Legia Warszawa bez problemu ograła Ruch Chorzów i pewnie awansowała do finału Pucharu Polski. W „Kotle Czarownic” obyło się bez sensacji – różnica klas była aż nadto widoczna. Nic dziwnego, skoro jedni za tydzień zmierzą się z drużyną z Premier League, a drudzy jadą do Tychów na mecz ligowy. Ruch nawet nie podjął rękawicy, a na domiar złego skarcił ich duet Chodyna-Gual – zawodnicy, którzy są najbardziej krytykowani w Warszawie.
Błędy, błędy, błędy…
Od pierwszych minut tempo meczu było wysokie. Piłkarze nie szczędzili ostrych starć, a pierwszoligowiec często uciekał się do fauli. Już na początku spotkania Yhor Tsykalo stracił piłkę w środku pola, co natychmiast wykorzystała Legia. Bartosz Kapustka przejął futbolówkę i błyskawicznie podał do Kacpra Chodyny. Ten, wbrew swojemu zwyczajowi, zachował zimną krew i skutecznie wykończył akcję, dając gościom prowadzenie 1:0. Było to tym bardziej ironiczne, że jeszcze niedawno fatalnie spudłował w meczu z Pogonią Szczecin. Kilka minut później niepewnie zachował się Steve Kapuadi. Najpierw niefrasobliwie oddał piłkę napastnikowi Ruchu, który pomknął w stronę bramki. Następnie Francuz o mały włos nie sprokurował rzutu karnego. Jego problemy na tym się nie skończyły – w 12. minucie spóźnił się z interwencją i obejrzał żółtą kartkę.
Szybkie otwarcie Legii na Śląskim! Kacper Chodyna strzela na 1:0 ⚽️
— TVP SPORT (@sport_tvppl) April 2, 2025
🔴 📲 OGLĄDAJ #RCHLEG ▶️ https://t.co/qxsJF1VoMm pic.twitter.com/UH3mBJXujU
Legia miała kontrolę nad meczem, ale gra często była przerywana faulami i niedokładnymi podaniami gospodarzy. W 18. minucie Ruch znalazł się w poważnych tarapatach. Po składnej akcji legionistów piłka niemal przekroczyła linię bramkową, jednak Szymon Karasiński w ostatniej chwili wybił ją z pola karnego. Po tym zamieszaniu tempo spotkania nieco opadło. Chorzowianie momentami cofali się do głębokiej defensywy, ustawiając się w formacji 5-4-1. Mimo to Legia długo nie potrafiła stworzyć stuprocentowej okazji. Aż do 28. minuty. Kolejny błąd w rozegraniu po stronie Ruchu – Mohamed Mezghrani nie dogadał się z partnerami, co bezlitośnie wykorzystał Juergen Elitim. Kolumbijczyk błyskawicznie zagrał do Marca Guala, a hiszpański snajper huknął po ziemi i podwyższył wynik. To już 17. trafienie napastnika Legii w tym sezonie.
Pierwsza połowa zakończyła się pewnym, dwubramkowym prowadzeniem Legii.
Spokój kontra chaos
Goście rozpoczęli drugą połowę z pełnym przekonaniem, że to oni kontrolują wydarzenia na boisku. Od pierwszych minut konsekwentnie dążyli do zdobycia trzeciej bramki, chcąc definitywnie zamknąć mecz. Ruch natomiast nie wyciągnął wniosków z pierwszej części spotkania – nadal grał ostro i nie unikał błędów, co Legioniści skrzętnie wykorzystywali. Stołeczny zespół raz po raz przeprowadzał składne akcje, dominując tempo gry. Przypominało to pierwsze pół godziny meczu z Pogonią Szczecin, kiedy to Legia złapała swój rytm i nie dawała rywalom pola do popisu, Chorzowianie byli bezradni.
Idealnym potwierdzeniem przewagi była akcja z 56. minuty. Legioniści wymieniali podania z dużą swobodą, długo utrzymując się przy piłce i konsekwentnie rozgrywając atak pozycyjny. W końcu Chodyna zagrał do Kapustki, ten uruchomił Wszołka, który w półprzestrzeni znalazł się w idealnej sytuacji. Boczny obrońca nie zastanawiał się długo – z ostrego kąta huknął na bramkę, pieczętując dominację Legii w tej fazie meczu.
Legia, mając mecz pod pełną kontrolą, zwolniła tempo i przeszła w tryb energooszczędny. Ruch nie zmuszał jej do większego wysiłku, bo zwyczajnie nie miał argumentów. Tak łatwego rywala Legia w tej rundzie jeszcze nie miała – przedostawanie się pod pole karne chorzowian przychodziło jej bez żadnego oporu. Ruch grał fatalnie: chaotyczne zagrania, brak dokładności, zero organizacji. Spóźnieni, za wolni, bez pomysłu. Ich jedyną „taktyką” były długie piłki do przodu w nadziei, że coś z tego wyjdzie. Trudno uwierzyć, że to zespół z aspiracjami na awans do Ekstraklasy – w tej rundzie wygrali tylko raz, i to w Pucharze Polski z Koroną Kielce.
Legia, gdy tylko przyspieszyła, robiła co chciała. W 71. minucie Ziółkowski świetnym podaniem uruchomił Elitima, ten szybko rozegrał do Chodyny, który bez zastanowienia wyłożył piłkę Morishicie. Japończyk nie miał problemu ze skutecznym wykończeniem akcji. W 85. minucie Legia dołożyła jeszcze jedno trafienie. Ilia Szkuryn zdobył swojego pierwszego gola w barwach stołecznego klubu, wykorzystując rzut z autu na wysokości pola karnego. Napastnik wykazał się świetnym ustawieniem i dominacją w powietrzu, pewnie uderzając głową i nie dając szans bramkarzowi Ruchu. To był symboliczny moment – Legia spokojnie dopełniła dzieła zniszczenia, a chorzowianie wyglądali na całkowicie pogodzoną z losem drużynę.