tamarowi Svetlinowi, ale obrona Pasów szczęśliwie poradziła sobie z atakiem Słoweńca. To była interwencja na wagę kompletu punktów dla Cracovii, pierwszego od ponad miesiąca. 3 oczka były im potrzebne jak tlen, który Korona dzisiaj im podłączyła. Kiepski to był mecz w wykonaniu podopiecznych Jacka Zielińskiego. Tu nie musiało się to skończyć porażką, ale tak wykonując rzuty karne… Nie ma opcji. Dzięki tej skromnej, ale ważnej wygranej Cracovia przesuwa się na 5. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Korona z kolei spadła na 7. pozycję.
