Vini uratował Brazylię, Maroko może czuć niedosyt

Ćwierć wieku temu popularna była teza, zgodnie z którą Brazylia mogłaby posłać do boju trzy jedenastki i każda z nich celowałaby w mistrzostwo świata. Faktem jest jednak, że młodsi kibice, słysząc o wielkości Canarinhos, muszą cofać się do czasów Ronaldo, Rivaldo czy Ronaldinho. Od ostatniego sukcesu Brazylii na mundialu mijają 24 lata, a kadra prowadzona przez Carlo Ancelottiego nie jest nawet stawiana w gronie głównych kandydatów do złota. Starcie z Marokiem miało dać odpowiedź na pytanie, na co stać pięciokrotnych mistrzów świata.

Szybko okazało się, że Maroko nie wychodzi na boisko z planem przetrwania. Od pierwszych minut grało wysoko, agresywnie i z dużą determinacją. Szczególnie aktywny był Achraf Hakimi, który już w pierwszym kwadransie kilka razy napędzał akcje Maroka prawą stroną. Brazylia długo nie potrafiła złapać rytmu. Marokańczycy dobrze zamykali środek pola, a po stratach rywala błyskawicznie przenosili grę pod bramkę Alissona. Już w 7. minucie Hakimi znalazł miejsce do uderzenia, ale nie trafił w bramkę. Chwilę później Maroko znów zaatakowało po odbiorze, a strzały Brahima Diaza i Neila El Aynaouiego były blokowane przez brazylijskich obrońców. Po 13 minutach Maroko miało wyraźną przewagę w liczbie prób — Brazylia wyglądała na zespół zaskoczony tak odważną postawą przeciwnika.

REKLAMA

Maroko z mocnym wejściem w mecz

Pierwszy poważny sygnał ze strony Canarinhos przyszedł w 14. minucie. Vinícius Júnior urwał się przy linii końcowej, znalazł trochę miejsca obok Hakimiego i posłał piłkę w okolice piątego metra. Igor Thiago doszedł do główki, ale uderzył źle — nie kierując nawet futbolówki w światło bramki. Maroko odpowiedziało w najlepszy możliwy sposób. W 21. minucie Brahim Diaz zagrał prostopadle do Ismaela Saibariego, a brazylijska defensywa została rozcięta jednym podaniem. Alisson wyszedł wysoko, próbując skrócić kąt, ale Saibari zachował spokój i przerzucił piłkę nad bramkarzem. Lob był efektowny, ale przede wszystkim bardzo dobrze wykonany. Maroko prowadziło 1:0 i był to jak najbardziej zasłużony rezultat. Brazylijczycy byli ociężali w swojej grze, wyraźnie przegrywali walkę w środku pola i nie potrafili pokazać atutów w ofensywie.

Po golu Brazylia przez kilka minut wyglądała na zespół wytrącony z równowagi. Maroko dalej było groźne — w 27. minucie Hakimi znów znalazł się w dobrej pozycji, ale jego strzał minął dalszy słupek. W 30. minucie zespół z Afryki miał kolejną serię ataków. Strzał Saibariego został zablokowany, próbował też Brahim Diaz, ale jego uderzenie nie sprawiło problemów Alissonowi. Bramka na 2:0 wisiała w powietrzu i… okazało się, że Canarinhos nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. W 32. minucie Vinícius Júnior najpierw oddał piłkę do Bruno Guimarãesa, a po chwili ruszył w wolną przestrzeń. Marokańska defensywa na moment straciła koncentrację, a Vini dostał czas, żeby wejść w pole karne. Zszedł do środka i uderzył prawą nogą z mocą, z którą Yassine Bounou nie zdążył już nic zrobić. Brazylia wyrównała na 1:1, choć do tego momentu niewiele wskazywało na to, że może tak szybko wrócić do meczu.

Brazylia wróciła do gry, Maroko zaczęło się męczyć

Końcówka pierwszej połowy zrobiła się bardziej fizyczna. Brazylia częściej utrzymywała się przy piłce i próbowała zepchnąć rywala pod własne pole karne, ale nadal musiała uważać na szybkie wypady Marokańczyków. W 37. minucie Casemiro zatrzymał akcję Maroka faulem taktycznym na Neilu El Aynaouim i obejrzał żółtą kartkę. Kilka minut później ukarany został także Roger Ibañez, który nieprzepisowo powstrzymał Brahima Diaza. Jeszcze przed przerwą Brazylia miała dwie sytuacje po dośrodkowaniach. Najpierw Lucas Paquetá uderzył z woleja, ale piłkę złapał Bounou. Później, po rzucie rożnym Raphinhi, do główki doszedł Marquinhos, jednak posłał piłkę wyraźnie obok bramki.

Carlo Ancelotti nie mógł być zadowolony z postawy swoich podopiecznych. W przerwie murawę opuścili Casemiro oraz Roger Ibañez, czyli dwaj zawodnicy ukarani żółtymi kartkami. Po zmianie stron mecz się wyrównał, co w dużym stopniu wynikało ze zmęczenia Marokańczyków. Obrazowo: przez pierwsze 45 minut obie ekipy wypracowały łącznie ponad 2 xG. Po trzydziestu minutach drugiej części gry wskaźnik goli oczekiwanych tkwił na poziomie 0,13 xG. Tempo wyraźnie siadło, a Mateusz Borek, komentujący to spotkanie, mógł nawet opowiedzieć o iShowSpeedzie, który pojawił się w loży VIP. Ciekawiej robiło się wtedy, gdy piłkę na wolne pole otrzymywał Vinícius. W 79. minucie Brazylijczyk ruszył skrzydłem i dograł do Raphinhi, ale ten trafił w bramkarza.

Co wiemy po meczu Brazylia – Maroko? Tymi pierwszymi trudno się było zachwycać. Drudzy świetnie zaczęli, ale nie starczyło im sił na intensywną postawę przez pełne 90 minut. Ładniej dla oka wyglądała drużyna z Afryki, ale nie dowiozła korzystnego wyniku ani nie dobiła Brazylijczyków drugim golem, gdy miała do tego możliwość. Remis wydaje się sprawiedliwym rezultatem, ale zostawia kwestie walki o awans do kolejnej rundy w niepewności.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ