Kacper Kozłowski i Vitesse. Związek, który stracił sens

0 goli i 3 asysty, ostatnie miejsce w Eredivisie oraz dzisiejsza porażka w ćwierćfinale Pucharu Holandii z drugoligowym SC Cambuur. Kacper Kozłowski nie daje powodów do optymizmu i obiektywnie rzecz ujmując, zalicza rozczarowujący sezon. Pisząc te słowa, narażam się pewnie zwolennikom tezy „20-latek ma jeszcze czas na poważne granie, teraz uczy się w mocnej lidze”. Uprzedzając komentarze, nadal dostrzegam wielki potencjał w polskim odkryciu Euro 2020. Mój zarzut względem Kacpra jest w zasadzie jeden. Zmarnował minione 1.5 roku w słabym zespole, który niekoniecznie gwarantuje wyższy poziom od Pogoni Szczecin.

Pisząc ten tekst jestem świeżo po seansie spotkania Vitesse z SC Cambuur

Podopieczni Edwarda Sturinga przegrali 1:3 z 8. zespołem Keuken Kampioen Divisie. Poziom pojedynku — bardzo niski. Kacper Kozłowski grał do 78. minuty, serwis Sofascore wyliczył mu ocenę 6.6. Polak mimo wszystko, wcale nie wyglądał źle. Trener próbował wystawić go w roli napastnika, jednak w praktyce Kozłowski i tak cofał się do linii pomocy. Miał kilka prób efektownych zagrań. Co jednak z tego, że popisał się błyskotliwym podaniem z pierwszej piłki, skoro zaskoczyło ono nie tylko rywali, ale i kolegów z drużyny? Zaryzykuję stwierdzeniem, że Kacper był technicznie najlepszym zawodnikiem na murawie. Nie przełożyło się to jednak na żaden konkret. Ostatnia drużyna Eredivisie kopała z zespołem z drugiej ligi holenderskiej, a Polak próbował zrobić różnicę, tylko niewiele mu z tego wyszło.

REKLAMA

Regularnie śledzę występy byłego zawodnika Pogoni Szczecin. Nie widzę u niego żadnego aspektu, który poprawił podczas pobytu w Holandii. Nie potrafi w pojedynkę decydować o losach spotkań, a polegając na współpracy z kolegami, jest niejako skazany na porażkę. Odnoszę wrażenie, że Kozłowski po prostu nie ma tam z kim grać. Wartościowym partnerem był Million Manhoef, którego sprzedano zimą do Stoke. Zrobił to, co powinien — uciekł ze słabego Vitesse.

Kozłowski wpadł w dołek i musi się odbić

Niestety, do pewnego momentu zakłamywano rzeczywistość. Polak notował kolejne nijakie spotkanie — czasem ze swojej winy, czasem z niemożliwości współpracy z przeciętnymi kolegami z drużyny. Raz na jakiś czas rzucił asystę i pojawiały się zachwyty, że wyjazd do Holandii to strzał w dziesiątkę. Ba! Jeszcze kilka tygodni temu media wmawiały, że Kozłowskim interesuje się Ajax. W Vitesse nie wszystko jest idealne, ale grając w dobrej lidze, zwraca na siebie uwagę gigantów — wmawiano. Z całym szacunkiem — gówno prawda. Takie podejście sprawiało jedynie, że brnięto w niekorzystną sytuację.

Kacper ma prawo czuć niezadowolenie z holenderskiego epizodu. Jednocześnie, Holendrzy mają prawo czuć niezadowolenie z polskiego piłkarza. Angielski serwis sussexexpress.co.uk zapytał ostatnio (1 lutego) Toma Krechtinga, eksperta związanego z Vitesse o ocenę dyspozycji Polaka. Dziennikarz ocenił, że Kozłowski „okazjonalnie wnosi wartość dodaną”, „jeśli się poprawi, może być potencjalnie wartościowy dla Brighton”, ale „rozczarowuje”. Nie sprowadzano go do tego klubu, by łapał doświadczenie, ale był jednym z liderów, a tej roli moim zdaniem po prostu nie spełnia. 20-latek wracając do Premier League, będzie paradoksalnie miał gorszą pozycję, niż gdy w 2022 roku podpisywał umowę, będąc zawodnikiem Pogoni Szczecin.

Epizod w Vitesse okazał się nieudany i nie ma sensu go kontynuować. Wybór kolejnego klubu (zakładamy, że przebicie się w Brighton byłoby w obecnej sytuacji cudem) może okazać się kluczowy dla dalszej kariery Polaka. To musi być starannie przemyślana decyzja, by nie skazać Kacpra na kolejny wątpliwy związek.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,221FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ