W XXI wieku jedynie dwóm zespołom udało się zdobyć mistrzostwo Polski trzy sezony z rzędu. Była to Wisła na początku obecnego stulecia oraz Legia w latach 2015-2018. W rozpoczętych w miniony weekend rozgrywkach przed taką szansą staje również Lech. Kolejorz w dwóch poprzednich sezonach wygrywał mistrzostwo, a na początku trwającego jest głównym faworytem do zgarnięcia tytułu. Jeżeli ekipie ze stolicy Wielkopolski udałoby się w trzecim roku z rzędu dołożyć kolejne trofeum, wówczas można byłoby mówić o dominacji w Ekstraklasie. Przez ostatnie lata polska liga wyrosła na najbardziej wyrównaną w Europie, w której nie ma jednego czy dwóch hegemonów. Teraz Lech może to zmienić.
Obrona mistrzostwa
Zdobycie dwóch kolejnych tytułów mistrzowskich to coś, co w Ekstraklasie zdarza się bardzo rzadko. Ostatni raz dokonała tego Legia w sezonie 2020/21. Niemniej jednak, Wojskowi nie musieli wówczas łączyć rozgrywek ligowych z europejskimi pucharami, gdyż odpadli już w eliminacjach. Od momentu powstania Ligi Konferencji, gdy polskie kluby coraz częściej zaczęły pokazywać się na europejskiej scenie, pucharowiczom bardzo ciężko jest utrzymać podobny poziom punktowania w lidze.
Od poszerzenia Ekstraklasy do 18 zespołów, a więc od sezonu 2021/22 Lech z poprzednich rozgrywek jest trzecim najlepiej punktującym zespołem, który jesienią grał w europejskich pucharach (60 „oczek”). Lepsze pod tym względem były jedynie Jagiellonia w rozgrywkach 2023/24 oraz sam Lech dwa lata wcześniej (po 61 punktów). Różnica jest niewielka i całkiem możliwe, że gdyby zespół Nielsa Frederiksena do ostatniej kolejki – w której zremisował u siebie z Wisłą Płock – nie miał zapewnionego mistrzostwa, pobiłby ten rekord.
Wprawdzie tegoroczne mistrzostwo Lech zdobył z przewagą jedynie czterech punktów, jednak nie ma wątpliwości, że był najlepiej grającym zespołem. Biorąc pod uwagę bardziej zaawansowane statystyki – według danych z Fotmob – Kolejorz nie miał sobie równych. Drużna Frederiksena miała najwyższe xG (gole oczekiwane), wyprzedzając drugą Lechię o ponad pięć oraz trzeci Raków o prawie dziesięć goli. Natomiast pod względem xGC (oczekiwanych goli traconych) Lech był czwarty najlepszy w lidze. Na przestrzeni całego sezonu Kolejorz miał różnicę pomiędzy golami oczekiwanymi, strzelonymi a straconymi równą 23,6. Druga Legia była gorsza o ponad 10 (13,3).
Lech się nie osłabia
W poprzednim sezonie Kolejorz wysłał sygnał, że jest w stanie rywalizować z powodzeniem zarówno w lidze, jak i europejskich pucharach. Zdobycie mistrzostwa nie było jednoznaczne z gorszym następnym sezonem. Duża w tym zasługa przede wszystkim zarządzających klubem, którzy zadbali o to, aby Lech do kolejnego sezonu nie przystępował osłabiony. W ostatnich latach często dochodziło do sytuacji, gdy mistrz Polski chciał skonsumować sukces i już w trakcie eliminacji do Ligi Mistrzów sprzedawał swoich kluczowych zawodników. Tak było chociażby w przypadku Piasta (Joel Valencia, Patryk Dziczek), Jagiellonii (Dominik Marczuk, Bartłomiej Wdowik) czy Legii (Josip Juranović).
Lech w ostatnich latach działa zupełnie inaczej. W poprzednim letnim okienku transferowym jedyną znaczącą stratą było odejście Afonso Sousy, który jednak wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie wiąże swojej przyszłości z klubem z Poznania. Z drugiej strony Kolejorz wydał aż prawie sześć milionów euro sprowadzając sześciu nowych piłkarzy i kolejnych trzech wypożyczając. Przed startem obecnego sezonu szefowie Lecha po raz kolejny nie szczędzili pieniędzy. Za cztery miliony euro wykupiony na stałe został Luis Palma, kolejne trzy przeznaczyli na Terry’ego Yegbe, a za 900 tysięcy sprowadzili Mateusza Lisa. Z zawodników regularnie grających w poprzednim sezonie odszedł jedynie Antonio Milić, a całkiem prawdopodobny jest też transfer wychodzący Bartosza Mrozka. Mimo to, klub ze stolicy Wielkopolski już przed pierwszym meczem nowego sezonu znalazł ich zastępców. Lech do nowego sezonu przystępuje z bardzo podobną kadrą, jaką miał w poprzednim.
Lech się rozwija pod wodzą Frederiksena
Co równie istotne, do kolejnej kampanii Lech przystępuje z tym samym trenerem. Pod wodzą Frederiksena Kolejorz ma wypracowany sposób gry i pod ten model sprowadzani są nowi piłkarze. Duńczyk jest trenerem, który stawia na dominację poprzez posiadanie piłki oraz wysoki pressing, co jest spójne z DNA Lecha. Poznaniacy jako jedna z nielicznych drużyn w Ekstraklasie grają w charakterystyczny dla siebie sposób. Będąc przy piłce, ustawiają się w formacji 3-1-5-1, przeładowują środek pola i właśnie tym sektorem najczęściej próbują atakować. Kolejorz jest najlepiej grającym zespołem w ataku pozycyjnym w Polsce i nie jest to wynik, tylko i wyłącznie jakości piłkarskiej, jaką posiada, ale również efekt pracy sztabu szkoleniowego. Lech jak nikt inny potrafi wywiązać się z roli faworyta, gdy przeciwnik odda im piłkę i skupi się na defensywie.
Mimo to, w meczach europejskich pucharów zespół Frederiksena potrafi pokazać swoje bardziej pragmatyczne oblicze. W spotkaniach z silniejszymi rywalami Kolejorz nie chce za wszelką cenę prowadzić gry. Zamiast tego częściej oddaje piłkę przeciwnikowi i nastawia się na szybkie ataki. To również pokazuje rozwój zespołu na przestrzeni dwuletniej kadencji duńskiego szkoleniowca. Jeszcze rok temu w meczach z Crveną Zvezdą czy Genkiem Lech był krytykowany za naiwność i proste błędy. Wydaje się, że i z tej lekcji sztab szkoleniowy wyciągnął wnioski.
Analityczne podejście
To, co wyróżnia Lecha na tle konkurencji, to również korzystanie z danych i statystyk. Praca Frederiksena oraz decyzja o nowym kontrakcie była oceniana na podstawie liczb i głębszych statystyk. Pion sportowy Kolejorza brał pod uwagę nie tylko suchy wynik, ale też różnego rodzaju czynniki, jak m.in. wspominane wcześniej statystyki xG. Według tego modelu drugi sezon podczas kadencji Frederiksena był o wiele lepszy niż ten pierwszy. Mimo że Kolejorz teraz zdobył aż 10 punktów mniej, to różnica pomiędzy golami oczekiwanymi strzelonymi a straconymi była wyższa niż w poprzedniej kampanii. I to mimo że Lech rywalizację w lidze musiał łączyć z europejskimi pucharami. Poprawa w grze oraz punktowaniu Poznaniaków była widoczna również w drugiej połowie sezonu, gdy odpadli z Ligi Konferencji.
W Lechu liczbami kierują się również w kwestii skautingu i transferów. Na każdą pozycję klub ma określone parametry motoryczne, które musi spełniać dany zawodnik. Po nieudanych przygodach w europejskich pucharach w Lechu doszli do wniosku, że glównym czynnikiem przez który odstają na tle konkurencji jest intensywność. Stąd właśnie zatrudnienie Frederiksena, którego jednym z zadań było podniesienie tego poziomu, oraz selekcja piłkarzy właśnie pod tym kątem.
Coraz bogatsza konkurencja
Jeżeli Lechowi udałoby się zakwalifikować do fazy ligowej Champions League, mają oni wszystko, aby ten sukces odpowiednio skonsumować. Potencjalny zastrzyk gotówki z Ligi Mistrzów pozwoliłby Kolejorzowi odjechać konkurencji i zdominować Ekstraklasę na kolejne lata. Lech już teraz jest jednym z zespołów, który wydaje najwięcej na transfery, aczkolwiek w Polsce jest coraz więcej klubów finansowanych przez właścicieli, którzy nie mają obaw przed wykładaniem prywatnych pieniędzy. Największe ambicje wydaje się mieć Widzew Roberta Dobrzyckiego, a coraz mocniej na rynku rozpycha się też Korona Łukasza Maciejczyka. Nie można również zapominać o Rakowie Michała Świerczewskiego, Motorze Lublin Zbigniewa Jakubasa (choć on akurat ma inną strategię rozwoju klubu) czy Wieczystej Wojciecha Kwietnia, która dopiero co awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Niemniej jednak wszystkie te kluby – oprócz Rakowa – są dopiero na początkowym etapie rozwoju. Lech w wyniku dobrze prowadzonej polityki jest kilka kroków przed resztą. Kolejorz ma najlepszą akademię w Polsce, która regularnie dostarcza wychowanków do pierwszego zespołu, rozbudowany dział skautingowy, dzięki któremu dobierają piłkarzy o określonym profilu oraz trenera, który pracuje z drużyną już trzeci sezon i ma jasno sprecyzowany model gry. Obecnie Kolejorz ma wszystko, aby w najbliższych latach stać się hegemonem w Ekstraklasie i regularnie dorzucać do gabloty kolejne trofea. Nawet jeśli niektórzy z konkurentów mają więcej pieniędzy, to nie pokazali jeszcze, że potrafią je wydawać. A to jest konieczne do zbudowania stabilnego projektu, którym aktualnie jest Lech.



