Legia za burtą! Korona gra dalej w Fortuna Pucharze Polski!

Do tego pucharowego starcia oba zespoły przystępowały w skrajnie różnych nastrojach. W miniony weekend bowiem Korona Korona przegrała z Lechem, Legia zaś zanotowała pewne zwycięstwo z Zagłębiem Lubin.

REKLAMA

Legia zaczęła spokojnym rozgrywaniem, na co gospodarze byli wyraźnie przygotowani

Kamil Kuzera z pewnością uczulił swoich podopiecznych, że przyjezdni z Warszawy będą chcieli zdominować to spotkanie od samego początku. Wśród Legionistów aktywny był zwłaszcza Paweł Wszołek, który – pod nieobecność Josue – pełnił funkcję kapitana. „Wojskowi” posyłali sporo dośrodkowań na Tomasa Pekharta, który po dwóch meczach na ławce znalazł się dziś w wyjściowym składzie. Nie zawsze jednak były to przygotowane wrzutki, zawsze za to przygotowani byli kieleccy defensorzy, którzy z łatwością oddalali zagrożenie od bramki Konrada Forenca.

Po 15 minutach… Korona ruszyła ze zdwojoną siłą do przodu

A po 16 minutach… Korona wyszła na prowadzenie. Po błyskawicznej akcji na lewej stronie, piłka dotarła do Ronaldo Deaconu. Rumun bez zastanowienia oddał strzał, ale (prawie) skutecznie interweniował Kacper Tobiasz. Prawie, bo młody bramkarz wypluł futbolówkę przed siebie, z czego skrzętnie skorzystał Adrian Dalmau. Hiszpański napastnik sprytnie ustawił się w polu karnym tak, żeby czasem nie znaleźć się na spalonym i wykorzystał ten mikołajkowy prezent.

źródło: Polsat Sport

Po straconym golu Legia zmieniła nieco sposób gry

Nie opierała się już tak na grze wahadłowych, a dołożyła inne elementy – takie jak strzały z dystansu. Swoich sił próbował Marc Gual, a także Gil Dias. Żaden z nich jednak nie znalazł drogi do bramki rywali. Korona natomiast – z racji jednobramkowego prowadzenia – postawiła na zwarte bronienie, odpuszczając nieco wyjścia do przodu. Udawało im się to niemal całą pierwszą połowę. W samej końcówce jednak Legia znalazła lukę w obronie kielczan. Wszystko zaczęło się od Augustyniaka, następnie przez Guala i Rosołka piłka trafiła do Pekharta. Czech świetnie urwał się defensorom i mocnym strzałem pod poprzeczkę wyrównał stan rywalizacji. Bardzo nietypowa akcja jak na tego czeskiego snajpera – wszak nie jest to zbyt szybki zawodnik.

źródło: Polsat Sport

Wydawało się, że po przerwie gra nabierze jeszcze większej intensywności

Tak, żeby rozstrzygnąć to bez dodatkowego wysiłku i w „trybie ekonomicznym”. Niestety – nic bardziej mylnego. W drugich 45 minutach mieliśmy znikomą liczbę klarownych sytuacji bramkowych, a tym bardziej celnych strzałów. Legia wciąż była częściej przy piłce, ale nic konkretnego z tego nie wynikało. Nawet wejście stałych bywalców pierwszego składu – Josue, Slisza i Muciego – nie odmieniło postawy gości. Nieźle za to w szeregach Złocisto-Krwistych pokazywał się 18-letni Daniel Bąk, który zameldował się na murawie w 72. minucie.

Dogrywka nie przyniosła podkręcenia tempa

Czuć było w powietrzu, że albo padnie trafienie dające awans, albo będziemy świadkami rzutów karnych. Sprawdził się ten pierwszy scenariusz – bramkę na wagę awansu zdobył zmiennik Martin Remacle. Ekspresowy kontratak, dobre wycofanie Błanika do pozostawionego bez krycia Remacle i gol Belga na wagę awansu.

Korona Kielce – Legia Warszawa 2:1 (17′ Dalmau, 120′ Remacle – 42′ Pekhart)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,517FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ