Nie ma goli, jest krytyka. Dlaczego Erling Haaland musi strzelać bramki w każdym meczu?

W futbolu droga od bohatera do zera jest bardzo krótka. Erling Haaland w poprzednim sezonie był wynoszony pod niebiosa, wszyscy zachwycali się jego rekordami strzeleckimi, a w ostatnich tygodniach coraz częściej musi mierzyć się z krytyką. – Przed bramką rywala jest najlepszy na świecie, ale jego ogólna gra, jak na takiego zawodnika jest fatalna. Wygląda jak piłkarz z League Two – wypalił Roy Keane w studiu Sky Sports po spotkaniu Manchesteru City z Arsenalem. Choć jest to skrajna opinia, to dziś coraz częściej można zastanawiać się, jaki pożytek z Norwega ma zespół w spotkaniach, gdy nie strzela on bramek.

REKLAMA

Powrót dyskusji

Mimo że Erling Haaland w poprzednim sezonie pobijał na potęgę kolejne rekordy strzeleckie i wyśrubował je do granic możliwości, tak pamiętajmy, że Manchester City przez długi czas musiał gonić Arsenal i nie punktował tak dobrze, jak w swoich najlepszych sezonach. Twierdzenia, że transfer Haalanda osłabił zespół były oczywiście przesadzone, natomiast jego gole nie dawały zespołowi aż takiej wartości jak mogło się wydawać. Dla zespołu przyjście Norwega było dużą zmianą. Wcześniej grali na szpicy z zawodnikiem – ktokolwiek nim nie był – który ciągle chciał brać czynny udział w konstruowaniu akcji i cofając się głębiej tworzył przewagę w środku, a nagle musieli nauczyć się funkcjonować z typową „9-tką”, która nie dotyka często piłki, a szuka startów do podań na wolne pole oraz idealnego ustawienia w polu karnym przy dograniach z bocznych sektorów. Manchester City przeszedł z jednej skrajności w drugą. Zmiana nie mogła być większa.

Odmienna charakterystyka Erlinga Haalanda w porównaniu do całej drużyny The Citizens przestała być obiektem dyskusji w momencie, gdy zespół zaczął seryjnie wygrywać, co zakończyło się potrójną koroną. Pep Guardiola wpadł na pomysł, aby przewagę w środku tworzyć nie dzięki cofnięciu głębiej napastnika, a przesunięciu piętro wyżej Johna Stonesa, który bez piłki grał jako środkowy obrońca, a w jej posiadaniu stawał się dodatkowym pomocnikiem. Manchester City poprzedniej wiosny prezentował futbol na poziomie, do którego żaden inny zespół nawet się nie zbliżał. Nie było więc problemem, że w półfinałowym dwumeczu Ligi Mistrzów z Realem Madryt Erling Haaland nie miał żadnego udziału przy bramce. Nikt nie zwracał uwagi, że w finale z Interem przez 90 minut wykonał 3 celne podania (na 8 prób), a w decydującym starciu o Puchar Anglii z Manchesterem United to również inni gracze wychodzili na pierwszy plan przy strzelanych bramkach.

Erling Haaland nie strzela, kiedy zespół najbardziej tego potrzebuje

W obecnym sezonie Manchester City nie jest już w tak dobrej formie, jak pod koniec poprzednich rozgrywek. Z klubu odszedł Ilkay Gundogan i Riyad Mahrez, a sporo meczów przez kontuzje opuścili Kevin De Bruyne, Jack Grealish oraz John Stones, czyli zawodnik – jak już wyżej wspomnieliśmy – kluczowy w systemie, w którym zespół Guardioli czuł się najlepiej. Manchester City punktuje więc bardzo podobnie, jak w poprzednim sezonie do kwietnia i bez poprawy mogą po trzech latach oddać mistrzostwo Anglii.

Bilans Haalanda w dalszym ciągu wygląda bardzo dobrze. W obecnym sezonie Norweg trafia do siatki średnio co 102 minuty biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. Gdy doliczymy asysty to okazuje się, że 23-latek notuje średnio ponad jeden udział przy golu w przeliczeniu na rozegrany mecz w pełnym wymiarze czasowym. Erling Haaland nie trafia jednak do siatki w spotkaniach, w których zespół najbardziej tego potrzebuje, co najlepiej widać po bilansie z czołową piątką tabeli:

  • z Arsenalem (2 mecze) – 0 goli i 0 asyst
  • z Liverpoolem (2 mecze) – 1 gol, 0 asyst
  • z Aston Villą (1 mecz) – 0 goli, 0 asyst
  • z Tottenhamem (1 mecz) – 0 goli, 1 asysta

Na przestrzeni całego sezonu niejednokrotnie zaznaczano, że zespół Pepa Guardioli zbyt rzadko wygrywa w meczach z czołówką tabeli i przyczyn takiego stanu rzeczy możemy dopatrywać się właśnie w dyspozycji Erlinga Haalanda. Manchester City w aktualnych rozgrywkach Premier League 9-krotnie gubił punkty, a Norweg wpisał się na listę strzelców tylko w dwóch z tych spotkań.

Napastnik pola karnego

Erling Haaland zawiesił sobie poprzeczkę tak wysoko, że gdy nie trafia do siatki to od razu spada na niego krytyka. Norweg jest napastnikiem, którego rozlicza się przede wszystkim z goli, bowiem poza tym niewiele ma do zaoferowania. W meczach, w których nie strzela trudno obronić go zahaczając o inne aspekty gry napastnika. Haaland jest „9-tką”, która po prostu potrzebuje odpowiedniego serwisu. On sam nie opuści strefy przeznaczonej dla napastnika i nie stworzy przewagi indywidualnej udanym dryblingiem, czy kombinacyjną grą z kolegami na małej przestrzeni. 29% kontaktów z piłką Erlinga Haalanda w obecnym sezonie miało miejsce w polu karnym przeciwnika. W środkowej tercji boiska ma tylko nieznacznie więcej (32%).

Erling Haaland nie jest skłonny do aktywnego uczestniczenia przy konstrukcji akcji, ponieważ ma świadomość swoich ograniczeń. Roy Keane celowo przesadził mówiąc, że wygląda jak piłkarz z League Two, ale umiejętności technicznych 23-latek może pozazdrościć wielu napastnikom z Premier League, nie tylko tym z czołowych klubów. Nawet porównując z „9-tkami” z zespołów z dolnej części tabeli to Erling Haaland:

  • Nie jest tak dobry w walce w powietrzu jak Dominic Calvert-Lewin (napastnik Evertonu);
  • Nie potrafi kreować na poziomie Ivana Toneya (napastnik Brentford);
  • Nie gra tak dobrze 1v1 jak David Datro Fofana (napastnik Burnley);
  • Nie jest tak efektywny w grze kombinacyjnej jak Dominic Solanke (napastnik Bournemouth);
  • Nie gra tak dobrze między liniami jak Matheus Cunha (napastnik Wolves);

Nie mamy na celu sugerować, że Erling Haaland jest słabym napastnikiem, bo liczby mówią przecież same za siebie

Norweg bazuje jednak na wąskim wachlarzu atutów, które wyćwiczył do absolutnej perfekcji. W większości meczów to wystarcza, aby być koszmarem dla rywali. Kiedy jednak przychodzi mu mierzyć się z obrońcami na najwyższym poziomie, którzy dodatkowo najczęściej mają przewagę dwóch na jednego oraz znają jego silne i słabe strony to Erling Haaland bije głową w mur. Cały zespół również na tym cierpi, ponieważ przez większość czasu ich napastnik jest odcięty od gry, a nie – jak to było we wcześniejszych latach – pomaga utrzymać piłkę, zapewnić kontrolę nad meczem i stwarzać kolejne sytuacje. Erling Haaland jest najlepszym napastnikiem w Premier League, ale znajdziemy kilku zawodników grających na tej pozycji, którzy są lepszymi piłkarzami od Norwega.

***

REKLAMA

Po więcej informacji o Premier League zapraszamy na grupę Kick & Rush – wszystko o lidze angielskiej

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,603FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ